Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

"Sprawa Chrystusa" - Najważniejsze dziennikarskie śledztwo w historii.




       Znakomita książka dla ludzi o otwartych umysłach, poszukujących prawdy i nie bojących się zmiany utartych przekonań. Gorąco polecam!

          Są na świecie ludzie, którzy twierdzą, że Boga nie ma. Zazwyczaj są bardzo śmiali w swoich twierdzeniach, ale brakuje im konkretnych dowodów na potwierdzenie swoich przekonań.

        Jeden z amerykańskich dziennikarzy śledczych, Lee Strobel, zirytowany głęboką wiarą i żarliwością swojej żony Leslie postanowił udowodnić, że Bóg nie istnieje. Do wiary chrześcijańskiej żywił tak wielką odrazę, że na szali postawił nawet własne małżeństwo.

wtorek, 20 lutego 2018

Dezyderata




          Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

       O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

        Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

sobota, 11 listopada 2017

Ks. Jan Kaczkowski - Człowiek, który oswoił śmierć.


Uczył jak żyć i odnaleźć sens życia w zmiennych kolejach losu.


                „Niedawno zapytano mnie, skąd wziął się fenomen ks. Jana Kaczkowskiego. Pomyślałam wtedy, że być może z naszej tęsknoty za ludźmi, którzy żyją tak jak mówią.” – Mówi Joanna Podsadecka, autorka najnowszej książki o ks. Kaczkowskim „Sztuka czułości”.

                Ks. Jan Kaczkowski uczył przede wszystkim, jak odnaleźć się w przestrzeni osoby chorej, czasem nieuleczalnie, a gdy sam zachorował, pokazywał jak w tej rzeczywistości się odnalazł, uwiarygadniał to, o czym mówił wcześniej.

                Pomimo tego, iż miał słaby wzrok i od dziecka cierpiał na lewostronny niedowład, pokazywał ludziom zalęknionym, którym często brakuje odwagi do spełniania marzeń, co to znaczy żyć na pełnej petardzie – nie oszczędzając się i nie zapominając o realizowaniu swoich pasji.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Jak odnieść sukces we wszystkim co robisz lub… Jak skutecznie zmarnować życiowe plany, cele, marzenia…



Większość z nas posiada jakieś osobiste życiowe plany, cele, marzenia… Pragniemy rozwijać się zawodowo, zmienić coś w naszych relacjach, założyć własną firmę, zdobyć jakieś umiejętności, zrealizować swoje marzenia… Nie chodzi tu tylko o wielkie i ambitne plany ale również o te małe, codzienne: prowadzenie bloga, zapisanie się na kurs tańca, nauczenie się gotowania… Większość jednak z tych planów pozostaje w sferze marzeń, dobrych chęci i ekscytowania się nigdy nie zrealizowanymi pomysłami.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Trenuj z Jezusem ciało i ducha









W naszej chrześcijańskiej mentalności mocno zakorzenione jest przekonanie, iż to, co stanowi wartość człowieka, to jego strefa wewnętrzna, duchowa. Jest w tym dużo prawdy, wartości człowieka nie można oceniać po wyglądzie zewnętrznym, aparycji lub według przyjętych kanonów urody. W dzisiejszym świecie istnieje jednak tendencja kultu ciała, widzimy to na każdym kroku: media, reklamy, lansowane trendy stylu życia. Coraz mniej uwagi przywiązuje się do podstawowych wartości chrześcijańskich oraz rozwoju duchowego.

Czy można to jakoś pogodzić? Czy jako chrześcijanie powinniśmy stanowczo odrzucać i ignorować wszystko co związane jest z naszym ciałem, hołdując tylko wartościom duchowym? Człowiek przecież, tak został pomyślany przez Boga aby stanowił jedność ducha i ciała.

Jezus w swoim nauczaniu i działaniu bardzo mocno podkreślał obydwa te aspekty ludzkiej natury, świadczą o tym liczne uzdrowienia dokonane przez Jezusa. Ciało i duch człowieka zostały stworzone przez Boga i tym samym w równym stopniu są dobre. Do człowieka należy tylko odnalezienie równowagi pomiędzy tymi dwoma aspektami ludzkiej natury.

Jeden z mistrzów duchowości współczesnych czasów, o. Anselm Grun bardzo wyraźnie podkreśla ten związek pomiędzy sferą duchową i cielesną człowieka. Pisze on:
„Ciało bywa nie raz bardziej szczere niż nasz rozum, który często nie może jasno pracować, ponieważ wpływają na niego nieświadome uwarunkowania. Jeśli nie bierzemy pod uwagę naszych myśli i uczuć, znajdują one wyraz w ciele, abyśmy nie mogli już dłużej ich ignorować. Aby poznać prawdę o sobie, musimy słuchać własnego ciała. Powinniśmy być wdzięczni naszemu ciału, kiedy reaguje, kiedy ciągle pokazuje nam, w jakiej jesteśmy sytuacji.

Psychologii jest wiadome, że często nasze myśli i uczucia wywołują w nas choroby. Jeśli ciągle sobie wmawiamy, że nikt nas nie lubi, że nie jesteśmy nic warci, będzie to na pewno miało paraliżujący wpływ na naszą psychikę i ciało. Wypierane uczucia znajdują wyraz w naszym ciele. Tłumiona agresja przechodzi na nasze ciało. Choroba może kierować agresję przeciwko innym. Możemy także kierować agresję przeciwko sobie samym i w ten sposób popadać w depresję.

Tłumiona złość przejawia się wrzodami żołądka. Potrzeby, których nie dopuszczamy do świadomości manifestują się często w chorobie. To, co tłumimy i czego nie dopuszczamy, szuka innych środków wyrazu i wtedy często ciało przejmuje funkcje przekaźnika. W ciele ujawniają się choroby ducha.

Jeśli będziesz codziennie wsłuchiwał się uważnie w to, co mówi twoje ciało, będziesz żył lepiej i zdrowiej.”

To są słowa bardzo mądrego człowieka, który zna życie „od podszewki”. O. Anselm Grun często podkreśla konieczność mądrej troski zarówno o sprawy duchowe jak i potrzeby naszego ciała. Słynne powiedzenie głosi: „W zdrowym ciele zdrowy duch.” I jest to niezaprzeczalna prawda. Musimy tylko znaleźć odpowiednią równowagę i zrozumieć jedność istniejącą pomiędzy tymi dwoma aspektami ludzkiej natury.

Jak to zrobić?

Chciałbym się z Wami podzielić wyjątkowym przewodnikiem na drodze uzdrowienia ciała i ducha. Jest to pierwsza tego typu publikacja w Polsce, autorstwa ks. Marka Dziewieckiego, nie tylko wspaniałego psychologa i kierownika duchowego ale również sportowca. „Koniec wymówek! Trenuj z Jezusem ciało i ducha.” – to przewodnik, który poprowadzi cię do znakomitej formy fizycznej, zdrowego trybu życia i potężnej tężyzny duchowej.

Jeżeli ważne jest dla ciebie zdrowe ciało i siła ducha to zapraszam cię na konkretny trening z ks. Markiem Dziewieckim. Więcej informacji znajdziesz tutaj: 

wtorek, 12 stycznia 2016

Zmiana myślenia, zmiana życia - "Nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków..."






Zmiana myślenia podstawą rozwoju.

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje.” Mt 9, 16-17.

Jezus tymi słowami chciał przekazać bardzo ważną prawdę. Prawda ta dotyczyła wiary w jego nauczanie, w przyjęcie Słowa Bożego i przemianie swojego życia. Aby to było możliwe, człowiek musiał najpierw wyzbyć się dotychczasowych schematów postrzegania Boga, drugiego człowieka i świata. Musiał otworzyć swoje serce na nową naukę, musiał pozbyć się starych bukłaków swoich przekonań, aby wlać nowe wino do nowych bukłaków. Nowe myśli do nowego serca, gotowego na przyjęcie nowych idei, a co za tym idzie zmiany przekonań i postępowania. Wiara w naukę głoszoną przez Jezusa wymagała opuszczenia bezpiecznych ale jałowych schematów postrzegania i doświadczania Boga, człowieka, życia ogólnie mówiąc.

czwartek, 31 grudnia 2015

Przebaczenie - Najpewniejszy start w Nowy Rok








Ostatni dzień roku, to dla większości z nas czas refleksji i przemyśleń nad mijającym czasem. Co on nam przyniósł, jakich dokonał zmian w naszym życiu, kim staliśmy się w czasie tych ostatnich 12 miesięcy. Analizujemy nasze osiągnięcia i porażki, wspominamy spotkanych ludzi, zadajemy sobie pytania w związku z nadchodzącym nowym rokiem.

Mogą pojawiać się w nas różne uczucia: wdzięczność, tęsknota za tym co przeminęło, smutek, lęk przed tym, co nas czeka. Być może są i tacy, którzy chcieliby wymazać ten rok z własnego życiorysu…

środa, 9 grudnia 2015

Podaruj komuś nowe życie











      Powoli zbliżają się, tak bardzo bliskie każdej chrześcijańskiej duszy, Święta Bożego Narodzenia. Chcemy spędzić je z naszymi bliskimi, których pragniemy obdarować tym, co najpiękniejsze. Bezwarunkowa miłość, przebaczenie, akceptacja to chyba najpiękniejszy dar, jaki możemy ofiarować i którego sami oczekujemy. Do tradycji świątecznych należy również wzajemne obdarowywanie się prezentami, które są materialnym symbolem naszych uczuć i wyrazem jedności z bliskimi.
Często mamy z tym dylemat, co mogę ofiarować bliskiej mi osobie, na której naprawdę mi zależy i którą bardzo kocham. Oczywiście, mogę pokusić się o rożnego rodzaju drobiazgi, które mogą sprawić chwilową przyjemność, ale najczęściej są to prezenty nie trafione, które szybko stają się bezużyteczne i po jakimś czasie trafiają do kosza.

      Rok temu otrzymałem od bardzo mądrej osoby prezent, który do dziś towarzyszy mi każdego dnia. Stał się dla mnie po Biblii drugim przewodnikiem przez życie. Jest to książka znakomitego francuskiego psychologa i terapeuty Yves Boulvin, który swoją pracę zawodową umiejętnie łączy z silną chrześcijańską wiarą. Całe bogactwo chrześcijańskich wartości w mistrzowski sposób łączy z codzienną psychologiczną i terapeutyczną pomocą człowiekowi.

      Każdego z nas, na rożnych etapach życia dosięgają rożnego rodzaju kryzysy. Kryzysy rodzinne, kryzysy w związku, choroba, cierpienie, starość, depresja, utrata pracy, samotność, odrzucenie przez bliskich, zdrada, trudności z dzieckiem, konflikty w pracy, uzależnienia, śmierć bliskiej osoby… Wówczas potrzebujemy nowego spojrzenia na życie, musimy nauczyć się odbijać od dna, opierać się na tych trudnościach, które już przeżyliśmy, wyciągać z nich lekcje i z głową podniesioną do góry iść do przodu.

niedziela, 6 września 2015

Liturgia Kościoła ubogich






               Kiedy Jezus przyszedł na ziemię, nie wybrał drogi dyplomatycznej. Nie powiadomił o swoim przybyciu „wielkich” tego świata, nie uprzedził możnych, nie dał znać kapłanom. Pominął hierarchię i instytucję religijną, nie zwołał konferencji prasowej. Być może zdawał sobie sprawę, że ci wszyscy tak bardzo zamknięci są w swoich pewnikach i przekonaniach, że przeszliby obojętnie wobec tego wydarzenia, a co gorsze zgasili ducha zbawczego.

           A przecież Jezus bardzo chciał, aby o tym wiedziano. Ktoś miał prawo dowiedzieć się jako pierwszy. Posłał więc swoich wysłanników do pasterzy, którzy koczowali na polu strzegąc stada. W ówczesnym rozumowaniu pasterze byli tymi, którzy na marginesie społeczeństwa, na marginesie religii. „Ludzie pobożni” faryzeusze, ówczesne duchowieństwo, patrzyli na nich krzywo, uważano ich za mało wykształconych, a więc nie znających Prawa. Nie znali Prawa, nie żyli Prawem więc automatycznie skazani byli na potępienie. Tak rozumowała elita religijna…

niedziela, 16 sierpnia 2015

Stać się bezpiecznym miejscem dla innych





                   Kiedy się uwolnimy od potrzeby osadzania i potępiania, możemy się stać bezpiecznym schronieniem dla ludzi, w którym będą mogli się spotykać, odsłaniając swoją bezbronność i burząc mury, jakie ich rozdzielają. Jeśli jesteśmy ludźmi głęboko zakorzenionymi w miłości Boga, po prostu nie mamy innego wyboru, niż zapraszać ludzi, aby się nawzajem miłowali.

                   Kiedy ludzie zrozumieją, że nie mamy żadnych ukrytych celów ani niewypowiedzianych intencji, że nie próbujemy zyskać dla siebie żadnej korzyści i że naszym jedynym pragnieniem jest pokój i pojednanie, będą mogli odnaleźć w sobie wewnętrzną wolność i odwagę, by na progu odłożyć broń i rozpocząć rozmowę ze swoimi wrogami.

                  Często coś takiego dzieje się nawet wtedy, gdy tego nie planujemy. Nasza posługa pojednania realizuje się najczęściej wtedy, kiedy my sami najmniej zdajemy sobie z tego sprawę. Dokonuje tego nasza zwyczajna, neutralna obecność.



                                                                              Henri J.M. Nouwen

Pokój serca





Jak osiągnąć pokój serca i ducha w codzienności.

„Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.” Mk 6,30-31

To, co najbardziej uderza w postawie Jezusa, to ogromna delikatność, troska i uwaga poświęcona każdemu napotkanemu człowiekowi. Jezus potrafił dostrzec z ogromną precyzją każdą potrzebę człowieka, zarówno potrzebę wielką i ważną dotyczącą jego zbawienia ale również te potrzeby „małe”, codzienne, prozaiczne… Jezus wiedział, że do szczęścia nie potrzebne są pieniądze, zaszczyty, władza ale pokój serca. To właśnie starał się ofiarować każdemu napotkanemu człowiekowi.

Posyłając swoich apostołów z misją głoszenia i składania świadectwa Ewangelii, Jezus zdawał sobie sprawę, że nie będzie to dla nich łatwe zadanie. Musieli pójść do świata „wrogiego”, gdzie z pewnością spotkali się z odrzuceniem, krytyką i obojętnością. Prócz sukcesów, które osiągnęli dzięki swojej wierze i mocy Chrystusa, która im towarzyszyła, spotkali również trudności, przeciwności i wrogość ze strony ówczesnych religijnych przywódców narodu. Prócz radości czerpanej z dokonanych dzieł w imię Jezusa, towarzyszyło im zmęczenie, obawy i zwykły ludzki lęk prze tym czy sobie poradzą, czy znajdą otwarte serca na ich słowa, czy nie ściągną na siebie gniewu ze strony instytucji religijnej wrogo nastawionej do Jezusa… Pokój serca w tej misji był najważniejszy.

wtorek, 19 maja 2015

Zmień nieustanne myślenie w nieustanną modlitwę.





Myśli towarzyszą nam nieustannie. Często są one bardzo subiektywne i wypływają z naszych życiowych doświadczeń, zranień, schematów, których zostaliśmy nauczeni przez nasze środowisko. Potrafią one być pełne optymizmu i radości, ale również mogą stać się przyczyną destrukcji, smutku i utraty sensu życia.

Chwałą Boga jest człowiek szczęśliwy, niestety to szczęście często odbieramy sobie sami poprzez negatywne i katastroficzne myślenie, a ono nie jest już dziełem i wolą naszego Stwórcy.

Nadzieję wlewają słowa duchowego przewodnika Henriego Nouwena:

„Nasz umysł jest zawsze aktywny. Analizujemy, podejmujemy refleksję, marzymy bądź śnimy. Nie ma takiej chwili w ciągu dnia lub nocy, w której nie myślimy. Można powiedzieć, że nasze myślenie jest nieustanne.

piątek, 15 maja 2015

Przejść ponad swoimi ranami. – Jak radzić sobie z nieprzyjemnymi uczuciami.






            Życie doświadcza nas różnymi sytuacjami, które mają ogromny wpływ na nasz sposób myślenia, odczuwania, działania. Doświadczamy radości, pokoju w sercu, szczęścia, zwłaszcza kiedy czujemy się kochani, akceptowani, potrzebni… Wówczas nasze życie nabiera sensu i chce nam się żyć.

            Pojawiają się jednak sytuacje, które ten sens życia nam odbierają. Samotność, poczucie niezrozumienia i odrzucenia, zwłaszcza przez najbliższe nam osoby, krzywdy doznane od ważnych dla nas osób, choroba.
Pojawiają się również sytuacje niezależne od nas: utrata pracy, odejście ukochanego człowieka, zdrada, śmierć kogoś bliskiego…
Istnieją również te drobne sytuacje pojawiające się każdego dnia: nieporozumienia, czyjeś przykre słowo, reprymenda ze strony ważnej dla nas osoby, zgubiony portfel, stłuczona filiżanka…

sobota, 2 maja 2015

Odważ się żyć!








              Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim, którzy w ostatnich tygodniach napisali do mnie w związku z artykułem „Zaakceptuj siebie”, który opublikowałem na moim blogu. Pośród wielu entuzjastycznych głosów i konkretnych decyzji podjętych w kierunku akceptacji siebie były również mniej optymistyczne głosy. Kilku przyjaciół z grupy opowiedziało mi o trudnościach, jakie przeżywają w kwestii akceptacji swojej osoby oraz swojego życia. Smutno mi się zrobiło, gdyż jestem przekonany, że każdy z nas posiada ogromna wartość i siłę w realizowaniu naprawdę spełnionego i szczęśliwego życia.

                Świadom jestem tego, że czasami okoliczności lub ludzie, z którymi żyjemy nie ułatwiają nam drogi w dążeniu do życia spełnionego, szczęśliwego i bezpiecznego. Przykre jest to, że często najbliższe nam osoby są tymi, którzy stają się powodem naszego smutku, rezygnacji, samotności, cierpienia… Ale czy to nas zwalnia z obowiązku zadbania o swoje szczęście, godność, radość życia?

                Bóg, stwarzając nas, dał nam wszelkie predyspozycje do tego, abyśmy z Jego pomocą i łaską dążyli do spełnienia i realizacji samych siebie. Często jednak to my sami tworzymy sobie w naszych umysłach bariery, zbyt szybko rezygnujemy, obawiamy się konsekwencji naszych decyzji i wyborów. Niejednokrotnie oczekujemy, że to Bóg w jakiś cudowny sposób rozwiąże za nas trudności i problemy. Powiem więcej, oczekujemy, że Bóg sprawi, iż nagle odnajdziemy szczęście.  – Oczywiście, że może On to zrobić, ale po to dał nam rozum, inteligencję i wolną wolę, abyśmy sami zadecydowali co dla nas oznacza szczęście, sens życia, radość, spełnienie i konsekwentnie do tego dążyli.
 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Zaakceptuj siebie!







                Z akceptacją siebie jest tak, że łatwiej o tym mówić niż wykonać. Możemy mieć z tym problem zwłaszcza wtedy, gdy staramy się być szczerzy wobec siebie i przestajemy ukrywać nasze słabości i błędy. Jednak tylko wtedy, gdy jesteśmy szczerzy wobec siebie, mamy szansę na dalszy rozwój.

                Akceptacja siebie jest możliwa tylko wtedy, kiedy pozbędziemy się iluzji dotyczących własnej osoby, kiedy wyzbędziemy się fałszywego przekonania, że jesteśmy idealni i perfekcyjni. Oczywiście każdy z nas posiada mocne strony i trzeba umieć je rozpoznawać i wykorzystywać w swoim życiu, jednak jesteśmy ludźmi i musimy zaakceptować fakt, że posiadamy również strony słabe, popełniamy błędy i nie zawsze mamy absolutna rację.

sobota, 18 kwietnia 2015

Dlaczego ludzie nie zmieniają własnego życia i utrzymują status quo.


           





Myślę, że głównym powodem jest tendencja do zachowania statusu quo, do nie podejmowania ryzyka by spróbować czegoś nowego.

Status quo jest prosty. To jak ulubiona para starych spodni, które są wygodne, a my nie mamy ochoty ich ściągać. Robimy rzeczy tak samo jak zawsze bez żadnych urozmaiceń. To znane. To łatwe. A zmiana jest trudna.


Robienie czegoś nowego jest niezbadanym terytorium dla nas. Wielu z nas w naszej obecnej pozycji i sytuacji w życiu czuje się komfortowo.


Prowadząc własnego bloga mam pewien kontakt z wieloma ludźmi, którzy są jeszcze obojętni na fakt, że mają problemy społeczne, są nieśmiali, niedoświadczeni towarzysko i nie byli nigdy wcześniej w związku. Oni wiedzą, to na pewnym poziomie, ale w większości przypadków są zadowoleni ze swojego życia, powiedzmy siedząc w domu przez  większość czasu i grając w gry na konsoli.


Tacy ludzie mogą zdawać sobie sprawę, że istnieją pewne rzeczy, które wymagają zmiany, ale nie czują, że są w tej chwili priorytetem. Mogą być szczęśliwi, aby utrzymać swój status quo przez kolejny rok lub dwa.


piątek, 17 kwietnia 2015

Spotkać samego siebie.







            Brak autentycznego poznania siebie samego, z zarówno swoimi jasnymi jak i ciemnymi stronami sprawia, że zaczynamy tracić kontakt z samymi sobą, z Bogiem i innymi ludźmi. Zaczynamy obwiniać Boga i innych za to co nam się przydarza, za to jak się czujemy, za nasze nieudane relacje z innymi.
            Poznanie siebie w prawdzie i akceptacja siebie w taki sposób, w jaki akceptuje i kocha nas Bóg jest podstawą dojrzałości i zdrowego rozwoju osobistego.

            Współczesny przewodnik duchowy, o. Anselm Grün mówi:
         „Spotkanie z samym sobą to jedno z najważniejszych zadań dla ludzi podążających drogą duchową. Dla pierwszych mnichów warunkiem spotkania Boga było spotkanie samego siebie i poznanie własnego „ja”. „Jeśli chcesz poznać Boga, poznaj przedtem siebie.”

            Ten, kto nie poznaje siebie, przerzuca podświadomie na Boga swoje pragnienia, tęsknoty i wyparte potrzeby. Taki człowiek ubóstwia obrazy własnego „ja” i nie dotyka istoty prawdziwego Boga, który jest zupełnie inny.
Poznanie siebie uwalnia nas od własnych iluzji, a przez to ułatwia nam jasne i niewymuszone spojrzenie na inną rzeczywistość. Bóg przestaje być obrazem duszy, a staje się rzeczywistością, która wychodzi nam naprzeciw.



            Stara prawda głosi, że życie duchowe polega przede wszystkim na tym, żeby właściwie traktować namiętności duszy, uwolnić się od myśli, którymi rządzą emocje, i osiągnąć stan wewnętrznej wolności. Jednocześnie chodzi o to, aby nie oceniać uczuć, lecz po prostu dopuścić, aby istniały, i obserwować je. Należy nieustannie prowadzić dialog z własnymi uczuciami i namiętnościami, aby tkwiąca w nich pozytywna siła przynosiła owoce dla życia duchowego. Może ono kwitnąć jedynie wtedy, gdy obserwujemy uczucia i pozwalamy im istnieć…”

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Jak osiągnąć sukces w życiu - Twój sukces w zasięgu ręki.








Jak nie odwlekać wszystkiego na później


            Najprostszą drogą ku temu, aby móc realizować się w życiu i osiągnąć sukces jest dobrze ugruntowane poczucie własnej wartości. To tu zaczyna się wiara w siebie i w swoje możliwości, co prowadzi z kolei do konkretnych działań, zmierzających do zrealizowania własnych marzeń, pragnień i wytyczonych celów.

            W każdym człowieku istnieje ogromny potencjał siły i możliwości. Często jest on ukryty pod warstwą kurzu niepewności, lęków i braku wiary w siebie. Boimy się podejmować ryzyka w życiu, gdyż paraliżuje nas strach przed porażką, a tym samym jeszcze większym deprecjonowaniem samych siebie.

            Czy nie zdarzyło ci się, że nagle wpadł ci w ręce świetna okazja, aby coś zmienić w swoim życiu. Podjąć jakieś działanie, które mogłoby spowodować, że twoje jutro byłoby lepsze, ciekawsze, bogatsze? To nie musiało być nic wielkiego ale wymagało podjęcia konkretnej decyzji i działania.

            Jednak zrezygnowałeś, ponieważ bałeś się porażki, konsekwencji, wysiłku… Znalazłeś szybką drogę ucieczki – zrezygnowałeś lub, żeby poczuć się z tym lepiej, odłożyłeś to na później. Na jutro… Ale jutro nie nadeszło nigdy.


Lęk i brak wiary w siebie są największym hamulcem na drodze do sukcesu w życiu.

                   Lęk jest uczuciem i wszyscy je posiadamy w większym lub mniejszym stopniu.

                   Lęk z jednej strony może okazać się kołem ratunkowym, kiedy przyjdzie nam do głowy wyskoczyć przez okno z dziesiątego piętra lub grzebać gwoździem w gniazdku elektrycznym. - Od wczesnego dzieciństwa uczymy się bać. Uczą nas tego rodzice, wychowawcy lub zwykle doświadczenie, dzięki którym nie zmierzamy do autodestrukcji. Lęk powinien nam służyć jako wewnętrzny sygnał alarmowy, dzięki któremu unikamy niebezpieczeństwa lub chronimy się przed nim.

            Strach może mobilizować nas do działania i reakcji w obronie naszej osoby, naszego zdrowia i życia. Ma on jednak tylko wtedy sens, jeśli sytuacja jest faktycznie niebezpieczna i uzasadniona. W większości jednak przypadków, wszelkiego rodzaju motywy lęku są wyolbrzymione przez nasze schematy myślowe i fałszywą ocenę zagrożenia. – Niekoniecznie klasówka z matematyki musi zagrażać mojemu życiu…

            Z drugiej jednak strony, poczucie lęku może stać się jedną z najbardziej destrukcyjnych sił, która potrafi odebrać nam radość i wolność w życiu. Niekiedy lęk przekracza poziom, który powoduje, że nasza zdolność do logicznego myślenia i działania zmniejsza się radykalne. Lęk, zupełnie nieadekwatny do sytuacji, wyolbrzymiony przez katastroficzne myślenie odbiera nam wiele wspaniałych chwil w życiu, realizacji siebie, rozwijania swoich możliwości, blokuje nasz potencjał, odbiera możliwość nawiązywania wspaniałych relacji…

            Ile razy w naszym życiu mieliśmy okazję podjąć jakieś działanie, zrealizować marzenie, rzucić się w przedsięwzięcie, które może odmieniłoby całe nasze życie na lepsze ale zrezygnowaliśmy ze strachu przed konsekwencjami i nowym „nieznanym”?!

            Jedynym lekarstwem na lęk jest konfrontacja z nim i sytuacjami, które je stwarzają. Twój sukces jest po drugiej stronie lęku!


wtorek, 31 marca 2015

Wiara w siebie







Wiara w siebie – Teraz jest twoje zmartwychwstanie

            Powoli przygotowujemy się do przeżycia największego wydarzenia w chrześcijańskim świecie, pamiątki zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie Jezusa jest nie tylko kulminacją dzieła zbawienia, które Bóg zapoczątkował wcieleniem swojego Syna. Jest nie tylko potężnym znakiem zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i szatanem ale przede wszystkim jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania, obiecanego nam przez Boga.

            Zmartwychwstanie Jezusa jest również Dobrą Nowiną o rzeczywistej obecności żywego i prawdziwego Boga pośród nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 20)

Konkretne zapewnienie Jezusa. Nie jakieś tam słowa rzucone na wiatr, obietnice na życie wieczne, pobożne życzenia… Jasno wypowiedziana prawda: „będę z wami przez  wszystkie dni”. Czyli Jezus był ze mną wczoraj, jest dzisiaj i na pewno będzie jutro…

Jeżeli czasami nie dostrzegamy jego obecności, to nie dlatego, że Go nie ma ale dlatego że stworzyliśmy sobie w naszych umysłach scenariusz Jego obecności, nasze wyobrażenie, ideę. I jeśli to wyobrażenie nie pokrywa się z tym co przeżywamy pojawia się bunt, zwątpienie, brak wiary.