Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim, którzy w ostatnich
tygodniach napisali do mnie w związku z artykułem „Zaakceptuj siebie”, który
opublikowałem na moim blogu.
Pośród wielu entuzjastycznych głosów i konkretnych decyzji podjętych w kierunku
akceptacji siebie były również mniej optymistyczne głosy. Kilku przyjaciół z
grupy opowiedziało mi o trudnościach, jakie przeżywają w kwestii akceptacji
swojej osoby oraz swojego życia. Smutno mi się zrobiło, gdyż jestem przekonany,
że każdy z nas posiada ogromna wartość i siłę w realizowaniu naprawdę
spełnionego i szczęśliwego życia.
Świadom
jestem tego, że czasami okoliczności lub ludzie, z którymi żyjemy nie ułatwiają
nam drogi w dążeniu do życia spełnionego, szczęśliwego i bezpiecznego. Przykre
jest to, że często najbliższe nam osoby są tymi, którzy stają się powodem
naszego smutku, rezygnacji, samotności, cierpienia… Ale czy to nas zwalnia z
obowiązku zadbania o swoje szczęście, godność, radość życia?
Bóg,
stwarzając nas, dał nam wszelkie predyspozycje do tego, abyśmy z Jego pomocą i
łaską dążyli do spełnienia i realizacji samych siebie. Często jednak to my sami
tworzymy sobie w naszych umysłach bariery, zbyt szybko rezygnujemy, obawiamy
się konsekwencji naszych decyzji i wyborów. Niejednokrotnie oczekujemy, że to
Bóg w jakiś cudowny sposób rozwiąże za nas trudności i problemy. Powiem więcej,
oczekujemy, że Bóg sprawi, iż nagle odnajdziemy szczęście. – Oczywiście, że może On to zrobić, ale po to
dał nam rozum, inteligencję i wolną wolę, abyśmy sami zadecydowali co dla nas
oznacza szczęście, sens życia, radość, spełnienie i konsekwentnie do tego
dążyli.


