Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DUCHOWOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DUCHOWOŚĆ. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

Jak w praktyce zdać się na Boga








          Jako chrześcijanie, zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo ważne jest zbudowanie osobistej relacji z Jezusem oraz zawierzenie Mu, z całkowitym zaufaniem, naszego życia. W rzeczywistości jednak trudno nam to osiągnąć. Nasze codzienne obowiązki, problemy, troski sprawiają, że oddalamy się od tego ideału. Staramy się ułożyć sobie życie „po naszemu”, według naszych wizji, pragnień, mniej lub bardziej uświadomionych potrzeb. Często w naszym codziennym życiu zachowujemy się jak rozkapryszone nastolatki, jesteśmy gotowi chwalić Boga i być Mu wdzięcznym, jeśli wszystko układa się po naszej myśli. Natomiast w chwilach doświadczeń, trudności i problemów jesteśmy skłonni tracić wiarę i zaufanie, oskarżając Boga o brak miłości, empatii, miłosierdzia.

Jak w takim razie zdać się na Boga, pomimo tego, że życie nie układa mi się tak, jak ja bym tego chciał.

piątek, 15 stycznia 2016

Uzdrowić wspomnienia







          Przebaczyć nie znaczy zapomnieć. Chociaż przebaczamy, wspomnienie rany może pozostać w nas przez długi czas, niejednokrotnie nawet przez całe nasze życie. Czasami nosimy wspomnienie rany w swoim ciele jako widzialny znak. Przebaczenie jednak zmienia sposób, w jaki pamiętamy o ranie. Zamienia przekleństwo w błogosławieństwo.

          Gdy przebaczamy swoim rodzicom ich rozwód, ukochanej osobie odejście, kiedy wybaczamy swoim dzieciom brak uwagi, przyjaciołom niewierność w chwilach kryzysu, a lekarzom złą diagnozę, nie musimy już widzieć siebie jako ofiary wydarzeń, nad którymi nie mieliśmy kontroli.

          Przebaczenie daje nam możliwość odzyskania własnej siły i nie pozwala, aby te wydarzenia nas zniszczyły; dzięki niemu stają się one wydarzeniami, które pogłębiają mądrość naszych serc. Przebaczenie prawdziwie uzdrawia nasze wspomnienia.

Henri J.M. Nouven

środa, 9 grudnia 2015

Podaruj komuś nowe życie











      Powoli zbliżają się, tak bardzo bliskie każdej chrześcijańskiej duszy, Święta Bożego Narodzenia. Chcemy spędzić je z naszymi bliskimi, których pragniemy obdarować tym, co najpiękniejsze. Bezwarunkowa miłość, przebaczenie, akceptacja to chyba najpiękniejszy dar, jaki możemy ofiarować i którego sami oczekujemy. Do tradycji świątecznych należy również wzajemne obdarowywanie się prezentami, które są materialnym symbolem naszych uczuć i wyrazem jedności z bliskimi.
Często mamy z tym dylemat, co mogę ofiarować bliskiej mi osobie, na której naprawdę mi zależy i którą bardzo kocham. Oczywiście, mogę pokusić się o rożnego rodzaju drobiazgi, które mogą sprawić chwilową przyjemność, ale najczęściej są to prezenty nie trafione, które szybko stają się bezużyteczne i po jakimś czasie trafiają do kosza.

      Rok temu otrzymałem od bardzo mądrej osoby prezent, który do dziś towarzyszy mi każdego dnia. Stał się dla mnie po Biblii drugim przewodnikiem przez życie. Jest to książka znakomitego francuskiego psychologa i terapeuty Yves Boulvin, który swoją pracę zawodową umiejętnie łączy z silną chrześcijańską wiarą. Całe bogactwo chrześcijańskich wartości w mistrzowski sposób łączy z codzienną psychologiczną i terapeutyczną pomocą człowiekowi.

      Każdego z nas, na rożnych etapach życia dosięgają rożnego rodzaju kryzysy. Kryzysy rodzinne, kryzysy w związku, choroba, cierpienie, starość, depresja, utrata pracy, samotność, odrzucenie przez bliskich, zdrada, trudności z dzieckiem, konflikty w pracy, uzależnienia, śmierć bliskiej osoby… Wówczas potrzebujemy nowego spojrzenia na życie, musimy nauczyć się odbijać od dna, opierać się na tych trudnościach, które już przeżyliśmy, wyciągać z nich lekcje i z głową podniesioną do góry iść do przodu.

niedziela, 6 września 2015

Liturgia Kościoła ubogich






               Kiedy Jezus przyszedł na ziemię, nie wybrał drogi dyplomatycznej. Nie powiadomił o swoim przybyciu „wielkich” tego świata, nie uprzedził możnych, nie dał znać kapłanom. Pominął hierarchię i instytucję religijną, nie zwołał konferencji prasowej. Być może zdawał sobie sprawę, że ci wszyscy tak bardzo zamknięci są w swoich pewnikach i przekonaniach, że przeszliby obojętnie wobec tego wydarzenia, a co gorsze zgasili ducha zbawczego.

           A przecież Jezus bardzo chciał, aby o tym wiedziano. Ktoś miał prawo dowiedzieć się jako pierwszy. Posłał więc swoich wysłanników do pasterzy, którzy koczowali na polu strzegąc stada. W ówczesnym rozumowaniu pasterze byli tymi, którzy na marginesie społeczeństwa, na marginesie religii. „Ludzie pobożni” faryzeusze, ówczesne duchowieństwo, patrzyli na nich krzywo, uważano ich za mało wykształconych, a więc nie znających Prawa. Nie znali Prawa, nie żyli Prawem więc automatycznie skazani byli na potępienie. Tak rozumowała elita religijna…

niedziela, 23 sierpnia 2015

Moc dokonywania wyborów






Najpotężniejszą siłą, jaka dysponuje człowiek, jest możliwość dokonywania wyborów. To, kim jesteśmy w danej chwili, jest sumą wszystkich decyzji, które dotychczas podjęliśmy.

Wybory to cegiełki, z których człowiek buduje swoje życie. Każdy czyn, każde słowo, każda decyzja stają się częścią naszej istoty. Sposób reagowania na rzeczywistość wynika z podejmowanych wyborów. W pewnym sensie decyzje nie tylko czynią nas tym, kim jesteśmy, lecz również stwarzają nasz świat. Decyzje dobre, przemyślane, wyzute z egoizmu pomagają nam stworzyć rzeczywistość emanującą szczęściem i poczuciem sensu życia. Decyzje podejmowane pochopnie, pod wpływem emocji i egoistycznych zachcianek powodują poczucie pustki, bezsensowności, porażki.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Stać się bezpiecznym miejscem dla innych





                   Kiedy się uwolnimy od potrzeby osadzania i potępiania, możemy się stać bezpiecznym schronieniem dla ludzi, w którym będą mogli się spotykać, odsłaniając swoją bezbronność i burząc mury, jakie ich rozdzielają. Jeśli jesteśmy ludźmi głęboko zakorzenionymi w miłości Boga, po prostu nie mamy innego wyboru, niż zapraszać ludzi, aby się nawzajem miłowali.

                   Kiedy ludzie zrozumieją, że nie mamy żadnych ukrytych celów ani niewypowiedzianych intencji, że nie próbujemy zyskać dla siebie żadnej korzyści i że naszym jedynym pragnieniem jest pokój i pojednanie, będą mogli odnaleźć w sobie wewnętrzną wolność i odwagę, by na progu odłożyć broń i rozpocząć rozmowę ze swoimi wrogami.

                  Często coś takiego dzieje się nawet wtedy, gdy tego nie planujemy. Nasza posługa pojednania realizuje się najczęściej wtedy, kiedy my sami najmniej zdajemy sobie z tego sprawę. Dokonuje tego nasza zwyczajna, neutralna obecność.



                                                                              Henri J.M. Nouwen

Pokój serca





Jak osiągnąć pokój serca i ducha w codzienności.

„Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.” Mk 6,30-31

To, co najbardziej uderza w postawie Jezusa, to ogromna delikatność, troska i uwaga poświęcona każdemu napotkanemu człowiekowi. Jezus potrafił dostrzec z ogromną precyzją każdą potrzebę człowieka, zarówno potrzebę wielką i ważną dotyczącą jego zbawienia ale również te potrzeby „małe”, codzienne, prozaiczne… Jezus wiedział, że do szczęścia nie potrzebne są pieniądze, zaszczyty, władza ale pokój serca. To właśnie starał się ofiarować każdemu napotkanemu człowiekowi.

Posyłając swoich apostołów z misją głoszenia i składania świadectwa Ewangelii, Jezus zdawał sobie sprawę, że nie będzie to dla nich łatwe zadanie. Musieli pójść do świata „wrogiego”, gdzie z pewnością spotkali się z odrzuceniem, krytyką i obojętnością. Prócz sukcesów, które osiągnęli dzięki swojej wierze i mocy Chrystusa, która im towarzyszyła, spotkali również trudności, przeciwności i wrogość ze strony ówczesnych religijnych przywódców narodu. Prócz radości czerpanej z dokonanych dzieł w imię Jezusa, towarzyszyło im zmęczenie, obawy i zwykły ludzki lęk prze tym czy sobie poradzą, czy znajdą otwarte serca na ich słowa, czy nie ściągną na siebie gniewu ze strony instytucji religijnej wrogo nastawionej do Jezusa… Pokój serca w tej misji był najważniejszy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wdzięczność






Łatwo jest być wdzięcznym za dobre rzeczy, które przydarzają się nam w życiu, ale wdzięczność za całe życie – za to, co w nim dobre, i za to co w nim złe, za chwile radości i za chwile smutku, za sukcesy i za porażki, za nagrody i za momenty odrzucenia – wymaga ogromnej pracy duchowej.

A jednak tylko wtedy okazujemy prawdziwą wdzięczność, kiedy potrafimy powiedzieć „dziękuję” temu wszystkiemu, co przywiodło nas do chwili obecnej. Tak długo, jak długo oddzielamy w swoim życiu wydarzenia i ludzi, których chcielibyśmy pamiętać, od tych wydarzeń i tych ludzi, o których raczej wolelibyśmy zapomnieć, nie możemy twierdzić, że jesteśmy wdzięczni Bogu za dar całego swojego życia.

Nie lękajmy się patrzeć na to wszystko, co przywiodło nas do miejsca, w którym aktualnie jesteśmy, i ufajmy, że wkrótce dostrzeżemy w tym rękę kochającego Boga.


Henri J.M. Nouwen

wtorek, 19 maja 2015

Zmień nieustanne myślenie w nieustanną modlitwę.





Myśli towarzyszą nam nieustannie. Często są one bardzo subiektywne i wypływają z naszych życiowych doświadczeń, zranień, schematów, których zostaliśmy nauczeni przez nasze środowisko. Potrafią one być pełne optymizmu i radości, ale również mogą stać się przyczyną destrukcji, smutku i utraty sensu życia.

Chwałą Boga jest człowiek szczęśliwy, niestety to szczęście często odbieramy sobie sami poprzez negatywne i katastroficzne myślenie, a ono nie jest już dziełem i wolą naszego Stwórcy.

Nadzieję wlewają słowa duchowego przewodnika Henriego Nouwena:

„Nasz umysł jest zawsze aktywny. Analizujemy, podejmujemy refleksję, marzymy bądź śnimy. Nie ma takiej chwili w ciągu dnia lub nocy, w której nie myślimy. Można powiedzieć, że nasze myślenie jest nieustanne.

sobota, 2 maja 2015

Odważ się żyć!








              Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim, którzy w ostatnich tygodniach napisali do mnie w związku z artykułem „Zaakceptuj siebie”, który opublikowałem na moim blogu. Pośród wielu entuzjastycznych głosów i konkretnych decyzji podjętych w kierunku akceptacji siebie były również mniej optymistyczne głosy. Kilku przyjaciół z grupy opowiedziało mi o trudnościach, jakie przeżywają w kwestii akceptacji swojej osoby oraz swojego życia. Smutno mi się zrobiło, gdyż jestem przekonany, że każdy z nas posiada ogromna wartość i siłę w realizowaniu naprawdę spełnionego i szczęśliwego życia.

                Świadom jestem tego, że czasami okoliczności lub ludzie, z którymi żyjemy nie ułatwiają nam drogi w dążeniu do życia spełnionego, szczęśliwego i bezpiecznego. Przykre jest to, że często najbliższe nam osoby są tymi, którzy stają się powodem naszego smutku, rezygnacji, samotności, cierpienia… Ale czy to nas zwalnia z obowiązku zadbania o swoje szczęście, godność, radość życia?

                Bóg, stwarzając nas, dał nam wszelkie predyspozycje do tego, abyśmy z Jego pomocą i łaską dążyli do spełnienia i realizacji samych siebie. Często jednak to my sami tworzymy sobie w naszych umysłach bariery, zbyt szybko rezygnujemy, obawiamy się konsekwencji naszych decyzji i wyborów. Niejednokrotnie oczekujemy, że to Bóg w jakiś cudowny sposób rozwiąże za nas trudności i problemy. Powiem więcej, oczekujemy, że Bóg sprawi, iż nagle odnajdziemy szczęście.  – Oczywiście, że może On to zrobić, ale po to dał nam rozum, inteligencję i wolną wolę, abyśmy sami zadecydowali co dla nas oznacza szczęście, sens życia, radość, spełnienie i konsekwentnie do tego dążyli.
 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Modlitwa życiem









                 Istnieje wiele form modlitwy, które z pewnością bardzo bliskie są Bogu. Osobiście bardzo lubię modlitwę dziękczynienia, modlitwę wstawienniczą, modlitwę uwielbienia. Modlitwy te wypływają z określonych potrzeb lub stanów ducha. Jednak głęboką formą modlitwy, która najbardziej pozwala mi zbliżyć się do Boga jest „modlitwa życiem”. Czym ona rożni się od innych form? Dla mnie osobiście jest ona wyjątkowym spotkaniem z Bogiem, gdzie staram się stanąć przed moim Stwórcą w absolutnej prawdzie. Przedstawiam Bogu siebie takim jakim jestem w danej chwili, z moimi uczuciami, emocjami, radościami, smutkami. Mówię Bogu o swoich błędach, trudnościach ale również o radościach i wszystkim tym, co dziś udało mi się osiągnąć. Mówię Mu o ludziach, których spotkałem, o otrzymanym uśmiechu i dobrym słowie, ale również o relacjach trudnych, gdzie na wierzch wypłynęła oliwa złości, gniewu, zazdrości, cynizmu, poczucia wyższości; gdzie pojawił się osąd, krytyka, obmowa…

niedziela, 19 kwietnia 2015

Zaakceptuj siebie!







                Z akceptacją siebie jest tak, że łatwiej o tym mówić niż wykonać. Możemy mieć z tym problem zwłaszcza wtedy, gdy staramy się być szczerzy wobec siebie i przestajemy ukrywać nasze słabości i błędy. Jednak tylko wtedy, gdy jesteśmy szczerzy wobec siebie, mamy szansę na dalszy rozwój.

                Akceptacja siebie jest możliwa tylko wtedy, kiedy pozbędziemy się iluzji dotyczących własnej osoby, kiedy wyzbędziemy się fałszywego przekonania, że jesteśmy idealni i perfekcyjni. Oczywiście każdy z nas posiada mocne strony i trzeba umieć je rozpoznawać i wykorzystywać w swoim życiu, jednak jesteśmy ludźmi i musimy zaakceptować fakt, że posiadamy również strony słabe, popełniamy błędy i nie zawsze mamy absolutna rację.

piątek, 17 kwietnia 2015

Spotkać samego siebie.







            Brak autentycznego poznania siebie samego, z zarówno swoimi jasnymi jak i ciemnymi stronami sprawia, że zaczynamy tracić kontakt z samymi sobą, z Bogiem i innymi ludźmi. Zaczynamy obwiniać Boga i innych za to co nam się przydarza, za to jak się czujemy, za nasze nieudane relacje z innymi.
            Poznanie siebie w prawdzie i akceptacja siebie w taki sposób, w jaki akceptuje i kocha nas Bóg jest podstawą dojrzałości i zdrowego rozwoju osobistego.

            Współczesny przewodnik duchowy, o. Anselm Grün mówi:
         „Spotkanie z samym sobą to jedno z najważniejszych zadań dla ludzi podążających drogą duchową. Dla pierwszych mnichów warunkiem spotkania Boga było spotkanie samego siebie i poznanie własnego „ja”. „Jeśli chcesz poznać Boga, poznaj przedtem siebie.”

            Ten, kto nie poznaje siebie, przerzuca podświadomie na Boga swoje pragnienia, tęsknoty i wyparte potrzeby. Taki człowiek ubóstwia obrazy własnego „ja” i nie dotyka istoty prawdziwego Boga, który jest zupełnie inny.
Poznanie siebie uwalnia nas od własnych iluzji, a przez to ułatwia nam jasne i niewymuszone spojrzenie na inną rzeczywistość. Bóg przestaje być obrazem duszy, a staje się rzeczywistością, która wychodzi nam naprzeciw.



            Stara prawda głosi, że życie duchowe polega przede wszystkim na tym, żeby właściwie traktować namiętności duszy, uwolnić się od myśli, którymi rządzą emocje, i osiągnąć stan wewnętrznej wolności. Jednocześnie chodzi o to, aby nie oceniać uczuć, lecz po prostu dopuścić, aby istniały, i obserwować je. Należy nieustannie prowadzić dialog z własnymi uczuciami i namiętnościami, aby tkwiąca w nich pozytywna siła przynosiła owoce dla życia duchowego. Może ono kwitnąć jedynie wtedy, gdy obserwujemy uczucia i pozwalamy im istnieć…”

czwartek, 9 kwietnia 2015

Uczciwość – Pierwszy krok do wolności.







Prawda was wyzwoli...


            „Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie - ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5:33-37)

            Uczciwość wobec siebie i innych jest pierwszym krokiem do jakiejkolwiek zmiany w życiu. Nigdy nie ruszysz z miejsca, jeśli choć trochę będziesz próbował zafałszować rzeczywisty obraz samego siebie. Boga oszukać się nie da, nawet najpiękniejszymi słowami i najdłuższymi modlitwami. Siebie samego i drugiego człowieka oszukać możesz, udając, że jesteś kimś innym niż rzeczywiście jesteś, przywdziewając maski pozorów, porównując się z innymi wywlekając na wierzch ich słabości i błędy.
            Jest to jednak droga donikąd. Zaprowadzi cię ona tylko do  zgorzknienia, cynizmu i samotności. Choćbyś popełniał najgorsze czyny, jeśli tylko staniesz w prawdzie przed Bogiem, drugim człowiekiem i sobą samym, zostanie ci to wybaczone. Ludzie zaakceptują cię takiego jaki jesteś widząc, że jesteś prawdziwy.
            Zakłamanego nikt cię nie przyjmie. Za twoimi plecami drwić sobie będą z twojej obłudy i fałszywości. Utracisz możliwość na jakikolwiek rozwój osobisty i duchowy.
Nikt, kto jest prawdziwy i przejrzysty w swoim życiu nie musi przysięgać. Jego mowa jest tak, ta; nie, nie…

            Dlaczego Jezus tak często napiętnował Faryzeuszów, uczonych w piśmie i przywódców narodu Izraela. Czy były to bezpośrednio ich uczynki? Nie! Napiętnował fałsz, obłudę, zakłamanie i pychę. Jezus dawał jako przykład postaci celników, prostytutek i innych grzeszników tylko dlatego, że pomimo ich słabości i grzeszności, byli oni w stanie uznać swój grzech, z pokorą przyjmowali i wypowiadali prawdę o sobie. Otwarli się na uzdrowienie wewnętrzne. Prawda ich wyzwalała. Prawda obnażona, uznana, wypowiedziana.  

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozproszenia na modlitwie nie takie straszne.







Czyli jak nie być obłudnikiem na modlitwie.


                „Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który jest w ukryciu, odda tobie.”

                Wczoraj cała ekipą przyjaciół postanowiliśmy spędzić wieczór rozsądnie, czyli połączyć przyjemne z pożytecznym dla ducha i… poszliśmy do spowiedzi przedświątecznej. A że czasami lubimy sobie pomagać i wspierać się w naszej wierze rozmawialiśmy trochę o naszych najpowszedniejszych słabościach. (Oczywiście sprawy bardziej osobiste każdy zachowywał dla spowiednika i Boga.)

                Problem jaki najczęściej pojawiał się u nas wszystkich to kwestia rozproszeń na modlitwie.

                Często klękamy do modlitwy, bierzemy udział w Eucharystii ale tak naprawdę to tylko nasze ciało jest obecne w tych miejscach. Myśl ucieka do spraw codziennych, naszych trosk i problemów, relacji, kłopotów rodzinnych…
Czy coś da się z tym zrobić? Co bardziej zadufani w sobie powiedzą: trzeba walczyć z rozproszeniami...

wtorek, 31 marca 2015

Wiara w siebie







Wiara w siebie – Teraz jest twoje zmartwychwstanie

            Powoli przygotowujemy się do przeżycia największego wydarzenia w chrześcijańskim świecie, pamiątki zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie Jezusa jest nie tylko kulminacją dzieła zbawienia, które Bóg zapoczątkował wcieleniem swojego Syna. Jest nie tylko potężnym znakiem zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i szatanem ale przede wszystkim jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania, obiecanego nam przez Boga.

            Zmartwychwstanie Jezusa jest również Dobrą Nowiną o rzeczywistej obecności żywego i prawdziwego Boga pośród nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 20)

Konkretne zapewnienie Jezusa. Nie jakieś tam słowa rzucone na wiatr, obietnice na życie wieczne, pobożne życzenia… Jasno wypowiedziana prawda: „będę z wami przez  wszystkie dni”. Czyli Jezus był ze mną wczoraj, jest dzisiaj i na pewno będzie jutro…

Jeżeli czasami nie dostrzegamy jego obecności, to nie dlatego, że Go nie ma ale dlatego że stworzyliśmy sobie w naszych umysłach scenariusz Jego obecności, nasze wyobrażenie, ideę. I jeśli to wyobrażenie nie pokrywa się z tym co przeżywamy pojawia się bunt, zwątpienie, brak wiary.

poniedziałek, 30 marca 2015

"Złodziej"







        

            Godzina 5.00 to dla mnie codzienny sygnał do rozpoczęcia dnia, bezlitośnie wymierza mi go każdego ranka budzik. Znak krzyża, kilka minut na modlitwę, aby doładować wewnętrzne baterie i rozpoczyna się aktywny dzień. Szybka kawa, odpalony laptop, rzut oka na pocztę i plan dnia. Jest tego sporo: spotkania, sprawy do załatwienia, szkolenia i praca… No i również konieczny czas dla siebie, godzina siłowni dla utrzymania formy.

Wszystko poukładane, cele wyznaczone, motywacja naciągnięta jak struna… Nie może być żadnego poślizgu, bo wieczorem, przy podsumowaniu dnia będę miał deficyt zadowolenia z siebie… Dzwoni telefon, to przyjaciółka z pytaniem czy spotkamy się dzisiaj. Chciałaby pogadać. – Czuję jak zaczynam wpadać w lekkie  „wytrącenie z równowagi”.

niedziela, 29 marca 2015

Logika krzyża

              




              Jednym z fałszywych i do dziś mocno i negatywnie wpływającym na wiarę obrazem Boga jest pojęcie Boga, który chciał śmierci Jezusa aby odkupić nasze grzechy. Fałszywe pojęcie na temat krzyża, woli Bożej, pokuty, zadośćuczynienia, pociąga totalne zamieszanie w wielu dziedzinach. Rozumienia Boga, jako tego, który posyła Swojego syna na śmierć, aby zapewnić nam zbawienie to nic innego jak hołdowanie idei ofiar z ludzi, zrównanie religii chrześcijańskiej z pogańskimi wierzeniami np. Czarnej Afryki, gdzie składano ofiary z ludzi na przebłaganie jakiegoś bóstwa za popełnione złe czyny jednostki lub grupy.

                Logika Krzyża Jezusa ma zupełnie inny wymiar. Wolą Boga, którą Jezus przyjął całą swoją istotą, uczynił swoim największym pragnieniem i wypełnił ją do końca, było nie to, aby Jezus był prześladowany, torturowany i ukrzyżowany, ale aby wypełnił misję przekazania człowiekowi woli Boga względem człowieka. Jezus przyjął ludzką naturę, aby ukazać prawdziwe oblicze Stwórcy, jako kochającego bezwarunkowo Ojca, miłosiernego i poszukującego nieustannie człowieka w jego zagubieniu, grzeszności i słabości ludzkiej natury.

sobota, 28 marca 2015

Przestań narzekać i zacznij żyć!







Koniec z użalaniem się nad sobą!


            Kiedy udają się na niedzielną Mszę Świętą wiecie co mnie najbardziej przeraża?

            Nie dystans, który muszę pokonać idąc do kościoła, nie deszcz, nie wiatr, nie zimno. Przeraża mnie myśl, że za chwilę znajdę się w gronie ludzi smutnych, z posępnymi twarzami, przygarbionych, zniecierpliwionych lub znudzonych. 

Ani jednego uśmiechu, ani jednego ciepłego spojrzenia, ani jednego przyjaznego gestu. Z automatu odpowiadamy na wezwania kapłana, nie otwieramy ust, kiedy organista odpala sprzęt i dmie w piszczałki.

             Mam nieraz wrażenie, że jestem pośród ludzi, którzy zostali przyprowadzeni do kościoła z łapanki na ulicy.

            Ale czy Jezus chciał właśnie takiego chrześcijaństwa? Zgorzkniałego, smutnego, ponurego? Ewangelia tryska życiem, radością, miłością. I chociaż nieraz Jezus płakał, to za chwilę cieszył się z powrotu do życia swojego przyjaciela Łazarza. Chociaż przeżył samotność, mękę i śmierć to wkrótce potem emanował światłem zmartwychwstania.

            Jezus nie chciał swoich uczniów smutnych, przygnębionych, zniechęconych. Dlatego powiedział im: „Ja będę z wami aż do skończenia świata.” We mnie jest moc, Ja jestem droga, prawdą i zżyciem. Ja jestem zmartwychwstaniem. Nie po to cię stworzyłem abyś czołgał się po ziemi ale żebyś z podniesionym czołem szedł przez życie.