Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

"Sprawa Chrystusa" - Najważniejsze dziennikarskie śledztwo w historii.




       Znakomita książka dla ludzi o otwartych umysłach, poszukujących prawdy i nie bojących się zmiany utartych przekonań. Gorąco polecam!

          Są na świecie ludzie, którzy twierdzą, że Boga nie ma. Zazwyczaj są bardzo śmiali w swoich twierdzeniach, ale brakuje im konkretnych dowodów na potwierdzenie swoich przekonań.

        Jeden z amerykańskich dziennikarzy śledczych, Lee Strobel, zirytowany głęboką wiarą i żarliwością swojej żony Leslie postanowił udowodnić, że Bóg nie istnieje. Do wiary chrześcijańskiej żywił tak wielką odrazę, że na szali postawił nawet własne małżeństwo.

wtorek, 12 stycznia 2016

Zmiana myślenia, zmiana życia - "Nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków..."






Zmiana myślenia podstawą rozwoju.

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje.” Mt 9, 16-17.

Jezus tymi słowami chciał przekazać bardzo ważną prawdę. Prawda ta dotyczyła wiary w jego nauczanie, w przyjęcie Słowa Bożego i przemianie swojego życia. Aby to było możliwe, człowiek musiał najpierw wyzbyć się dotychczasowych schematów postrzegania Boga, drugiego człowieka i świata. Musiał otworzyć swoje serce na nową naukę, musiał pozbyć się starych bukłaków swoich przekonań, aby wlać nowe wino do nowych bukłaków. Nowe myśli do nowego serca, gotowego na przyjęcie nowych idei, a co za tym idzie zmiany przekonań i postępowania. Wiara w naukę głoszoną przez Jezusa wymagała opuszczenia bezpiecznych ale jałowych schematów postrzegania i doświadczania Boga, człowieka, życia ogólnie mówiąc.

niedziela, 6 września 2015

Liturgia Kościoła ubogich






               Kiedy Jezus przyszedł na ziemię, nie wybrał drogi dyplomatycznej. Nie powiadomił o swoim przybyciu „wielkich” tego świata, nie uprzedził możnych, nie dał znać kapłanom. Pominął hierarchię i instytucję religijną, nie zwołał konferencji prasowej. Być może zdawał sobie sprawę, że ci wszyscy tak bardzo zamknięci są w swoich pewnikach i przekonaniach, że przeszliby obojętnie wobec tego wydarzenia, a co gorsze zgasili ducha zbawczego.

           A przecież Jezus bardzo chciał, aby o tym wiedziano. Ktoś miał prawo dowiedzieć się jako pierwszy. Posłał więc swoich wysłanników do pasterzy, którzy koczowali na polu strzegąc stada. W ówczesnym rozumowaniu pasterze byli tymi, którzy na marginesie społeczeństwa, na marginesie religii. „Ludzie pobożni” faryzeusze, ówczesne duchowieństwo, patrzyli na nich krzywo, uważano ich za mało wykształconych, a więc nie znających Prawa. Nie znali Prawa, nie żyli Prawem więc automatycznie skazani byli na potępienie. Tak rozumowała elita religijna…

czwartek, 9 kwietnia 2015

Uczciwość – Pierwszy krok do wolności.







Prawda was wyzwoli...


            „Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie - ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5:33-37)

            Uczciwość wobec siebie i innych jest pierwszym krokiem do jakiejkolwiek zmiany w życiu. Nigdy nie ruszysz z miejsca, jeśli choć trochę będziesz próbował zafałszować rzeczywisty obraz samego siebie. Boga oszukać się nie da, nawet najpiękniejszymi słowami i najdłuższymi modlitwami. Siebie samego i drugiego człowieka oszukać możesz, udając, że jesteś kimś innym niż rzeczywiście jesteś, przywdziewając maski pozorów, porównując się z innymi wywlekając na wierzch ich słabości i błędy.
            Jest to jednak droga donikąd. Zaprowadzi cię ona tylko do  zgorzknienia, cynizmu i samotności. Choćbyś popełniał najgorsze czyny, jeśli tylko staniesz w prawdzie przed Bogiem, drugim człowiekiem i sobą samym, zostanie ci to wybaczone. Ludzie zaakceptują cię takiego jaki jesteś widząc, że jesteś prawdziwy.
            Zakłamanego nikt cię nie przyjmie. Za twoimi plecami drwić sobie będą z twojej obłudy i fałszywości. Utracisz możliwość na jakikolwiek rozwój osobisty i duchowy.
Nikt, kto jest prawdziwy i przejrzysty w swoim życiu nie musi przysięgać. Jego mowa jest tak, ta; nie, nie…

            Dlaczego Jezus tak często napiętnował Faryzeuszów, uczonych w piśmie i przywódców narodu Izraela. Czy były to bezpośrednio ich uczynki? Nie! Napiętnował fałsz, obłudę, zakłamanie i pychę. Jezus dawał jako przykład postaci celników, prostytutek i innych grzeszników tylko dlatego, że pomimo ich słabości i grzeszności, byli oni w stanie uznać swój grzech, z pokorą przyjmowali i wypowiadali prawdę o sobie. Otwarli się na uzdrowienie wewnętrzne. Prawda ich wyzwalała. Prawda obnażona, uznana, wypowiedziana.  

wtorek, 31 marca 2015

Wiara w siebie







Wiara w siebie – Teraz jest twoje zmartwychwstanie

            Powoli przygotowujemy się do przeżycia największego wydarzenia w chrześcijańskim świecie, pamiątki zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie Jezusa jest nie tylko kulminacją dzieła zbawienia, które Bóg zapoczątkował wcieleniem swojego Syna. Jest nie tylko potężnym znakiem zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i szatanem ale przede wszystkim jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania, obiecanego nam przez Boga.

            Zmartwychwstanie Jezusa jest również Dobrą Nowiną o rzeczywistej obecności żywego i prawdziwego Boga pośród nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 20)

Konkretne zapewnienie Jezusa. Nie jakieś tam słowa rzucone na wiatr, obietnice na życie wieczne, pobożne życzenia… Jasno wypowiedziana prawda: „będę z wami przez  wszystkie dni”. Czyli Jezus był ze mną wczoraj, jest dzisiaj i na pewno będzie jutro…

Jeżeli czasami nie dostrzegamy jego obecności, to nie dlatego, że Go nie ma ale dlatego że stworzyliśmy sobie w naszych umysłach scenariusz Jego obecności, nasze wyobrażenie, ideę. I jeśli to wyobrażenie nie pokrywa się z tym co przeżywamy pojawia się bunt, zwątpienie, brak wiary.

poniedziałek, 30 marca 2015

"Złodziej"







        

            Godzina 5.00 to dla mnie codzienny sygnał do rozpoczęcia dnia, bezlitośnie wymierza mi go każdego ranka budzik. Znak krzyża, kilka minut na modlitwę, aby doładować wewnętrzne baterie i rozpoczyna się aktywny dzień. Szybka kawa, odpalony laptop, rzut oka na pocztę i plan dnia. Jest tego sporo: spotkania, sprawy do załatwienia, szkolenia i praca… No i również konieczny czas dla siebie, godzina siłowni dla utrzymania formy.

Wszystko poukładane, cele wyznaczone, motywacja naciągnięta jak struna… Nie może być żadnego poślizgu, bo wieczorem, przy podsumowaniu dnia będę miał deficyt zadowolenia z siebie… Dzwoni telefon, to przyjaciółka z pytaniem czy spotkamy się dzisiaj. Chciałaby pogadać. – Czuję jak zaczynam wpadać w lekkie  „wytrącenie z równowagi”.

niedziela, 29 marca 2015

Logika krzyża

              




              Jednym z fałszywych i do dziś mocno i negatywnie wpływającym na wiarę obrazem Boga jest pojęcie Boga, który chciał śmierci Jezusa aby odkupić nasze grzechy. Fałszywe pojęcie na temat krzyża, woli Bożej, pokuty, zadośćuczynienia, pociąga totalne zamieszanie w wielu dziedzinach. Rozumienia Boga, jako tego, który posyła Swojego syna na śmierć, aby zapewnić nam zbawienie to nic innego jak hołdowanie idei ofiar z ludzi, zrównanie religii chrześcijańskiej z pogańskimi wierzeniami np. Czarnej Afryki, gdzie składano ofiary z ludzi na przebłaganie jakiegoś bóstwa za popełnione złe czyny jednostki lub grupy.

                Logika Krzyża Jezusa ma zupełnie inny wymiar. Wolą Boga, którą Jezus przyjął całą swoją istotą, uczynił swoim największym pragnieniem i wypełnił ją do końca, było nie to, aby Jezus był prześladowany, torturowany i ukrzyżowany, ale aby wypełnił misję przekazania człowiekowi woli Boga względem człowieka. Jezus przyjął ludzką naturę, aby ukazać prawdziwe oblicze Stwórcy, jako kochającego bezwarunkowo Ojca, miłosiernego i poszukującego nieustannie człowieka w jego zagubieniu, grzeszności i słabości ludzkiej natury.

sobota, 28 marca 2015

Przestań narzekać i zacznij żyć!







Koniec z użalaniem się nad sobą!


            Kiedy udają się na niedzielną Mszę Świętą wiecie co mnie najbardziej przeraża?

            Nie dystans, który muszę pokonać idąc do kościoła, nie deszcz, nie wiatr, nie zimno. Przeraża mnie myśl, że za chwilę znajdę się w gronie ludzi smutnych, z posępnymi twarzami, przygarbionych, zniecierpliwionych lub znudzonych. 

Ani jednego uśmiechu, ani jednego ciepłego spojrzenia, ani jednego przyjaznego gestu. Z automatu odpowiadamy na wezwania kapłana, nie otwieramy ust, kiedy organista odpala sprzęt i dmie w piszczałki.

             Mam nieraz wrażenie, że jestem pośród ludzi, którzy zostali przyprowadzeni do kościoła z łapanki na ulicy.

            Ale czy Jezus chciał właśnie takiego chrześcijaństwa? Zgorzkniałego, smutnego, ponurego? Ewangelia tryska życiem, radością, miłością. I chociaż nieraz Jezus płakał, to za chwilę cieszył się z powrotu do życia swojego przyjaciela Łazarza. Chociaż przeżył samotność, mękę i śmierć to wkrótce potem emanował światłem zmartwychwstania.

            Jezus nie chciał swoich uczniów smutnych, przygnębionych, zniechęconych. Dlatego powiedział im: „Ja będę z wami aż do skończenia świata.” We mnie jest moc, Ja jestem droga, prawdą i zżyciem. Ja jestem zmartwychwstaniem. Nie po to cię stworzyłem abyś czołgał się po ziemi ale żebyś z podniesionym czołem szedł przez życie.

piątek, 27 marca 2015

Prawda drogą rozwoju osobistego i duchowego









Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32 )

Często uważamy się za ludzi wolnych, kierujących się w życiu rozumem i rozsądkiem. Posiadamy swoją „prawdę” na temat świata, życia, drugiego człowieka i siebie samych. Według tej „prawdy” podejmujemy nasze decyzje, wybory, budujemy relacje. Nasza „prawda” warunkuje określone zachowania, sposób bycia, myślenia, a zwłaszcza stoi u podstaw uczuć i emocji. Można by powiedzieć, że to ona decyduje o tym czy czujemy się szczęśliwi, spełnieni i usatysfakcjonowani relacjami z innymi ludźmi.

Ale czy moja „prawda” jest prawdziwa? Czy to, co uważam za prawdę rzeczywiście istnieje, czy może nagromadziłem w sobie potężny bagaż fałszywych przekonań, ocen i opinii na skutek doznanych zranień, bolesnych doświadczeń życiowych, niewłaściwego podejścia do ludzkiej ułomności innych ludzi. Czasami również jesteśmy podatni na wpływy innych osób. Próbujemy kształtować swój światopogląd na bazie tego co myślą i mówią inni ludzie. Dzieje się to z kilku powodów: brak poczucia własnej wartości, obawa przed krytyką, lęk przed odrzuceniem, chęć przypodobania się innym. Rezygnujemy z samych siebie, odrzucamy nasze bogactwo, uciekamy od własnych pragnień i marzeń. Gdzieś wewnętrznie zaczynamy czuć, że żyjemy nie swoim życiem. To jest cena jaką płacimy za „pseudo prawdę”, którą sobie sami stworzyliśmy lub została nam narzucona przez zlepek niezależnych od nas doświadczeń.

piątek, 27 lutego 2015

Miłość bliźniego – Szacunek warunkiem prawdziwej miłości drugiego człowieka.





           „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”
                                                                                                           (1 J 4, 20).

            Jesteśmy chrześcijanami a tak trudno jest miłować drugiego człowieka. Trudno jest go szanować, ufać mu, z empatią wsłuchiwać się w Jego słowa. Trudno zrozumieć… W naszym postrzeganiu drugiego człowieka patrzymy często przez grube szkła nieufności, oceny, krytyki … Tymczasem, aby w swoim życiu móc odnaleźć Boga, trzeba na Niego popatrzeć przez drugiego człowieka. I podobnie, aby móc odkryć człowieka, zrozumieć go, uszanować, trzeba na niego popatrzeć przez pryzmat Boga i Bożej miłości do każdego człowieka.

            Musimy mieć to mocno zakodowane w naszych umysłach i naszych sercach. Każdy człowiek, pomimo swoich słabości, upadków, ograniczeń jest chciany i kochany przez Boga.

            Miłość do drugiego człowieka nie jest rzeczą łatwą, nie jest rzeczą spontaniczną, która rodzi się sama z siebie, nie jest też uczuciem, które pojawia się na życzenie gdyż stawia ona bardzo wysokie wymagania.  Miłość jest raczej decyzją, moim wyborem, że będę szanował i akceptował drugiego człowieka takim jakim jest, z jego słabościami, błędami, zranieniami, które dźwiga w swoim sercu.

wtorek, 24 lutego 2015

Nawrócenie – Czyli jak odnaleźć Boga w moim życiu.





            Dlaczego czasami tak trudno nam jest nawiązać bliską relację z Bogiem, uznać Go za Ojca, bliskiego przyjaciela, przewodnika przez życie, punkt odniesienia we wszystkim kim jestem, co robię, czym żyję.  Skąd bierze się strach przed Bogiem, nieufność lub obojętność. Co sprawia, że uważam Go za odległego, surowego niedostępnego. Dlaczego tak trudno jest mi autentycznie odnaleźć Boga w moim życiu?

            Problem polega na tym, że bardzo często wyobrażamy sobie Boga na podobieństwo ludzi, z którymi mieliśmy pierwsze kontakty. Dziecko, które nie posiada jeszcze dojrzałej wiary, przenosi na Boga obraz swojej matki lub ojca, swoich bliskich, swoich pierwszych nauczycieli.

            Bóg mówi do Jezusa: „Tyś jest mój Syn umiłowany” (Mk. 1, 11). Te słowa Jezus przyjął jako głęboką prawdę o swojej istocie. Siłą, która prowadziła Jezusa była świadomość ogromnej i bezwarunkowej miłości Boga do człowieka. W Jezusie, Bóg w sposób absolutnie nowy ukazał swoje oblicze kochającego Ojca. Taka jest właśnie dobra nowina, której przekazanie człowiekowi stało się misją Jezusa.

            Problem polega na tym, że słowo „ojciec” jest prawie zawsze projekcją tego, co wiemy o własnym ojcu lub matce. Stąd często nasza reakcja na Boga, jest reakcją zranionego dziecka, buntującego się, które przekonane jest, że nikt nigdy się nim nie zainteresuje ponieważ nie jest tego warte. Nie jest w stanie wyobrazić sobie, czym może być swobodny, żywy, ciepły, autentyczny i bezinteresowny kontakt z ojcem lub matką. Ten sam schemat myślowy przerzuca na Boga.

            Ktoś z nas może posiadał ojca despotycznego. Nie wie zatem czym jest wolność dziecka Bożego, nie wie w jaki sposób wolność tą umieścić na swojej skali. Najdrobniejszy odruch wydaje mu się wykroczeniem i natychmiast wzbudzane jest poczucie winy. Żyje w fałszywym posłuszeństwie wobec prawa Bożego, które nigdy nie zostało przyjęte w sercu. Bóg staje się zagrożeniem wolności i niezależności.

            Być może w naszym dzieciństwie doświadczyliśmy tylko miłości warunkowej. Byliśmy kochani tylko wtedy, kiedy odpowiadaliśmy na modelowi stworzonemu przez innych. Trudno nam jest wówczas wyobrazić sobie, że możemy być kochani bezinteresownie, tylko dlatego, że jesteśmy. Istnieje w nas przekonanie, że na miłość musimy sobie zasłużyć.

            Uzdrowienie, chociaż może być bolesne, zakłada powrót do czasów dzieciństwa i uświadomienie sobie sposobu, w jaki mogło dojść do zranienia. Dopiero wówczas będzie możliwe uznanie, że Bóg jest kimś innym niż nasz ojciec czy matka. Będziemy w stanie odrzucić fałszywe obrazy Boga i przekonania na Jego temat.

środa, 18 lutego 2015

Nawrócenie – Powrót do swojego serca.








            Środa Popielcowa rozpoczyna w Kościele Katolickim czas Wielkiego Postu. Czas wyjątkowy, trudny, błogosławiony… Przeżyty w skupieniu i dyspozycyjności do spotkania się z Bogiem i sobą samym, może stać się świętym czasem w twoim i moim życiu. W codziennym zabieganiu, wśród tysięcy rzeczy do zrobienia, pośród zmartwień, problemów, obowiązków, brakuje czasu na spotkanie się głównie z samym sobą. Ważne ale kruche sprawy życia codziennego tak nas absorbują, że czasami tracimy poczucie po co i dla kogo to robimy. Biegamy w poszukiwaniu szczęścia, spełnienia, samorealizacji ale często odnajdujemy pustkę, rozczarowanie i zagubienie. Dotyczy to zarówno sfery zawodowej, relacji z ludźmi jak i rozumienia samego siebie.

niedziela, 14 grudnia 2014

I co z tą wiarą? - Logika Krzyża

             Jednym z fałszywych i do dziś mocno i negatywnie wpływającym na wiarę obrazem Boga jest pojęcie Boga, który chciał śmierci Jezusa aby odkupić nasze grzechy. Fałszywe pojęcie na temat krzyża, woli Bożej, pokuty, zadośćuczynienia, pociąga totalne zamieszanie w wielu dziedzinach. Rozumienia Boga, jako tego, który posyła Swojego syna na śmierć, aby zapewnić nam zbawienie to nic innego jak hołdowanie idei ofiar z ludzi, zrównanie religii chrześcijańskiej z pogańskimi wierzeniami np. Czarnej Afryki, gdzie składano ofiary z ludzi na przebłaganie jakiegoś bóstwa za popełnione złe czyny jednostki lub grupy.

                Logika Krzyża Jezusa ma zupełnie inny wymiar. Wolą Boga, którą Jezus przyjął całą swoją istotą, uczynił swoim największym pragnieniem i wypełnił ją do końca, było nie to, aby Jezus był prześladowany, torturowany i ukrzyżowany, ale aby wypełnił misję przekazania człowiekowi woli Boga względem człowieka. Jezus przyjął ludzką naturę, aby ukazać prawdziwe oblicze Stwórcy, jako kochającego bezwarunkowo Ojca, miłosiernego i poszukującego nieustannie człowieka w jego zagubieniu, grzeszności i słabości ludzkiej natury.

                W żadnym momencie swojego życia Jezus nie szukał cierpienia, bólu, śmierci. Wręcz przeciwnie, modląc się przed swoją męką i śmiercią mówił do Ojca: „Ojcze, jeśli chcesz, odsuń ode mnie ten kielich. Ale niech się spełni nie moja wola, lecz Twoja". I ukazał Mu się anioł z nieba, aby Go umacniać. Popadłszy w agonię jeszcze żarliwiej się modlił. Jego pot stał się jak krople krwi spadające na ziemię.” (Łk 22. 42-44) – Jezus, wiedząc co go czeka odczuwał zwykły ludzki lęk, bał się tego cierpienia, ale do końca postanowił bronić prawdy, którą głosił. Miał możliwość wycofania się, uniknięcia męki i śmierci ale tego nie zrobił. Pozostał autentyczny, wiarygodny, wierny swojej misji do końca.

                Jak bardzo Jezus bał się nadchodzącej męki świadczy o tym krwawy pot. Medycyna zna takie przypadki. Fizjologiczne zjawisko krwawego potu wspominał już Arystoteles wymieniając je wśród kuriozów medycznych. W medycynie zjawisko to znane jest pod nazwą hematodrosis. Występuje ono w wypadkach, gdy do bardzo wielkiego lęku i cierpień posuniętych do ostatecznych granic dołączają się jeszcze nowe i organizm nie może już znieść bólu. W takich chwilach chory zazwyczaj traci świadomość. Podskórne naczyńka krwionośne pękają. Krew wydziela się razem z potem i to zazwyczaj na powierzchni całego ciała.

                Ktoś może zapytać dlaczego więc Bóg „nie chciał” wybawić Jezusa od tych cierpień? Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Jezus miał wolna wolę przyjąć lub odrzucić cierpienie ale wolna wolę mieli również ci, którzy Go na śmierć skazali. Wolną wolę miał Piłat, przywódcy religijni Izraela, lud, który krzyczał „ukrzyżuj go!”… Każda ingerencja Boga w tym momencie byłaby zaprzeczeniem ofiarowanej człowiekowi przez Boga wolnej woli i możliwości podejmowania decyzji.

                Często zarzucamy Bogu, że jest obojętny na ludzkie cierpienie. Używamy nawet tego argumentu jako dowód na nieistnienie Boga. Niejednokrotnie nieświadomie obwiniamy Boga za istniejące zło. Krąży w chrześcijaństwie idea Boga, który chce cierpienia, poświęcenia naszego życia, śmierci… Nic bardziej mylnego. Jezus na każdym kroku ze złem, cierpieniem a nawet śmiercią walczył, uzdrawiając, wypędzając złe duchy a nawet wskrzeszając zmarłych.

Cierpienie i zło stanowią część tego świata w którym żyjemy. Bóg nie chce ani jednego ani drugiego. Cierpienie jest nierozłącznie związane z kondycją ludzką ale nie jest ani dziełem ani wolą Boga. Może ono pochodzić od nas, od innych, od świata ale nigdy od Boga. W żadnym wypadku nie należy cierpienia szukać, jest ono złem. Należy chronić się przed bezużyteczny cierpieniem, aby nie stać się współwinnym ewentualnej autodestrukcji.

                Jezus był wrogiem zła i ludzkiego cierpienia. Na nikogo cierpienia nie zesłał ale również przed cierpieniem nie uciekł. Taka była logika Krzyża. – Jezus pokazał w jaki sposób krzyż z godnością przyjąć, pokazał jak cierpienie przyjąć kiedy jest ono nieuchronne.

                Bardzo dobrze logikę Krzyża opisuje w swojej książce „Droga wewnętrznego uzdrowienia” Simone Pacot. Często będę się do niej odwoływał, gdyż w sposób bardzo jasny i trzeźwy analizuje kwestie wiary chrześcijańskiej i ewangelizacji „serca” człowieka.

                Jezus przeżywał w pełni to, co miał przeżyć, głosił to co miał głosić, niczego nie łagodząc. Miłość i dobro spływały wszędzie tam, gdzie przechodził, Królestwo Boże spływało na każdego, kto się z Nim spotykał. Ale ataki faryzeuszy stawały się coraz bardziej gwałtowne, nauczanie Jezusa spotykało się z coraz to silniejszym oporem funkcjonującej struktury religijnej. Dopóki może ucieka przed prześladowaniami ale w pewnym momencie staje się to już niemożliwe. Proces i skazanie na śmierć stają się rzeczywistością. Jezus wolał tego uniknąć, nie nadstawiał głowy bezmyślnie ale misję swoją konsekwentnie wypełniał, stawił czoło sytuacji, doprowadził wszystko do końca. Nie wypiera się swojej nauki, na agresję nie odpowiada agresją, z podniesionym czołem staje naprzeciw swoich oprawców.

                Ks. Varillon napisał:

                „Posłuszeństwo Chrystusa wobec Ojca nie polega na wykonaniu jakiegoś rozkazu, jak nam się to kojarzy z wykonaniem rozkazu przełożonego. Nie można wyobrażać sobie Boga Ojca zwracającego się do Boga Syna: rozkazuję ci cierpieć i umrzeć w 33 roku życia. Gdyby chodziło o takie posłuszeństwo, zgodzilibyśmy się z wszystkimi kontestatorami, że trzeba je odrzucić.”

                Bóg jest z Jezusem, razem z nim walczy przeciw wszelkiej głupocie, nietolerancji, ambitnej i zaślepionej władzy. Wola Boża objawia się nie w fakcie męki i śmierci Jezusa ale w sposobie w jaki Jezus całe to wydarzenie przeżyje. Jezus przeżyje tą tragedię jako Syn Boży, ale nie oznacza to, że przejdzie przez nią jako „nadczłowiek”, wolny od ludzkich ograniczeń, od uczuć i emocji, które towarzyszyłyby każdemu człowiekowi w takim momencie.

                Jezus zachowuje się w obliczu cierpienia i śmierci jak istota ludzka, jest bezbronny, wrażliwy i zraniony. Przeżyje wielkie cierpienie fizyczne i duchowe, pozna co to zdrada, kłamstwo i samotność. Nie zostanie mu oszczędzone poczucie utraty pewników i wstrząs psychiczny. Nie uniknie również wątpliwości wewnętrznych. Ale nigdy nie dopuści do siebie odruchu buntu, narzekania, zwątpienia w swoją zbawczą misję. Umrze jako Syn Boży, skoncentrowany na swoim Ojcu, przebaczający nawet swoim oprawcom. Nie cierpi w żalu, zgryzocie, zgorzknieniu. Nawet w momencie śmierci myśli o innych: o swoich uczniach, Matce, złoczyńcy, który umiera obok Niego na krzyżu.

                Jezus uczy nas, jak przeżywać coś, co zostało nam narzucone, czego w żadnym wypadku sobie nie życzyliśmy. Wskazuje jak „nieść” swój krzyż zamiast go „znosić”. Jak podnieść soje nosze (J 5,8) zamiast na nich leżeć, jak nie zamykać się w jakiejś sytuacji, nadać sens wydarzeniu, które go nie ma, jak odnaleźć się w życiu.

                Taka jest logika Krzyża, logika miłości bezwarunkowej Boga do człowieka, tylko przez tak pojęty krzyż Jezus nas zbawia. To miłość do człowieka Go tam zaprowadziła. Krzyż przyjęty dobrowolnie i świadomie z miłości do każdego, bez wyjątku istnienia ludzkiego.
Jezus zbawia człowieka całym swoim życiem: narodzinami, codziennością w Nazarecie, głoszonym słowem, pozostawionymi wskazówkami na drogę wiary, wrażliwością na ludzkie cierpienie, nieustanną walka ze złem pod każdą postacią, swoim skazaniem i śmiercią, swoim zmartwychwstaniem . Zbawia nas przez sposób w jaki przeżył i wypełnił swoje zadanie jako Syn Boży.

                Simon Pacot słusznie zauważa:

           „Wszelkie błędne sposoby rozumienia pojęcia odkupienia, ekspiacji mogą skierować nas ku samozniszczeniu. Są one tym bardziej niebezpieczne, że kryją się pod pozorami postawy, którą uważamy za mistyczną.”


                Logika Krzyża to logika miłości do końca a nie rytualne zabójstwo Boga-Człowieka z woli Jego Ojca.

czwartek, 4 grudnia 2014

                  





                 „Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki".

                                             Ewangelia wg Św. Mateusza 7, 21; 24-27


Dziś komentarz zapożyczony:

                  „Jezus w swoim nauczaniu mocno podkreśla, na czym polega prawdziwa mądrość człowieka. Nie jest ona tylko znajomością Prawa bądź powierzchowną relacją do Jezusa, lecz wiernym i pełnym zaangażowania wprowadzania słowa w czyn. Harmonia pomiędzy słuchaniem – mówieniem i czynieniem jawi się jako podstawa egzystencji mądrej i niezniszczalnej. Aktywizm, zaangażowanie w praktyki religijne i zewnętrzna pobożność choć na zewnątrz wydają się bardzo efektowne i krzykliwe, to jednak bez ich praktycznego zastosowania w życiu nie stanowią kryterium autentycznej i głębokiej wspólnoty z Jezusem. 

                   Można być codziennie w kościele, a jednocześnie być daleko od Mistrza z Nazaretu. Jezus ostrzega przed powierzchownością i ślepym aktywizmem. Nie wystarczą piękne słowa i nie wystarczy samo słuchanie, a nawet powoływanie się na związek z Jezusem jeśli nie jest to związane z autentycznym słuchaniem i mówieniem w celu realizowania Bożych zamysłów w konkretnych sytuacjach życiowych. Połączenie nauki o mądrości z dniem sądu wskazuje na wagę i znaczenie celu ludzkiej egzystencji. Życie, które gubi ze swej perspektywy cel jest budowaniem zabezpieczeń na doraźnych układach i doczesnych uwarunkowaniach. Takie budowanie można porównać do budowania na piasku, które w obliczu zmieniających się okoliczności zostaje zasypane pod popiołem konformizmu i egoizmu. 

                    Jezus ostrzega przed budowaniem domu życia na piasku pragnąc, aby budowla była wsparta na mocnym fundamencie Jego nauki. Tylko taka budowla w obliczu sądu uzyska wieczną trwałość i głębię we wspólnocie z Bogiem. Budować dom na skale oznacza w tym kontekście bezgraniczne zaufanie nauce Jezusa i na wprowadzaniu jej w życie niezależnie od aktualnie panujących mód i koniunktury. Uczeń Jezusa budujący swój dom na skale w sposób poważny traktuje swego Mistrza i odważnie – bez zważania na prześladowania i pogardę realizuje wolę Boga w swoim życiu. Uczeń budujący na skale chce w swoim życiu tego, czego chce Bóg i nie chce w swoim życiu tego, czego Bóg nie chce. Dzięki takiej postawie jego życie staje się piękną harmonią, w której uszy, usta i serce zjednoczone są w autentycznej Miłości Boga i drugiego człowieka.”

Ks. Mirosław S. Wróbel
Instytut Nauk Biblijnych
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II


http://sfd.kuria.lublin.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=890&Itemid=38

środa, 3 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - Empatia

               „Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela.

                Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo?» Jezus zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.”
                                                               Ewangelia wg Św. Mateusza 15, 29-37

                Ewangelia w czasie Adwentu zwraca uwagę na ludzki wymiar osoby Jezusa. Zawsze uważny na ludzkie potrzeby, pełen empatii, wrażliwości, ciepła, życzliwości. Nigdy nie przeszedł obojętnie wobec cierpienia, problemów i trosk spotkanego na swojej drodze człowieka. W takich liczebnie wielkich zgromadzeniach, jak to opisane w dzisiejszej Ewangelii każdy z przybyłych był traktowany jako osoba, indywidualnie a nie jako część tłumu. Przed Jezusem stawał konkretny człowiek, utrudzony życiem, poszukujący, zmęczony chorobą czy to duszy czy ciała, człowiek pełen dylematów, zmartwień, trosk o jutro… Jezus nie traktował tych ludzi jako potencjalnych klientów, słuchaczy, pacjentów. Był obecny dla wszystkich i dla każdego z osobna.

                Nie obce były mu również te przyziemne, naturalne, materialne potrzeby ludzi, którzy przychodzili do niego. Podchodził do człowieka całościowo, nie tylko od strony duchowej, ale również troszczył się o kondycję psychiczną i fizyczną swoich uczniów.

                Prowokuje Apostołów, każe im nakarmić kilkutysięczny tłum. Nie jest zaskoczeniem zdziwienie Apostołów. W jaki sposób maja zapewnić posiłek tak ogromnej liczbie ludzi? Apostołowie podeszli do tej sytuacji z czysto ludzką, matematyczną logiką. Jak podzielić kilka chlebów i ryb na kilka tysięcy części, tak aby wszyscy się najedli. – Jezus musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Uczniom Jezusa zabrakło po raz kolejny wiary, wiary w Mistrza, który już niejednokrotnie wcześniej pokazał im swoją moc, wiary w siebie, odwagi podjęcia wysiłku, ryzyka, wyjścia poza spokojne obszary swojego komfortu.  – Jezus im udowodnił, że wystarczy niewiele aby uszczęśliwić wielu. Potrzeba tylko otwartego serca, dobrej woli i pozbycia się własnego egocentryzmu.


                Niejednokrotnie skupiony jestem na sobie, na swoich sprawach, na swojej wygodzie… Nie zauważam potrzeb konkretnych ludzi żyjących obok mnie. Czasami mówię to nie moja sprawa, czasami jestem tak pochłonięty sobą, iż nie dostrzegam wołania o pomoc wokół mnie, nie wierzę we własne siły, możliwości, zasoby… Niekiedy wystarczy zupełnie niewiele, aby mój bliźni poczuł się dowartościowany, kochany, dostrzeżony… Wystarczy jedno słowo, jeden gest, jeden uśmiech.  Potrzeba odrobiny współczucia, empatii, poświęconego czasu… Tak niewiele, aby nakarmić spragnionego miłości, uwagi, szacunku człowieka.

wtorek, 2 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - "Małe" nie znaczy brzydkie

                 „W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.”
                                                              Ewangelia wg Św. Łukasza:  10, 21-24

                Kiedyś słyszałem słowa jednego z psychoterapeutów, iż najtrudniej pracuje się z ludźmi wykształconymi i w ludzkim rozumieniu „mądrymi”. Mają oni gotową już odpowiedź na wszystko, bardzo sztywno wykreowane przekonania i „betonowy” światopogląd. Trudno dotrzeć do nich z jakimkolwiek nowym przesłaniem, a zwłaszcza tym wykraczającym poza rozumowe i logiczne myślenie. Wszystko musi być naukowo wyjaśnione, musi dać się zbadać i zmierzyć.

                Większy problem pojawia się wtedy, gdy w umyśle tworzone są przekonania szyte na miarę aktualnych potrzeb. Nieumiejętność poradzenia sobie ze swoimi problemami, słabościami, egoizmem prowadzi do powstania mechanizmów obronnych, świadomych lub nie, które mają na celu zabezpieczyć szacunek dla samego siebie, usprawiedliwić swoje postępowanie, przekierować uwagę z siebie na kogoś lub na coś.  – Bardzo mocno dziś widać to we współczesnym świecie, gdzie nieumiejętność życia wartościami i ogólnymi prawami życia, prowadzi do powstania alternatywnych ideologii, schematów myślowych, wzorców postępowania, które mają usprawiedliwić lub nadać formę normalności dewiacjom, zwyrodnieniom, nieuporządkowanym uczuciom. Łatwiej jest wykreować pozory normalności i nowoczesności niż uznać, że moje życie jest chore pod jakimś względem.
                Do tego wszystkiego dochodzi pycha, która blokuje serce i umysł. Blokuje jakikolwiek rozwój osobisty.


                „Maluczki” w rozumieniu Jezusa nie jest to człowiek: niewykształcony, biedny, bezbronny… Chociaż ci ludzie najczęściej są najbardziej otwarci na wiarę, przemianę i życie w prawdzie. „Maluczki” dla Jezusa jest mocarzem, potęgą, skałą człowieczeństwa. Ma serce i umysł otwarty, gotowy jest podejmować ryzyko wiary, wkracza odważnie na drogę rozwoju, umiejętnie buduje hierarchię wartości, umie słuchać, kwestionować swoje przekonania, jest poszukiwaczem i pielgrzymem, ciągle w ruchu. Życie dla niego wciąż przynosi coś nowego, nowe doświadczenia, wciąż na nowo odkrywa siebie i świat. „Maluczki”, to człowiek nadziei, miłości i wiary… Przekraczający wciąż na nowo bariery swojego umysłu, przekonań, swojego ego.  

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - Wierzący Poganin

                  Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: "Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi" Rzekł mu Jezus: "Przyjdę i uzdrowię go". Lecz setnik odpowiedział: "Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi". Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: "Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.
( Ewangelia wg. Św. Mateusza:  8, 5-11)

                Ciekawa sytuacja. Do Jezusa przychodzi oficer rzymskiego wojska okupującego ziemie Izraela. Wróg przychodzi do swojej „ofiary” z prośbą o pomoc. Jak ogromna musiała być desperacja tego człowieka, aby zdecydować się na taki gest, jaka ogromna pokora i ryzyko. Musiał liczyć się z tym, że zostanie odrzucony i poniżony. Jednak miłość, empatia, wrażliwość skłoniły go do podjęcia tego ryzyka. Trudno też mówić o wierze Setnika w chrześcijańskim tego słowa rozumieniu. Z pewnością Jezus był dla niego miejscowym uzdrowicielem, bardzo efektywnym skoro zdecydował się na taki gest uniżenia. Mimo to, Jezus podkreśla jego wiarę, która była tak mocna, że w konsekwencji sługa otrzymał łaskę uzdrowienia.

niedziela, 30 listopada 2014

Adwent - czas narodzin życia

            „Życie jest szansą, schwyć ją. Życie jest radością, próbuj ją. Życie jest snem, uczyń je prawdą. Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim. Życie jest obowiązkiem, wypełnij go. Życie jest cenne, doceń je. Życie jest bogactwem, strzeż go. Życie jest miłością, ciesz się nią. Życie jest tajemnicą, odkryj ją. Życie jest obietnicą, spełnij ją. Życie jest hymnem, wyśpiewaj go. Życie jest walką, podejmij ją. Życie jest tragedią, pojmij ją. Życie jest przygodą, rzuć się w nią. Życie jest szczęściem, zasłuż na nie. Życie jest życiem, obroń je” – tak o życiu mówiła kiedyś Matka Teresa z Kalkuty.

                W świecie chrześcijańskim rozpoczyna się czas Adwentu. Samo słowo adwent pochodzi od łacińskiego „adventus”, co oznacza „przyjście” i wiąże się  nadejściem Zbawiciela. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przeżywany był on w atmosferze wyrzeczeń, powstrzymania się od wszelkiego rodzaju zabaw i przyjemności. Swoją wymowa bardziej przypominał czas Wielkiego Postu. Myśl wybiegała bardziej w stronę oczekiwania i przygotowania na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa oraz końca znanego nam świata. W późniejszych wiekach słowo Adwent zaczęło bardziej kojarzyć się z oczekiwaniem i duchowym przygotowaniem do pamiątki Narodzenia Chrystusa.

               
                Adwent zawsze kojarzył mi się z czasem ciszy wewnętrznej, poszukiwaniem pokoju w sercu i spotkaniem z sobą samym. To chyba klimat zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia sprawia, że instynktownie ale również na drodze wiary czuję szczególną obecność i bliskość Boga w osobie i Ewangelii Jezusa Chrystusa, bliskość Boga w drugim człowieku oraz w sobie samym. Każda dobra myśl, każdy gest szacunku i miłości względem drugiej osoby, ciepłe słowo, uśmiech, jest znakiem powiewu Ducha Świętego w sercu człowieka. Pochylenie się w zadumie pełnej akceptacji i zgody na swoje życie, dobre myśli dające nadzieję, cisza i pokój w sercu to oczekiwany owoc Adwentu.

                Chciałoby się powiedzieć, że Chrystus przychodzi do naszego serca na drodze Adwentowej ale On już tam jest, zawsze był tylko zasłonięty sprawami pozornie ważniejszymi, zabieganiem, hałasem zewnętrznym, sercem przywiązanym do przemijających świecidełek tego świata.  

                Czas się zatrzymać, dać Bogu czas, dać sobie czas, dać czasowi czas… Nie próbując wszystkiego zrozumieć, wszystkiego rozwiązać, wszystko zaplanować. W życiu nieustannie biegamy, gonimy koniec swojego ogona, zżera nas stres, wciąż chcemy więcej, wydaje nam się, że od nas wszystko zależy. A sprawy naprawdę ważne pozostają zaniedbane, zignorowane, osierocone…

                Potrzebny nam jest błogosławiony czas zatrzymania się w naszym życiu, nabrania do niego dystansu i spojrzenia na nie oczyma Boga. Z miłością, dobrocią ale również w  prawdzie. I odpowiedzieć sobie na pytania: kim jestem, dokąd zmierzam, jakie są moje priorytety w życiu i dokąd one mnie zaprowadzą. Ogromna mądrością życiową jest dostrzeganie konsekwencji w przyszłości moich obecnych zachowań, decyzji, wyborów…

                Adwent, to czas spotkania z Bogiem i samym sobą w pokorze. Pokora i miłość to dwa najważniejsze narzędzia na drodze jakiegokolwiek rozwoju. Pokora mądra i miłość mądra, które budują moje życie i życie tych, których na drodze swojej spotykam.

                Spotkanie z samym sobą jest podstawą na drodze rozwoju duchowego. Starożytni mnisi twierdzili, iż chcąc spotkać Boga w swoim życiu, najpierw trzeba spotkać siebie samego. Ten, kto jest obcy samemu sobie, kto nie zna siebie, kto stara się uciec od swojego prawdziwego, autentycznego „ja” z Boga czyni bożka, na którego przerzuca swoje frustracje, pragnienia, potrzeby. Bóg nie jest już odbiciem mojej „psyche” ale przywrócone Mu zostaje jego właściwe miejsce – Przewodnika przez życie, Nauczyciela, Celu, do którego zmierzamy, spełnienia raz ofiarowanego nam istnienia.

                Pierwszą Ewangelią rozważaną w czasie Adwentu jest zaproszenie do czuwania.

                „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!" (Ewangelia wg Św. Marka: 13,33-37)

                Czuwać, oznacza być przebudzonym, o jasnym i trzeźwym umyśle. Nieustannie weryfikując swoje życie, czy podąża ono właściwym torem. Analizować z uwagą swoje myśli, uczucia, pragnienia i wciąż powracać do pytań o siebie samego. Bez względu na to czy wierzę w Boga czy też nie, kiedyś przyjdzie i mi pozostawić to wszystko, co z takim trudem nazbierałem w życiu i odpowiedzieć Bogu na pytanie: ile w tym wszystkim było miłości a ile siebie samego, ile daru z siebie a ile egoizmu, ile budowania a ile destrukcji.

                Wejdź na drogę prostego życia – już teraz!

                W sytuacji, gdy człowiek nie pracuje nad sobą, nie wycisza umysłu – każda, nawet najmniejsza „katastrofa” w naszym życiu może nas bardzo mocno złamać, a skutki takiego załamania mogą ciągnąć się przez całe życie. W sytuacji, gdy umysł jest wyciszony i przychodzi jakieś niepowodzenie dużo szybciej wracamy do normalności. Nie trzymamy tego, potrafimy puścić. Potrzebna jest praktyka, praca nad sobą. Im silniejszy człowiek wewnątrz, tym mniej ma problemów, tym łatwiej z tych problemów wychodzi. Ale żeby tą siłę osiągnąć, trzeba włożyć jakąś pracę - nic nie ma za darmo.

                Musisz wziąć swoje życie we własne ręce, musisz żyć swoim życiem tak, aby stało się ono dla innych źródłem inspiracji, nadzieją na lepsze jutro, wiarą w sens życia. Niech nie ograniczają Cię więzy twoich wzorców myślowych, schematy zachowań wypracowane przez lata walki z samym sobą, cięgi zebrane od życia w przeszłości. – To z jednej strony jesteś ty, to twoje doświadczenie ale z drugiej strony nie jesteś tego niewolnikiem. Teraz zacznij żyć mądrością, która ukryta jest wgłębi ciebie, którą dał Ci Bóg.
               

                Jezus pozostawił gwarant szczęścia i najważniejsze prawo duchowego rozwoju:

                „Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, 35 a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy". (Ewangelia wg. Św. Mateusza: 22, 34-40)

                Źle postrzegamy miłość samego siebie…

                Możliwe, że jest to taka naleciałość religijna, wiele religii mówi „wszystko dla innych”. Ale żebym ja mógł dać, to ja sam muszę być w dobrej formie, muszę chcieć dawać - musze mieć otwarte serce. Jeżeli jestem zmęczony sobą samym, nie akceptuję swojego życia, to co ja mogę dać? Mogę zrobić herbatę i wyszorować podłogę... i to jest wszystko. Możemy dać innym dużo, dużo więcej - możemy dać swoje uczucia, uwagę, mądrość. Natomiast w takim zabieganiu codziennym nie ma na to czasu - na te najważniejsze rzeczy, na ten prawdziwy kontakt człowieka z człowiekiem: matki z dzieckiem, żony z mężem, przyjaciela z przyjacielem. Nie ma na to czasu, bo jest cały czas myślenie co zrobić, aby „mieć” a nie jak żyć aby „być”. Nie ma kontaktów międzyludzkich, czyli nie dajemy tak naprawdę wszystkiego, co mamy w sobie najlepsze. Dbamy o powierzchowność, o rzeczy co prawda nieraz ważne ale nie najważniejsze.


                Adwent to czas kontaktu ze swoją wewnętrzną siłą. Człowiek, który spoczywa w sobie i Bogu stoi twardo na ziemi, bez uporczywego trzymania się innych, ich oczekiwań, osądów, humorów… Jeśli masz kontakt ze swoją wewnętrzną siłą, nic nie może ci zagrozić, ludzie nie mają nad tobą władzy. Dzięki tej sile, uzyskanej przez spotkanie z Bogiem i sobą samym możesz stawić czoło wszelkim myślom i uczuciom, które mogłyby ściągnąć cię w dół. Piękne myśli to piękne uczucia, piękne uczucia to piękne czyny.