Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2016

Zmiana myślenia, zmiana życia - "Nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków..."






Zmiana myślenia podstawą rozwoju.

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje.” Mt 9, 16-17.

Jezus tymi słowami chciał przekazać bardzo ważną prawdę. Prawda ta dotyczyła wiary w jego nauczanie, w przyjęcie Słowa Bożego i przemianie swojego życia. Aby to było możliwe, człowiek musiał najpierw wyzbyć się dotychczasowych schematów postrzegania Boga, drugiego człowieka i świata. Musiał otworzyć swoje serce na nową naukę, musiał pozbyć się starych bukłaków swoich przekonań, aby wlać nowe wino do nowych bukłaków. Nowe myśli do nowego serca, gotowego na przyjęcie nowych idei, a co za tym idzie zmiany przekonań i postępowania. Wiara w naukę głoszoną przez Jezusa wymagała opuszczenia bezpiecznych ale jałowych schematów postrzegania i doświadczania Boga, człowieka, życia ogólnie mówiąc.

czwartek, 31 grudnia 2015

Przebaczenie - Najpewniejszy start w Nowy Rok








Ostatni dzień roku, to dla większości z nas czas refleksji i przemyśleń nad mijającym czasem. Co on nam przyniósł, jakich dokonał zmian w naszym życiu, kim staliśmy się w czasie tych ostatnich 12 miesięcy. Analizujemy nasze osiągnięcia i porażki, wspominamy spotkanych ludzi, zadajemy sobie pytania w związku z nadchodzącym nowym rokiem.

Mogą pojawiać się w nas różne uczucia: wdzięczność, tęsknota za tym co przeminęło, smutek, lęk przed tym, co nas czeka. Być może są i tacy, którzy chcieliby wymazać ten rok z własnego życiorysu…

wtorek, 8 grudnia 2015

Błogosławiona "Godzina Łaski" - Nowe tchnienie życia








8 grudnia, zamglona i zimna Warszawa. Ostatnią rzeczą na którą człowiek ma ochotę, to wyjść z domu i zrobić sobie porządny spacer. Toczyła się we mnie wewnętrzna walka, która była polem bitwy dla walczących ze sobą sił dobra i zła. Z jednej strony ten wyjątkowy dzień i obiecana przez Maryję „Godzina Łaski”, z wszelkimi błogosławieństwami z niej płynącymi a z drugiej strony perspektywa spotkania się z lodowatą i mglistą aurą, która spowija miasto. Myśl „przewrotna”: przecież Maryja powiedziała, iż można również tą godzinę przeżyć w domu, w ciepłym przytulnym gniazdku, wystarczy się modlić… Kilka chwil wahań i wewnętrznego dialogu, argumenty za i przeciw i wreszcie pierwsza łaska… Decyzja podjęta, idę przeżyć tą Godzinę z innymi, przed Najświętszym Sakramentem, przecież od kilku dni na tę chwilę czekałem, tym bardziej, że sporo spraw muszę zanieść Bogu przez wstawiennictwo Maryi.

Szybko przekonałem się, że była to właściwa decyzja. Kościół wypełniony po brzegi nie tylko seniorami ale również młodymi ludźmi, chociaż pora dnia wskazywała na to, że powinni być o tej „Godzinie” w szkole lub pracy. Patrząc na tych ludzi, pochylonych i skupionych na modlitwie wyobraziłem sobie jak wiele przeróżnych historii życia zebrało się w tym miejscu i o tej godzinie, historii pełnych cierpienia, bólu, samotności, odrzucenia, troski o najbliższych… Spotkały się tu własne porażki i lęki, serca skołatane zmartwieniami, niepewnością przed jutrem, bezsilnością wobec przeżywanej rzeczywistości…

niedziela, 16 sierpnia 2015

Pokój serca





Jak osiągnąć pokój serca i ducha w codzienności.

„Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.” Mk 6,30-31

To, co najbardziej uderza w postawie Jezusa, to ogromna delikatność, troska i uwaga poświęcona każdemu napotkanemu człowiekowi. Jezus potrafił dostrzec z ogromną precyzją każdą potrzebę człowieka, zarówno potrzebę wielką i ważną dotyczącą jego zbawienia ale również te potrzeby „małe”, codzienne, prozaiczne… Jezus wiedział, że do szczęścia nie potrzebne są pieniądze, zaszczyty, władza ale pokój serca. To właśnie starał się ofiarować każdemu napotkanemu człowiekowi.

Posyłając swoich apostołów z misją głoszenia i składania świadectwa Ewangelii, Jezus zdawał sobie sprawę, że nie będzie to dla nich łatwe zadanie. Musieli pójść do świata „wrogiego”, gdzie z pewnością spotkali się z odrzuceniem, krytyką i obojętnością. Prócz sukcesów, które osiągnęli dzięki swojej wierze i mocy Chrystusa, która im towarzyszyła, spotkali również trudności, przeciwności i wrogość ze strony ówczesnych religijnych przywódców narodu. Prócz radości czerpanej z dokonanych dzieł w imię Jezusa, towarzyszyło im zmęczenie, obawy i zwykły ludzki lęk prze tym czy sobie poradzą, czy znajdą otwarte serca na ich słowa, czy nie ściągną na siebie gniewu ze strony instytucji religijnej wrogo nastawionej do Jezusa… Pokój serca w tej misji był najważniejszy.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Uczciwość – Pierwszy krok do wolności.







Prawda was wyzwoli...


            „Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie - ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5:33-37)

            Uczciwość wobec siebie i innych jest pierwszym krokiem do jakiejkolwiek zmiany w życiu. Nigdy nie ruszysz z miejsca, jeśli choć trochę będziesz próbował zafałszować rzeczywisty obraz samego siebie. Boga oszukać się nie da, nawet najpiękniejszymi słowami i najdłuższymi modlitwami. Siebie samego i drugiego człowieka oszukać możesz, udając, że jesteś kimś innym niż rzeczywiście jesteś, przywdziewając maski pozorów, porównując się z innymi wywlekając na wierzch ich słabości i błędy.
            Jest to jednak droga donikąd. Zaprowadzi cię ona tylko do  zgorzknienia, cynizmu i samotności. Choćbyś popełniał najgorsze czyny, jeśli tylko staniesz w prawdzie przed Bogiem, drugim człowiekiem i sobą samym, zostanie ci to wybaczone. Ludzie zaakceptują cię takiego jaki jesteś widząc, że jesteś prawdziwy.
            Zakłamanego nikt cię nie przyjmie. Za twoimi plecami drwić sobie będą z twojej obłudy i fałszywości. Utracisz możliwość na jakikolwiek rozwój osobisty i duchowy.
Nikt, kto jest prawdziwy i przejrzysty w swoim życiu nie musi przysięgać. Jego mowa jest tak, ta; nie, nie…

            Dlaczego Jezus tak często napiętnował Faryzeuszów, uczonych w piśmie i przywódców narodu Izraela. Czy były to bezpośrednio ich uczynki? Nie! Napiętnował fałsz, obłudę, zakłamanie i pychę. Jezus dawał jako przykład postaci celników, prostytutek i innych grzeszników tylko dlatego, że pomimo ich słabości i grzeszności, byli oni w stanie uznać swój grzech, z pokorą przyjmowali i wypowiadali prawdę o sobie. Otwarli się na uzdrowienie wewnętrzne. Prawda ich wyzwalała. Prawda obnażona, uznana, wypowiedziana.  

wtorek, 31 marca 2015

Wiara w siebie







Wiara w siebie – Teraz jest twoje zmartwychwstanie

            Powoli przygotowujemy się do przeżycia największego wydarzenia w chrześcijańskim świecie, pamiątki zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie Jezusa jest nie tylko kulminacją dzieła zbawienia, które Bóg zapoczątkował wcieleniem swojego Syna. Jest nie tylko potężnym znakiem zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i szatanem ale przede wszystkim jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania, obiecanego nam przez Boga.

            Zmartwychwstanie Jezusa jest również Dobrą Nowiną o rzeczywistej obecności żywego i prawdziwego Boga pośród nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 20)

Konkretne zapewnienie Jezusa. Nie jakieś tam słowa rzucone na wiatr, obietnice na życie wieczne, pobożne życzenia… Jasno wypowiedziana prawda: „będę z wami przez  wszystkie dni”. Czyli Jezus był ze mną wczoraj, jest dzisiaj i na pewno będzie jutro…

Jeżeli czasami nie dostrzegamy jego obecności, to nie dlatego, że Go nie ma ale dlatego że stworzyliśmy sobie w naszych umysłach scenariusz Jego obecności, nasze wyobrażenie, ideę. I jeśli to wyobrażenie nie pokrywa się z tym co przeżywamy pojawia się bunt, zwątpienie, brak wiary.

poniedziałek, 30 marca 2015

"Złodziej"







        

            Godzina 5.00 to dla mnie codzienny sygnał do rozpoczęcia dnia, bezlitośnie wymierza mi go każdego ranka budzik. Znak krzyża, kilka minut na modlitwę, aby doładować wewnętrzne baterie i rozpoczyna się aktywny dzień. Szybka kawa, odpalony laptop, rzut oka na pocztę i plan dnia. Jest tego sporo: spotkania, sprawy do załatwienia, szkolenia i praca… No i również konieczny czas dla siebie, godzina siłowni dla utrzymania formy.

Wszystko poukładane, cele wyznaczone, motywacja naciągnięta jak struna… Nie może być żadnego poślizgu, bo wieczorem, przy podsumowaniu dnia będę miał deficyt zadowolenia z siebie… Dzwoni telefon, to przyjaciółka z pytaniem czy spotkamy się dzisiaj. Chciałaby pogadać. – Czuję jak zaczynam wpadać w lekkie  „wytrącenie z równowagi”.

niedziela, 29 marca 2015

Logika krzyża

              




              Jednym z fałszywych i do dziś mocno i negatywnie wpływającym na wiarę obrazem Boga jest pojęcie Boga, który chciał śmierci Jezusa aby odkupić nasze grzechy. Fałszywe pojęcie na temat krzyża, woli Bożej, pokuty, zadośćuczynienia, pociąga totalne zamieszanie w wielu dziedzinach. Rozumienia Boga, jako tego, który posyła Swojego syna na śmierć, aby zapewnić nam zbawienie to nic innego jak hołdowanie idei ofiar z ludzi, zrównanie religii chrześcijańskiej z pogańskimi wierzeniami np. Czarnej Afryki, gdzie składano ofiary z ludzi na przebłaganie jakiegoś bóstwa za popełnione złe czyny jednostki lub grupy.

                Logika Krzyża Jezusa ma zupełnie inny wymiar. Wolą Boga, którą Jezus przyjął całą swoją istotą, uczynił swoim największym pragnieniem i wypełnił ją do końca, było nie to, aby Jezus był prześladowany, torturowany i ukrzyżowany, ale aby wypełnił misję przekazania człowiekowi woli Boga względem człowieka. Jezus przyjął ludzką naturę, aby ukazać prawdziwe oblicze Stwórcy, jako kochającego bezwarunkowo Ojca, miłosiernego i poszukującego nieustannie człowieka w jego zagubieniu, grzeszności i słabości ludzkiej natury.

sobota, 28 marca 2015

Przestań narzekać i zacznij żyć!







Koniec z użalaniem się nad sobą!


            Kiedy udają się na niedzielną Mszę Świętą wiecie co mnie najbardziej przeraża?

            Nie dystans, który muszę pokonać idąc do kościoła, nie deszcz, nie wiatr, nie zimno. Przeraża mnie myśl, że za chwilę znajdę się w gronie ludzi smutnych, z posępnymi twarzami, przygarbionych, zniecierpliwionych lub znudzonych. 

Ani jednego uśmiechu, ani jednego ciepłego spojrzenia, ani jednego przyjaznego gestu. Z automatu odpowiadamy na wezwania kapłana, nie otwieramy ust, kiedy organista odpala sprzęt i dmie w piszczałki.

             Mam nieraz wrażenie, że jestem pośród ludzi, którzy zostali przyprowadzeni do kościoła z łapanki na ulicy.

            Ale czy Jezus chciał właśnie takiego chrześcijaństwa? Zgorzkniałego, smutnego, ponurego? Ewangelia tryska życiem, radością, miłością. I chociaż nieraz Jezus płakał, to za chwilę cieszył się z powrotu do życia swojego przyjaciela Łazarza. Chociaż przeżył samotność, mękę i śmierć to wkrótce potem emanował światłem zmartwychwstania.

            Jezus nie chciał swoich uczniów smutnych, przygnębionych, zniechęconych. Dlatego powiedział im: „Ja będę z wami aż do skończenia świata.” We mnie jest moc, Ja jestem droga, prawdą i zżyciem. Ja jestem zmartwychwstaniem. Nie po to cię stworzyłem abyś czołgał się po ziemi ale żebyś z podniesionym czołem szedł przez życie.

piątek, 27 lutego 2015

Miłość bliźniego – Szacunek warunkiem prawdziwej miłości drugiego człowieka.





           „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”
                                                                                                           (1 J 4, 20).

            Jesteśmy chrześcijanami a tak trudno jest miłować drugiego człowieka. Trudno jest go szanować, ufać mu, z empatią wsłuchiwać się w Jego słowa. Trudno zrozumieć… W naszym postrzeganiu drugiego człowieka patrzymy często przez grube szkła nieufności, oceny, krytyki … Tymczasem, aby w swoim życiu móc odnaleźć Boga, trzeba na Niego popatrzeć przez drugiego człowieka. I podobnie, aby móc odkryć człowieka, zrozumieć go, uszanować, trzeba na niego popatrzeć przez pryzmat Boga i Bożej miłości do każdego człowieka.

            Musimy mieć to mocno zakodowane w naszych umysłach i naszych sercach. Każdy człowiek, pomimo swoich słabości, upadków, ograniczeń jest chciany i kochany przez Boga.

            Miłość do drugiego człowieka nie jest rzeczą łatwą, nie jest rzeczą spontaniczną, która rodzi się sama z siebie, nie jest też uczuciem, które pojawia się na życzenie gdyż stawia ona bardzo wysokie wymagania.  Miłość jest raczej decyzją, moim wyborem, że będę szanował i akceptował drugiego człowieka takim jakim jest, z jego słabościami, błędami, zranieniami, które dźwiga w swoim sercu.

środa, 25 lutego 2015

Zranienia z przeszłości. - Jezus leczy rany mojego serca.





            „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11:28-30)”

            Wszyscy jesteśmy w większym lub mniejszym stopniu zranieni. Rany otrzymujemy przez całe nasze życie, stają się one częścią nas, a co gorsze często staja się „układem sterowania” naszej egzystencji, relacji, pojmowania Boga i samego siebie. Tylko, jeśli będę w stanie dostrzec swoje zranienia, będę w stanie zaakceptować siebie takim jakim jestem oraz zaakceptuję zranienia drugiego człowieka.

            Jeżeli nie zgadzam się zajrzeć w głąb swojej duszy by zobaczyć całą tę mozaikę przeciwstawnych osobowości zamieszkujących moje wnętrze, ponoszę ryzyko, że drugiemu człowiekowi przykleję jakąś etykietkę, będę osądzał, krytykował, a nawet wypowiem to nieszczęsne zdanie: „Nigdy nie potrafiłbym zrobić tego co ty!” – Totalna bzdura, sami znamy siebie tak słabo, że w żadnym wypadku nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co bym zrobił w określonej sytuacji. Iluzją jest myślenie, iż w 100% procentach kieruję swoim życiem, emocjami, zachowaniami…

            Jeżeli zaakceptuje swoje zranienia, będę w stanie odkryć w swojej duszy Boże dziecko, poranione, wycofane i przysłonięte okaleczoną psychiką, ale również, za poranioną osobowością i życiem drugiego człowieka, będę w stanie ujrzeć jego prawdziwą naturę, czyli to co w drugim człowieku jest piękne i dobre.

wtorek, 24 lutego 2015

Nawrócenie – Czyli jak odnaleźć Boga w moim życiu.





            Dlaczego czasami tak trudno nam jest nawiązać bliską relację z Bogiem, uznać Go za Ojca, bliskiego przyjaciela, przewodnika przez życie, punkt odniesienia we wszystkim kim jestem, co robię, czym żyję.  Skąd bierze się strach przed Bogiem, nieufność lub obojętność. Co sprawia, że uważam Go za odległego, surowego niedostępnego. Dlaczego tak trudno jest mi autentycznie odnaleźć Boga w moim życiu?

            Problem polega na tym, że bardzo często wyobrażamy sobie Boga na podobieństwo ludzi, z którymi mieliśmy pierwsze kontakty. Dziecko, które nie posiada jeszcze dojrzałej wiary, przenosi na Boga obraz swojej matki lub ojca, swoich bliskich, swoich pierwszych nauczycieli.

            Bóg mówi do Jezusa: „Tyś jest mój Syn umiłowany” (Mk. 1, 11). Te słowa Jezus przyjął jako głęboką prawdę o swojej istocie. Siłą, która prowadziła Jezusa była świadomość ogromnej i bezwarunkowej miłości Boga do człowieka. W Jezusie, Bóg w sposób absolutnie nowy ukazał swoje oblicze kochającego Ojca. Taka jest właśnie dobra nowina, której przekazanie człowiekowi stało się misją Jezusa.

            Problem polega na tym, że słowo „ojciec” jest prawie zawsze projekcją tego, co wiemy o własnym ojcu lub matce. Stąd często nasza reakcja na Boga, jest reakcją zranionego dziecka, buntującego się, które przekonane jest, że nikt nigdy się nim nie zainteresuje ponieważ nie jest tego warte. Nie jest w stanie wyobrazić sobie, czym może być swobodny, żywy, ciepły, autentyczny i bezinteresowny kontakt z ojcem lub matką. Ten sam schemat myślowy przerzuca na Boga.

            Ktoś z nas może posiadał ojca despotycznego. Nie wie zatem czym jest wolność dziecka Bożego, nie wie w jaki sposób wolność tą umieścić na swojej skali. Najdrobniejszy odruch wydaje mu się wykroczeniem i natychmiast wzbudzane jest poczucie winy. Żyje w fałszywym posłuszeństwie wobec prawa Bożego, które nigdy nie zostało przyjęte w sercu. Bóg staje się zagrożeniem wolności i niezależności.

            Być może w naszym dzieciństwie doświadczyliśmy tylko miłości warunkowej. Byliśmy kochani tylko wtedy, kiedy odpowiadaliśmy na modelowi stworzonemu przez innych. Trudno nam jest wówczas wyobrazić sobie, że możemy być kochani bezinteresownie, tylko dlatego, że jesteśmy. Istnieje w nas przekonanie, że na miłość musimy sobie zasłużyć.

            Uzdrowienie, chociaż może być bolesne, zakłada powrót do czasów dzieciństwa i uświadomienie sobie sposobu, w jaki mogło dojść do zranienia. Dopiero wówczas będzie możliwe uznanie, że Bóg jest kimś innym niż nasz ojciec czy matka. Będziemy w stanie odrzucić fałszywe obrazy Boga i przekonania na Jego temat.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Wielki Post - Człowieczeństwo Jezusa drogą mojego człowieczeństwa.

      



        
              Powszechnie używamy dzisiaj w porozumiewaniu się z innymi ludźmi tzw. "drogi elektronicznej”. Piszemy e-maile, porozumiewamy się przez Facebook, piszemy sms do naszych bliskich, znajomych, przyjaciół. – Czy nie zdarzyło nam się napytać sobie nieraz biedy i kłopotów przez taką właśnie formę porozumiewania się?

                Osobiście kilkakrotnie maiłem takie sytuacje. Przyczyna tego jest prosta. Ci, którzy otrzymują ode mnie wiadomość „elektroniczną”, po pierwsze nie widzą mnie, nie widzą wyrazu mojej twarzy, nie słyszą tonu mojego głosu – czyli po swojemu interpretują moje słowa. Stwarzają sobie mój wizerunek, moją postawę na bazie suchego przekazu wiadomości, która ode mnie otrzymali.

                Kilka razy zdarzyło się, że wysłany przeze mnie sms lub wiadomość na facebooku były żartobliwe, chciałem kogoś rozbawić, rozśmieszyć a może nieraz z żartem sprowokować, ale moja wiadomość została odebrana zupełnie inaczej. Adresat wiadomości nie zobaczył mojego mrugnięcia oka, nie zobaczył lekkiego uśmiechu na twarzy i humorystyczną wiadomość potraktował bardzo poważnie, poczuł się urażony a być może nawet zraniony. Innym razem chciałem zwrócić komuś na coś uwagę, wyrazić moją opinię na temat jego zachowania, ale uczyniłem to w pospiechu, wysyłając krótką, szybką wiadomość. Przesłanie pozbawione uśmiechu i ciepłego tonu głosu, które tak naprawdę wyrażało troskę z mojej strony, dobra przyjacielską radę zostało odebrane jako krytyka, wywyższanie się , pretensjonalność.

                Brak osobistego kontaktu z drugim człowiekiem powoduje, że możemy się wyminąć w tym co myślimy, czujemy, przeżywamy.

                Dlaczego o tym mówię?!

W przeżywaniu naszej relacji z Bogiem możemy wpaść w pułapkę „powierzchowności”, pewnego rodzaju próżni, formalizmu. – Zatrzymujemy się na treści przekazu Ewangelicznego, mniej lub bardziej znamy interpretację poszczególnych fragmentów Ewangelii, z intelektualnego punktu widzenia rozumiemy przesłanie pozostawione w nauczaniu Jezusa na temat Boga, wiary, miłości bliźniego... Ale czy to ma naprawdę wpływ na moje życie, czy ta wiedza ma moc przemieniania mojego serca, myśli, uczuć, pragnień a co za tym idzie wyborów, decyzji i działań jakie podejmujemy w życiu?

sobota, 21 lutego 2015

Rekolekcje Wielkopostne - "Nowe życie"







Dzień 1: Powtarzamy to, co już przeżyliśmy. Bądź błogosławiony!

Przyjacielu, czy zdarza ci się pomyśleć, że Bóg cię kocha i ci błogosławi?

Przypomnij sobie, że w Księdze Rodzaju Bóg obdarowuje człowieka i czyni to w nieskończoność: "Idźcie i rozmnażajcie się", "Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania". Z rodzicielskiej troski nakazuje nie spożywać owoców drzewa poznania dobra i zła, ponieważ konsekwencje tego czynu byłyby dla człowieka szkodliwe. Bóg wie, że człowiekowi brakuje miłości i mądrości potrzebnej do przyswojenia i użycia tej wiedzy.

Jednakże człowiek nie rozumie troski Ojca i ustępuje złej i oskarżycielskiej logice węża. My dzisiaj postępujemy podobnie. Nasze wzajemne stosunki częściej rządzą się kłótniami, krytyką, osądem, potępianiem innych, zamiast błogosławieństwem, tolerancją, otwartością serca.

Bóg kocha cię i błogosławi ci niezależnie od tego, jaki teraz jesteś, jakie masz za sobą przeżycia, jakich dokonałeś uczynków czy też jaki masz obraz własnej osoby. Bóg kocha cię nie dlatego, że na to zasługujesz, ale dlatego, że jesteś Jego dzieckiem, że ty – to właśnie ty

środa, 18 lutego 2015

Nawrócenie – Powrót do swojego serca.








            Środa Popielcowa rozpoczyna w Kościele Katolickim czas Wielkiego Postu. Czas wyjątkowy, trudny, błogosławiony… Przeżyty w skupieniu i dyspozycyjności do spotkania się z Bogiem i sobą samym, może stać się świętym czasem w twoim i moim życiu. W codziennym zabieganiu, wśród tysięcy rzeczy do zrobienia, pośród zmartwień, problemów, obowiązków, brakuje czasu na spotkanie się głównie z samym sobą. Ważne ale kruche sprawy życia codziennego tak nas absorbują, że czasami tracimy poczucie po co i dla kogo to robimy. Biegamy w poszukiwaniu szczęścia, spełnienia, samorealizacji ale często odnajdujemy pustkę, rozczarowanie i zagubienie. Dotyczy to zarówno sfery zawodowej, relacji z ludźmi jak i rozumienia samego siebie.

czwartek, 4 grudnia 2014

Tajemnica "serca"



       Tajemnica ludzkiego „serca” fascynuje mnie od dawna. Jest ono centralnym punktem osobowości człowieka a także źródłem życia duchowego. Serce jest symbolem ludzkiego życia. Jest źródłem pragnień, woli i decyzji. Mówi się, że cokolwiek odczuwamy w duszy, wywodzi się z serca. Jest ono magazynem doświadczeń i rzeczy zasłyszanych, źródłem z którego wypływają myśli i nasze dążenia, czy to dobre, czy złe. Serce jest również centralnym punktem życia emocjonalnego i moralnego. W sercu skupia się zarówno miłość do Boga (Ps.73:26) jak i bluźniercza pycha (Ezech.28:2.5) w sercu powstają także myśli, które rodzą dobre lub złe uczucia, słowa i uczynki.

               Jezus powiedział: "Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". (Ewangelia wg Św. Marka: 7, 14-23)

          To w sercu człowieka istnieje ogromna i niezbadana „przepaść”. Prorok Jeremiasz mówi: "Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne – któż je zgłębi?" (Jr 17,9) – Czy pojęcie ludzkiego serca możemy utożsamiać z  „podświadomością”, czyli zbiorem nagromadzonych w całej historii mojego życia doświadczeń, zranień, przeżyć, przekonań…, z których już nawet nie zdaję sobie sprawy, a które tak mocno wpływają dziś na moje życie pod postacią nawyków, schematów myślowych, mechanizmów obronnych?

            "Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli (dosł. w j. greckim - dialogismoi)". Od greckiego słowa "dialogismoi" pochodzi "dialog", "rozumowanie". Można przetłumaczyć jako "zamysł". W sercu (miejsce podejmowania decyzji, centrum woli) toczy się nasz dialog ze sobą samym, powstaje jakiś zamysł, który prowadzi lub nie do określonych zachowań.
W sercu mieszka sumienie (Hebr.10:22), które reaguje na grzech (1 Jana 3:19-21), wiara zbawiająca (Rzym.10:10) lub niewiara również są związane z sercem. W sercu zamieszkuje Chrystus (Efez.3:17) Duch Święty (2 Korynt.1:22) i pokój Boży (Kol.3:15).

               „Serce” człowieka jest ogromną tajemnicą, myśląc o tym, że znam siebie ulegam złudzeniu. Często pojawiają się sytuacje w których wychodzą moje reakcje, zachowania, uczucia, o które nigdy bym się nie posądzał.

             W „sercu” człowieka są również ukryte pragnienia, choć nie raz im zaprzeczamy i nie chcemy przyznać się do nich. Pragnienie miłości, tęsknota za dobrem i Bogiem.
Pracując w środowiskach nazwijmy to trudnej młodzieży, widziałem jak bardzo potrafi zmienić się człowiek jeśli okaże mu się odrobinę zainteresowania, szacunku i miłości. Z agresywnych i zbuntowanych serc  rodziło się dobro, miłość, pokój, pragnienie bezinteresownego służenia innym, poczucie obowiązku, uczciwość…

             Jeden z moich duchowych nauczycieli, Anselm Grün, w swojej książce o sztuce życia bardzo głęboko analizuje pojęcie ludzkiego serca. Przytacza on słowa Antoine’a de Saint-Exupery z przedmowy do Małego Księcia: „Adieu, powiedział lis. Moja tajemnica jest bardzo prosta: Tylko serce widzi dobrze. To, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

            Anselm Grün mówi o rdzeniu trzech niemieckich słów: „wierzyć”, „kochać” i „chwalić”. Tym rdzeniem jest słowo „liob”, to znaczy „dobry”. Miłość polega właśnie na tym, aby umieć dostrzec i szanować dobro jakie istnieje w każdym człowieku, choć nie raz przytłoczone jest ono trudnymi doświadczeniami, zranieniami, lękiem…

              Chwalić oznacza dotykać dobra, dobrze mówić o człowieku oraz dać mu możliwość zmiany, rozwoju, wzrostu. To samo dotyczy i siebie samego.

                Dobrze uformowane „serce”, „serce”, które wpierw samo doznało uzdrowienia i przemiany potrafi dostrzec dobro w każdym człowieku. „Serce”, które patrzy przez ciemne okulary, będzie dostrzegać w drugim człowieku tylko ciemne strony i nigdy nie dostrzeże światła, dobra, prawdy… Jeśli moje „serce” pełne jest destruktywnych myśli, będę widział w drugim człowieku tylko potencjalnego wroga, zagrożenie, rywala.

            Najważniejsze sprawy są niewidzialne dla oczu. Oczy widza to co zewnętrzne: dostrzegają jedynie rysy twarzy człowieka, dostrzegają złość, niezadowolenie, zamknięcie, surowość, zgorzkniałość, cierpienie, smutek… Nie potrafią dostrzec źródła tego stanu.

         Jezus znał „serce” człowieka, Ewangelia mówi o tym niejednokrotnie. Patrzył w „serce” człowieka, rozpoznawał w nim tęsknotę za dobrem, za tym, aby żyć w zgodzie ze światem i sobą samym, tęsknotę za Bogiem, któremu chciał ofiarować swoje złamane życie i w Nim znaleźć uzdrowienie.

             Dziś wielu ludzi ma „serca” zranione, jest to skutek naszej cywilizacji konsumpcji i egoizmu. „Serca” nakładają maski samowystarczalności, relatywizmu, obojętności… Ale te maski wcześniej czy później spadają, odkrywając samotność, smutek, zagubienie…

           Bez względu na to, na jakim etapie życia jesteśmy, powinniśmy zawalczyć o nasze „serce” napełniając go wartościami trwałymi i nieprzemijającymi.

                Anselm Grün napisał takie mądre słowa:


                „Sztuka życia polega na patrzeniu sercem. Tylko wtedy mogę dostrzec w kwiatku piękno jego Stwórcy, a w drzewie swoją własną tęsknotę za tym, aby zakorzenić się w jakimś trwałym podłożu. Tylko wtedy na widok drzewa odczuwam tęsknotę za tym, aby zrosnąć się ze swoją postacią i tak zakwitnąć, aby inni odnaleźli w moim cieniu bezpieczeństwo, a w mojej bliskości pociechę.”  
                  





                 „Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki".

                                             Ewangelia wg Św. Mateusza 7, 21; 24-27


Dziś komentarz zapożyczony:

                  „Jezus w swoim nauczaniu mocno podkreśla, na czym polega prawdziwa mądrość człowieka. Nie jest ona tylko znajomością Prawa bądź powierzchowną relacją do Jezusa, lecz wiernym i pełnym zaangażowania wprowadzania słowa w czyn. Harmonia pomiędzy słuchaniem – mówieniem i czynieniem jawi się jako podstawa egzystencji mądrej i niezniszczalnej. Aktywizm, zaangażowanie w praktyki religijne i zewnętrzna pobożność choć na zewnątrz wydają się bardzo efektowne i krzykliwe, to jednak bez ich praktycznego zastosowania w życiu nie stanowią kryterium autentycznej i głębokiej wspólnoty z Jezusem. 

                   Można być codziennie w kościele, a jednocześnie być daleko od Mistrza z Nazaretu. Jezus ostrzega przed powierzchownością i ślepym aktywizmem. Nie wystarczą piękne słowa i nie wystarczy samo słuchanie, a nawet powoływanie się na związek z Jezusem jeśli nie jest to związane z autentycznym słuchaniem i mówieniem w celu realizowania Bożych zamysłów w konkretnych sytuacjach życiowych. Połączenie nauki o mądrości z dniem sądu wskazuje na wagę i znaczenie celu ludzkiej egzystencji. Życie, które gubi ze swej perspektywy cel jest budowaniem zabezpieczeń na doraźnych układach i doczesnych uwarunkowaniach. Takie budowanie można porównać do budowania na piasku, które w obliczu zmieniających się okoliczności zostaje zasypane pod popiołem konformizmu i egoizmu. 

                    Jezus ostrzega przed budowaniem domu życia na piasku pragnąc, aby budowla była wsparta na mocnym fundamencie Jego nauki. Tylko taka budowla w obliczu sądu uzyska wieczną trwałość i głębię we wspólnocie z Bogiem. Budować dom na skale oznacza w tym kontekście bezgraniczne zaufanie nauce Jezusa i na wprowadzaniu jej w życie niezależnie od aktualnie panujących mód i koniunktury. Uczeń Jezusa budujący swój dom na skale w sposób poważny traktuje swego Mistrza i odważnie – bez zważania na prześladowania i pogardę realizuje wolę Boga w swoim życiu. Uczeń budujący na skale chce w swoim życiu tego, czego chce Bóg i nie chce w swoim życiu tego, czego Bóg nie chce. Dzięki takiej postawie jego życie staje się piękną harmonią, w której uszy, usta i serce zjednoczone są w autentycznej Miłości Boga i drugiego człowieka.”

Ks. Mirosław S. Wróbel
Instytut Nauk Biblijnych
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II


http://sfd.kuria.lublin.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=890&Itemid=38

środa, 3 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - Empatia

               „Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela.

                Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo?» Jezus zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.”
                                                               Ewangelia wg Św. Mateusza 15, 29-37

                Ewangelia w czasie Adwentu zwraca uwagę na ludzki wymiar osoby Jezusa. Zawsze uważny na ludzkie potrzeby, pełen empatii, wrażliwości, ciepła, życzliwości. Nigdy nie przeszedł obojętnie wobec cierpienia, problemów i trosk spotkanego na swojej drodze człowieka. W takich liczebnie wielkich zgromadzeniach, jak to opisane w dzisiejszej Ewangelii każdy z przybyłych był traktowany jako osoba, indywidualnie a nie jako część tłumu. Przed Jezusem stawał konkretny człowiek, utrudzony życiem, poszukujący, zmęczony chorobą czy to duszy czy ciała, człowiek pełen dylematów, zmartwień, trosk o jutro… Jezus nie traktował tych ludzi jako potencjalnych klientów, słuchaczy, pacjentów. Był obecny dla wszystkich i dla każdego z osobna.

                Nie obce były mu również te przyziemne, naturalne, materialne potrzeby ludzi, którzy przychodzili do niego. Podchodził do człowieka całościowo, nie tylko od strony duchowej, ale również troszczył się o kondycję psychiczną i fizyczną swoich uczniów.

                Prowokuje Apostołów, każe im nakarmić kilkutysięczny tłum. Nie jest zaskoczeniem zdziwienie Apostołów. W jaki sposób maja zapewnić posiłek tak ogromnej liczbie ludzi? Apostołowie podeszli do tej sytuacji z czysto ludzką, matematyczną logiką. Jak podzielić kilka chlebów i ryb na kilka tysięcy części, tak aby wszyscy się najedli. – Jezus musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Uczniom Jezusa zabrakło po raz kolejny wiary, wiary w Mistrza, który już niejednokrotnie wcześniej pokazał im swoją moc, wiary w siebie, odwagi podjęcia wysiłku, ryzyka, wyjścia poza spokojne obszary swojego komfortu.  – Jezus im udowodnił, że wystarczy niewiele aby uszczęśliwić wielu. Potrzeba tylko otwartego serca, dobrej woli i pozbycia się własnego egocentryzmu.


                Niejednokrotnie skupiony jestem na sobie, na swoich sprawach, na swojej wygodzie… Nie zauważam potrzeb konkretnych ludzi żyjących obok mnie. Czasami mówię to nie moja sprawa, czasami jestem tak pochłonięty sobą, iż nie dostrzegam wołania o pomoc wokół mnie, nie wierzę we własne siły, możliwości, zasoby… Niekiedy wystarczy zupełnie niewiele, aby mój bliźni poczuł się dowartościowany, kochany, dostrzeżony… Wystarczy jedno słowo, jeden gest, jeden uśmiech.  Potrzeba odrobiny współczucia, empatii, poświęconego czasu… Tak niewiele, aby nakarmić spragnionego miłości, uwagi, szacunku człowieka.

wtorek, 2 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - "Małe" nie znaczy brzydkie

                 „W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.”
                                                              Ewangelia wg Św. Łukasza:  10, 21-24

                Kiedyś słyszałem słowa jednego z psychoterapeutów, iż najtrudniej pracuje się z ludźmi wykształconymi i w ludzkim rozumieniu „mądrymi”. Mają oni gotową już odpowiedź na wszystko, bardzo sztywno wykreowane przekonania i „betonowy” światopogląd. Trudno dotrzeć do nich z jakimkolwiek nowym przesłaniem, a zwłaszcza tym wykraczającym poza rozumowe i logiczne myślenie. Wszystko musi być naukowo wyjaśnione, musi dać się zbadać i zmierzyć.

                Większy problem pojawia się wtedy, gdy w umyśle tworzone są przekonania szyte na miarę aktualnych potrzeb. Nieumiejętność poradzenia sobie ze swoimi problemami, słabościami, egoizmem prowadzi do powstania mechanizmów obronnych, świadomych lub nie, które mają na celu zabezpieczyć szacunek dla samego siebie, usprawiedliwić swoje postępowanie, przekierować uwagę z siebie na kogoś lub na coś.  – Bardzo mocno dziś widać to we współczesnym świecie, gdzie nieumiejętność życia wartościami i ogólnymi prawami życia, prowadzi do powstania alternatywnych ideologii, schematów myślowych, wzorców postępowania, które mają usprawiedliwić lub nadać formę normalności dewiacjom, zwyrodnieniom, nieuporządkowanym uczuciom. Łatwiej jest wykreować pozory normalności i nowoczesności niż uznać, że moje życie jest chore pod jakimś względem.
                Do tego wszystkiego dochodzi pycha, która blokuje serce i umysł. Blokuje jakikolwiek rozwój osobisty.


                „Maluczki” w rozumieniu Jezusa nie jest to człowiek: niewykształcony, biedny, bezbronny… Chociaż ci ludzie najczęściej są najbardziej otwarci na wiarę, przemianę i życie w prawdzie. „Maluczki” dla Jezusa jest mocarzem, potęgą, skałą człowieczeństwa. Ma serce i umysł otwarty, gotowy jest podejmować ryzyko wiary, wkracza odważnie na drogę rozwoju, umiejętnie buduje hierarchię wartości, umie słuchać, kwestionować swoje przekonania, jest poszukiwaczem i pielgrzymem, ciągle w ruchu. Życie dla niego wciąż przynosi coś nowego, nowe doświadczenia, wciąż na nowo odkrywa siebie i świat. „Maluczki”, to człowiek nadziei, miłości i wiary… Przekraczający wciąż na nowo bariery swojego umysłu, przekonań, swojego ego.  

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - Wierzący Poganin

                  Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: "Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi" Rzekł mu Jezus: "Przyjdę i uzdrowię go". Lecz setnik odpowiedział: "Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi". Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: "Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.
( Ewangelia wg. Św. Mateusza:  8, 5-11)

                Ciekawa sytuacja. Do Jezusa przychodzi oficer rzymskiego wojska okupującego ziemie Izraela. Wróg przychodzi do swojej „ofiary” z prośbą o pomoc. Jak ogromna musiała być desperacja tego człowieka, aby zdecydować się na taki gest, jaka ogromna pokora i ryzyko. Musiał liczyć się z tym, że zostanie odrzucony i poniżony. Jednak miłość, empatia, wrażliwość skłoniły go do podjęcia tego ryzyka. Trudno też mówić o wierze Setnika w chrześcijańskim tego słowa rozumieniu. Z pewnością Jezus był dla niego miejscowym uzdrowicielem, bardzo efektywnym skoro zdecydował się na taki gest uniżenia. Mimo to, Jezus podkreśla jego wiarę, która była tak mocna, że w konsekwencji sługa otrzymał łaskę uzdrowienia.