poniedziałek, 10 listopada 2014

Otwarty umysł



                 Rozwój osobisty zakłada gotowość poddania w wątpliwość swoich dotychczasowych przekonań, pewników, sposobu myślenia i postępowania. Nie jest on możliwy bez umysłu otwartego, elastycznego, analitycznego. Otwarty umysł jest podstawą do dokonania jakichkolwiek zmian. Człowiek, który żyje przekonaniem, że zawsze ma rację, znajduje nieustannie usprawiedliwienia dla swojego postępowania, odrzuca jakiekolwiek informacje zwrotne ze strony innych ludzi nie może łudzić się, iż dokona w swoim życiu postępu zarówno w obszarze duchowości jak i relacjach interpersonalnych. Otwarty umysł dopuszcza możliwość „nieposiadania” racji, zakłada możliwość pomyłki, błędu w sposobie myślenia i postrzegania rzeczywistości. Otwarty umysł potrafi analizować, poszukuje nowych rozwiązań, nieustannie poddaje weryfikacji dotychczasowy sposób bycia.
                „A potem mówił do rzesz: Kiedy widzicie tworzącą się na zachodzie chmurę, to zaraz mówicie: Będzie deszcz. I tak też bywa. A kiedy wieje wiatr południowy, przepowiadacie: Będzie gorąco. I tak też bywa. O, wy, obłudnicy! Umiecie prorokować z wyglądu nieba i ziemi, a czemuż nie potraficie rozpoznać [znaczenia] tego czasu?”  (Łk 12, 54-56)

                Jezus nauczał, że największym problemem na drodze ludzkiego rozwoju jest umysł zamknięty, kierujący się utartym sposobem myślenia, egoistycznie skupiony na swoich przekonaniach i uprzedzeniach. Co może być powodem zamkniętego umysłu? – Przyczyn jest wiele: brak odpowiedniej edukacji, wychowanie, wpływ środowiska, ale najgłębsze przyczyny leżą głębiej i związane są z osobistymi doświadczeniami życiowymi i wytworzonymi przez nie mechanizmami obronnymi. Zranienia (najczęściej te wyparte, nieuświadomione), doznane krzywdy, odrzucenie wszelakiego rodzaju sprawiają, że w naszym umyśle tworzą się schematy myślenia, mające na celu chronienie mojego „ja” w otaczającym mnie świecie. – Jezus doskonale znał człowieka, nigdy nie kierował się pozorami i nie oceniał człowieka na podstawie jego czynów. Co prawda odrzucał i potępiał niewłaściwe zachowania człowieka, ale nigdy samego człowieka. Doskonale wiedział, że za każdym ludzkim zachowaniem, uczuciem, sposobem myślenia stoi cała gama zranień otrzymanych w ciągu życia.

                Nasze przekonania i pewniki, za które gotowi jesteśmy nadstawić karku, wyznaczane są przez cały system struktur poznawczych. Uczymy się życia od maleńkości, niestety nie zawsze jednak ta nauka ma pozytywny wpływ na nasz rozwój osobisty i duchowy. Spotkamy na naszej drodze wartości piękne i budujące, ale także te, które są w stanie zrujnować całe nasze życie. Idąc przez życie formułujemy zasady, które pomagają nam uporządkować nam nasze uczucia i emocje związane z otaczającym nas światem i nami samymi. Te tak często nieuświadomione mechanizmy działają w nas w sposób automatyczny, popychając nas do określonych zachowań i podejmowania określonych decyzji. Bardzo mocno wpływają również na budowanie naszej własnej samooceny.


                Drogą rozwoju jest nieustanna weryfikacja swoich zachowań, pojawiających się uczuć i emocji, mając na uwadze istnienia podświadomych mechanizmów, które kierują naszym sposobem myślenia. Aby jakikolwiek rozwój miał miejsce, należy przewartościować wszystkie swoje dotychczasowe poglądy. 

      "Ci którzy wszystko wiedzą, muszą jeszcze wiele nauczyć się o sobie!" (M. Baker)

sobota, 8 listopada 2014

Rozwój osobisty – technika czy mądrość życia ( cz.2 )


                Rozwój osobisty i duchowy jest prawem, a można by i powiedzieć obowiązkiem każdego człowieka. Niektórzy twierdzą, iż jest on jednym z czynników, wpływających na osiąganie poczucia szczęścia. Oczywiście dla każdego z nas, szczęście może oznaczać wiele innych wartości, do których staramy się dążyć na przeróżne sposoby. Nie chciałbym wymieniać tych sposobów oraz definicji szczęścia, jest ich zbyt wiele…, przypuszczam, że tyle, ilu mieszkańców naszej planety. – Ale powstaje pytanie: czy szczęście można osiągnąć poprzez „mieć” czy raczej „być”? Z pewnością ogromna pokusą jest tendencja zmierzająca do „mieć”: władza, pieniądze, sława… Przykłady pokazują jednak, iż „mieć” nie zawsze oznacza „szczęście”… Depresje, samobójstwa, uzależnienia wśród ludzi sławnych i bogatych nie należą do rzadkości…, niejednokrotnie możemy obserwować jak kolejny „Titanic” tonie…      - Dlaczego?

                Oparcie sensu swojego życia na tych wartościach (bogactwo, władza, sława – pod jakąkolwiek postacią) jest ogromnym ryzykiem. Wartości te należą do tych „bogactw”, które dzisiaj są ale jutro może już ich nie być, są wartościami stworzonymi, ulotnymi, przemijającymi… I jeśli na nich oprę sens mojego życia, istnienia, uczynię z nich cel mojej egzystencji jutro mogę znaleźć się bez niczego, pusty, wypalony, samotny… „Bogactwa” te, same w sobie nie są złe, ale jeśli nie są oparte na wartościach duchowych, nadrzędnych, ponadczasowych mogą stać się równią pochyłą kierującą do największej porażki jaką człowiek może ponieść, porażki życia… a szansy na drugie już nikt nam nie ofiaruje. – Wielu ludzi, o których czas nie zatarł pamięci doskonale o tym wiedzieli, że bez rozwoju duchowego żaden innych rozwój nie jest możliwy. Wszystkie metody rozwojowe proponowane przez różnorodne szkoły rozwoju osobistego, trenerów, warsztaty rozwojowe są wartościowe i budujące świat człowieka ale bez pierwiastka duchowego, opartego na prawach wszczepionych przez Boga człowiekowi, staną się formą tresury, która nie zadziała w momentach „mocnych”: cierpienia, straty, samotności…

                Jezus mówił często o Królestwie Bożym:

                «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach».
                Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata."
                                                                                                                             (Mt 13,31-35)

                Czym jest to „Królestwo Boże”? Czy jest to bliżej niezidentyfikowane miejsce, nazywane inaczej „Niebem”, gdzie dusza człowieka trafia po uwolnieniu się ze śmiertelnego i przemijającego ciała? Czy jest to niewidzialna rzeczywistość, którą osiągnąć będziemy mogli tylko kiedyś tam w przyszłości jako nagrodę za sprawiedliwość i posłuszeństwo Bogu? – bardzo często właśnie tak interpretowana jest ta rzeczywistość, pokutuje tutaj dosyć ciasne patrzenie nauczania instytucji religijnych minionych wieków.

                Tymczasem Jezus zupełnie inaczej przedstawiał tę rzeczywistość. Przede wszystkim rozumiał Królestwo Boże  jako rzeczywistość realnie istniejącą już tu i teraz, dostępną każdemu człowiekowi, możliwą do osiągnięcia poprzez wiarę, otwarte serce i zmianę sposobu myślenia i postrzegania świata. Królestwo Boże jest rzeczywistością miłości, dobra i pokoju w sercu czyli tych wartości, które bezsprzecznie tworzą poczucie szczęścia, bez względu na pozycję społeczną, materialną i okoliczności jakie mogą człowieka spotykać na co dzień. – O tych właśnie wartościach mówią wszystkie kultury i wszystkie religie świata. Są to wartości niezniszczalne, uniwersalne, stanowiące istotę życia każdego człowieka. Każdy człowiek te wartości posiada, choć czasem stłumione one są bolesnymi doświadczeniami, przeżyciami, mechanizmami obronnymi, konsekwencją ran zadanych nam przez życie.


                Jezus wiedział, że człowiekowi do pełnego rozwoju potrzebna jest jedna rzecz – odrobina miłości, szacunku, poczucia własnej wartości. Jeżeli doświadczy tych wartości, jest zdolny przenosić góry, osiągnąć inne poziomy rozwoju osobistego, rozwijać swoje talenty, spełniać się jako człowiek na wszystkich innych płaszczyznach życia.  – Dlatego „Królestwo Boże” to jedno małe słowo uznania, miłości, szacunku, jeden mały gest dobra, iskra nadziei, przebaczenie, obecność, słowo wsparcia… To niewielkie ziarno rzucone na glebę ludzkiego serca potrafi stać się wspaniałym drzewem tętniącym życiem. 

czwartek, 6 listopada 2014

Rękodzieło sercem tworzone

                    Polecam bardzo ładne i funkcjonalne rękodzieło. Te piękne rzeczy wykonane z ogromną starannością mogą stać się idealnym pomysłem na prezent lub dekorację własnego mieszkania.

POLECAM!!! i zapraszam na bloga: spiritart7.blogspot.com





środa, 5 listopada 2014

Rozwój osobisty – technika czy mądrość życia (cz.1)


                Moja znajoma już w czasie studiów, żywo zainteresowała się tematyką rowoju osobistego, life coachingu, doskonaleniem i rozwijaniem pewnych umiejętności poprzez eliminację przeszkód i osiąganie wyznaczonych celów. Założeniem jej było osiągnięcie jak najlepszych rezultatów, najpierw na studiach a później w zdobyciu dobrej i dobrze płatnej pracy. Wydała kilkanaście tysięcy złotych na różnego rodzaju kursy, literaturę i szkolenia. Faktycznie, włożony wysiłek i zainwestowane pieniądze zaczęły przynosić widoczne rezultaty. Zaczęła pracę w jednym z największych hoteli w Warszawie, powoli pięła się po szczeblach kariery, mogła pozwolić sobie na dosyć luksusowe życie w porównaniu z przeciętnym obywatelem, dużo podróżowała… mogłoby się wydawać, że do szczęścia już więcej nic jej nie brakowało. Na dodatek w czasie jednej z wakacyjnych podróży poznała faceta, w którego zainwestowała dosyć poważną dawkę uczuć… Spełniona kobieta. Modelowo osiągnęła rezultaty i poziom życia proponowany i obiecywany przez coachów i  techniki rozwoju osobistego i A jednak… Ale o tym później…

                Tematyka rozwoju osobistego stała się od jakiegoś czasu bardzo popularna w naszym kraju i związana jest przede wszystkim z takimi sektorami jak: biznes, kariera, finanse… Rozwój osobistych zdolności, umiejętności, talentów ma służyć podniesieniu kwalifikacji, wzrostowi efektywności a co za tym idzie zwiększeniu szans na lepszą pozycję społeczną, podniesieniu swojej „atrakcyjności” na rynku pracy i wyższe zarobki. – Można by powiedzieć bardziej interesujące, spełnione i szczęśliwsze życie…

                Jest w tym dużo prawdy. Każdy z nas ma prawo do tego, aby budować własne życie, rozwijać swoje talenty, zdobywać wiedzę, która umożliwi mu godne i ustabilizowane życie. Powinniśmy dążyć do samorealizacji, czyli dążenia do zrealizowania swoich życiowych planów, rozwijania możliwości i zdolności.  Realizowanie własnego potencjału generalnie trwa przez całe życie. Każdego dnia uczymy się czegoś nowego. Warto jest spełniać swoje marzenia po to, aby móc stać się tym, kim chcieliśmy być. Dzięki licznej literaturze związanej z rozwojem osobistym, nieobliczalną ilością artykułów związanych z tą tematyką w Internecie, możemy poznać techniki, które wzmocnią nasze poczucie własnej wartości, sprawią że staniemy się bardziej asertywni lub nabędziemy pewnych umiejętności w relacjach interpersonalnych.

                Jak grzyby po deszczu, mnożą się różnego rodzaju poradnie rozwoju osobistego, ofert pomocy w dziedzinach life coachingu jest całe mnóstwo, wystarczy wpisać w wyszukiwarce słowa „rozwój osobisty” lub „life coaching” aby otrzymać setki propozycji pomocy w „udoskonalaniu” naszej jakości życia. Niektórzy psychologowie lub trenerzy rozwoju osobistego dzielą się swoją wiedzą za darmo, inni nieźle na tym zarabiają, są i tacy, którzy sprzedają stek bzdur zwłaszcza ezoterycznych za niezłe pieniądze, bazując na nieświadomości i nieznajomości praw duchowości i psychologii potencjalnego klienta.

                Powstaje jednak pytanie, czy same techniki, ćwiczenia, schematy proponowane przez różnego rodzaju szkoły rozwoju osobistego są wystarczające do tego, aby być szczęśliwym i spełnionym w życiu? Czy rozwój kariery, zdobywanie wyższych pozycji społecznych, ustabilizowane finansowo życie są wystarczającymi czynnikami do osiągnięcia szczęścia?

                I tu powrócę do mojej znajomej.

                Wszystko układało jej się wspaniale aż do momentu, gdy ukochany mężczyzna doszedł do wniosku, że to jednak nie jest związek o którym marzył i spakowawszy swoje zabawki opuścił piaskownicę. – Na tą sytuację moja znajoma nie była przygotowana przez coachów, wyuczone schematy nie zadziałały, zainwestowane pieniądze okazały się niewystarczającą walutą na opłacenie uczuciowego kryzysu. Jej droga boleśnie zakończyła się na jednym z oddziałów szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójstwa.

                Przyczyna była prosta, w swojej drodze rozwojowej pominęła, lub nie został jej zaproponowany ogromnie ważny czynnik rozwoju osobistego, a mianowicie czynnik duchowy.
Rozwój osobisty powinien uwzględniać całego człowieka a nie tylko realizowanie siebie w wybranych dziedzinach życia. Brak odniesienia do nadrzędnych wartości duchowych, praw kierujących duchowością i życiem szybko i boleśnie jest w stanie sprowadzić nas na ziemie do realnego życia.

W dzisiejszym świecie, zmaterializowanym i konsumpcyjnie nastawionym do życia, rzeczą normalną jest wyścig szczurów po władzę, karierę i pieniądze. Mnożą się „lemingi”, które bezrefleksyjnie i ślepo naśladują wzorce, które całkowicie zatraciły wymiar Duchowości, zastępując go kultem pieniądza, władzy czy sławy… Czy kariera, władza, sława dają faktycznie szczęście? – Niekoniecznie! Niech pewnego rodzaju dzwonkiem alarmowym staną się dla nas tacy ludzie jak: Marilyn Monroe, Heath Ledger, Philip Seymour Hoffman, Ernest Hemingway, Brad Delp, Kurt Cobain, Robina Williams, Rei Jane Huai, Peter Smedley… Lista jest jeszcze bardzo długa. Pomimo sławy i pieniędzy pokonało ich życie…

                Rozwój osobisty bez uwzględnienia sfery duchowej jest sztucznym tworem, który wcześniej czy później okaże się nie wystarczający, aby sprostać czasami banalnym sytuacjom życiowym. Bez rozwoju duchowego człowiek nie jest człowiekiem, co najwyżej może stać się robotem, maszynką do zarabiania pieniędzy ale wcześniej czy później okaże się to nie wystarczające do udanego i spełnionego życia.  


                Rozwój duchowy, nie posiada jednego imienia, schematu, wzoru… Osobiście opieram się na wartościach chrześcijańskich i nauce Jezusa Chrystusa, ponieważ tutaj znajduję drogę umożliwiającą kompletny rozwój mojego człowieczeństwa, trwałą podstawę w relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem oraz prawa życia, które są niepodważalnym gwarantem szczęśliwej i dojrzałej egzystencji. – Nie podważam jednak poszukiwań myśli reprezentowanych przez doświadczenia duchowe innych kultur i religii. Bóg obdarzył każdego człowieka zdolnością rozwoju duchowego i wielu „pielgrzymów” szukających Boga, sensu istnienia, rozwoju duchowego, pozostawiło po sobie cenne drogowskazy, aby moc odpowiedzieć sobie na pytanie „jak żyć”, aby to życie było spełnione i stawało się dla innych źródłem inspiracji i wzrostu duchowego i osobistego. 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Integralna wizja człowieka



                Początek XXI-tego wieku w cywilizacji Zachodniej charakteryzuje się bolesnym kryzysem człowieka. Jednoznacznie potwierdzają to obiektywne wyznaczniki. Rośnie ilość samobójstw oraz liczba osób chorych psychicznie. Dramatycznie wzrasta przestępczość, a także ilość ludzi uzależnionych, zwłaszcza od alkoholu i narkotyków. Kryzys poszczególnych osób wiąże się z kryzysem rodzin i całych społeczeństw. W tej sytuacji coraz więcej ludzi szuka pomocy: materialnej, prawnej, społecznej, religijnej. Coraz więcej też osób, także w Polsce szuka pomocy psychologicznej i terapeutycznej. Rodzi się pytanie: jaki jest podstawowy warunek, by pomoc mogła być bardziej odpowiednia i skuteczna niż dotąd? Warunkiem tym jest oparcie pomocy na adekwatnej antropologii, która oznacza przyjęcie integralnej i realistycznej koncepcji człowieka. Po pomoc przychodzi bowiem nie ludzka psychika, lecz człowiek. Pomocy nie szukają bolesne emocje, zaburzone strategie myślenia czy błędne sposoby decydowania, lecz człowiek. Cały człowiek. Tymczasem współcześnie bada się coraz chętniej fragmenty ludzkiej rzeczywistości i coraz mniej przedstawia się tajemnicę całego człowieka.

Człowiek jako osoba

                W przeciwieństwie do psychoanalizy, behawioryzmu oraz psychologii humanistycznej psychologia personalistyczna interpretuje ludzką rzeczywistość w kategorii osoby, a bycie osobą nie jest redukowalne do rzeczywistości biologiczno-fizjologicznej, ani też do sumy mechanizmów, procesów i potrzeb natury psychicznej. Istotą człowieka jest właśnie bycie osobą. A być osobą znaczy być podmiotem wolnym i odpowiedzialnym. Wprawdzie osoba przejawia się i uzewnętrznia w całokształcie swej rzeczywistości somatycznej, psychicznej i duchowej, ale się nie zamyka w żadnym z tych wymiarów, ani nawet w ich sumie. Osoba jest tym, co organizuje i scala poszczególne wymiary rzeczywistości człowieka, lecz sama nie może być przez tą rzeczywistość ogarnięta, ani jej podporządkowana. W tym sensie człowiek jako osoba nie jest właścicielem samego siebie. Nie jest bytem skoncentrowanym na samym sobie, ani też nie jest celem dla samego siebie. Do istoty osoby należy bowiem wykraczanie poza samą siebie. Natury osoby nie można całkowicie zrozumieć i wyjaśnić w ramach jednostkowego człowieka, bo bycie osobą to przede wszystkim bycie spotkaniem. A poprzez spotkanie i jego mocą osoba przekracza samą siebie i własne granice. Prawdziwie ludzkim sposobem istnienia i ostatecznym sensem egzystencji na sposób osoby jest przekraczanie samego siebie przez miłość. Sensem ludzkiego życia jest przekraczanie samego siebie poprzez bezinteresowną miłość ku innym osobom. Ten ostateczny sens nie jest jednak wytworem samego człowieka, lecz jest odkryciem właściwego sobie powołania. Tego typu odkrycie jest z kolei rezultatem spotkania z Transcendencją. Spotkanie z transcendentnym Bogiem jest możliwe dla każdego człowieka, gdyż Absolut jest obecny w duchowym wymiarze ludzkiego bytu, choć nie wszyscy tę Jego obecność odkrywają.

Integralna wizja człowieka podstawą pomagania innym

                Pomaganie innym może być odpowiedzialne i adekwatne jedynie wtedy, gdy opiera cele i metody swojej pracy na integralnej i realistycznej koncepcji człowieka. Taką koncepcję w najpełniejszym stopniu prezentuje antropologia biblijna. Pismo Święte ukazuje człowieka jako osobę. Być osobą to być kimś świadomym samego siebie i własnego powołania. To żyć w sposób wolny i odpowiedzialny. To coraz lepiej poznawać oraz coraz dojrzalej kochać siebie i inne osoby: Boga i ludzi. Z drugiej strony antropologia biblijna odsłania fakt, że być człowiekiem to być kimś zagrożonym w swoim rozwoju i szczęściu. Po grzechu pierworodnym łatwiej jest bowiem człowiekowi czynić zło, którego nie chce, niż dobro, którego pragnie. Człowiek jest zagrożony negatywnym wpływem środowiska, a także wewnętrznymi konfliktami i słabościami, grzechem, naiwnością, ignorancją, zawężeniem pragnień i aspiracji, zniekształceniem hierarchii wartości, uzależnieniem od ludzi, rzeczy czy substancji chemicznych. Człowiek jest jedynym bytem na tej ziemi, który może skrzywdzić nie tylko innych ludzi, ale nawet samego siebie. Nie czyni tego żadne zwierzę. Zwierzęta są bowiem zaprogramowane przez instynkty i popędy. Człowiek natomiast określa jakość swojego życia poprzez decyzje, które podejmuje. Będąc ograniczonym w swojej świadomości i wolności, ryzykuje, że będzie podejmować decyzje błędne i szkodliwe. W tej sytuacji człowiek potrzebuje Zbawiciela, aby stać się kimś nowym i świętym, aby żyć w miłości i wolności.

                Biblijne spojrzenie na człowieka to zatem spojrzenie integralne i realistyczne. Z jednej strony ukazuje ono wyjątkowość i złożoność człowieka, który doświadcza siebie poprzez swoją cielesność i psychikę, poprzez wrażliwość moralną i duchową, poprzez swoje więzi z Bogiem, z samym sobą i z bliźnim. Z drugiej strony antropologia biblijna odsłania ludzką słabość i grzeszność, nasze wewnętrzne zranienia i konflikty oraz potrzebę czujności i współpracy ze Zbawicielem. Dzięki wszechstronnemu i realistycznemu naświetleniu tajemnicy człowieka antropologia biblijna stwarza psychologowi szansę na pełne zrozumienie człowieka, który szuka pomocy oraz na udzielenie mu adekwatnej i skutecznej pomocy psychologicznej.

Płaszczyzny integralności człowieka

Postawa wobec cielesności

                Zajęcie dojrzałej postawy wobec ciała jest trudnym zadaniem. W sposób spontaniczny grożą nam postawy skrajne i zaburzone. Największym błędem jest sytuacja, w której dany człowiek utożsamia się z własnym ciałem. W konsekwencji wierzy, że do szczęścia wystarczy mu ciało i cielesna jedynie satysfakcja. Staje się niewolnikiem ciała. Niewolnikiem apetytu, popędów, lenistwa czy wygodnictwa. Czyni wtedy jedynie to, czego chce jego ciało. Uleganie dyktaturze ciała mści się jednak na człowieku. Prowadzi do zaburzeń psychicznych, do niepokojów sumienia, do bolesnych rozczarowań i dramatycznych napięć w relacjach międzyludzkich. Za cenę doraźnej przyjemności człowiek zniewolony ciałem płaci najwyższą cenę: cenę cierpienia, konfliktów i krzywd. Dojrzałe kierowanie własną cielesnością wymaga najpierw odkrycia sensu ludzkiego ciała. Wcielenie Syna Bożego rzuca pełne światło na tę tajemnicę. Stwórca obdarzył nas cielesnością nie po to, byśmy się jej podporządkowali lub byśmy od niej uciekali, lecz po to, byśmy dzięki ciału mogli wyrażać miłość.
                Istnieją trzy podstawowe sposoby okazywania miłości za pośrednictwem ciała: fizyczna obecność, mądra pracowitość oraz odpowiedzialna czułość dostosowana do rodzaju więzi międzyludzkich oraz do potrzeb drugiego człowieka. Zajęcie dojrzałej postawy wobec własnej cielesności wymaga nie tylko odkrycia sensu ludzkiego ciała oraz nauczenia się pracowitej i czułej obecności w życiu tych, których kochamy. Wymaga także nauczenia się szacunku dla cielesności człowieka. Skoro moja cielesność jest mi potrzebna po to, bym mógł kochać, to ciało nie jest czymś zbędnym, ani drugorzędnym. Jest czymś cennym. Koniecznym przejawem szacunku wobec cielesności jest troska o ciało, troska o zdrowie fizyczne, o prawidłowe odżywianie, o właściwy tryb życia. Minimum tej troski wyraża się w respektowaniu zasady: nie zabijaj i nie krzywdź ciała. Można w tej dziedzinie podać bardzo konkretne wskazania, np.: nie pal nigdy papierosów, nigdy nie sięgaj po narkotyki, nie pij alkoholu w wieku rozwojowym, nie nadużywaj alkoholu w wieku dorosłym, nie sięgaj po żadne substancje chemiczne, które niszczą równowagę hormonalną i zdrowie twego organizmu (tabletki antykoncepcyjne).

                Właściwa postawa wobec cielesności wymaga spełnienia jeszcze jednego warunku. Warunkiem tym jest zachowanie dyscypliny i czujności wobec własnego ciała. Dojrzały człowiek troszczy się o dobre zdrowie i sprawność fizyczną nie po to, by podporządkować się własnej cielesności, lecz po to, by jego ciało stało się zdolne do wyrażania miłości. Dojrzały człowiek to ktoś, kto jest panem własnej cielesności. To ktoś, kto swoją cielesnością wyraża miłość i odpowiedzialność.

Postawa wobec myślenia

                Współczesny człowiek ma także niemałe problemy z dojrzałym korzystaniem z własnej zdolności myślenia. Kult subiektywnego myślenia, kult logiki prywatnej przypisuje ludzkiemu umysłowi moc stwarzania rzeczywistości, a za kryterium dojrzałości uważa "pozytywne myślenie", bo ono wprowadza nas w świat miłego nastroju i buduje pozytywną przyszłość. W ten sposób odrywa się ludzkie myślenie od całościowej sytuacji człowieka, a także od obiektywnej rzeczywistości, w której on żyje. Czasami spotykamy w tym kontekście stwierdzenia, które są wręcz absurdalne. Przykładem może tu być następująca zasada: "Nic poza moimi myślami nie może mnie skrzywdzić". Tego typu wypowiedzi odrywają człowieka od kontaktu z rzeczywistością i wprowadzają go w iluzoryczny świat absolutnej niezależności od spotykanych osób, sytuacji i wydarzeń. Wiele osób, wydarzeń i sytuacji może mnie skrzywdzić, niezależnie od moich sposobów myślenia i od moich stanów świadomości. Napady, okrucieństwa fizyczne i psychiczne, cynizm i egoizm, wypadki samochodowe, zdrady i oszustwa, kłamstwa i przewrotność, to przykłady postaw, które naprawdę wyrządzają krzywdę i to zupełnie niezależnie od myśli, które nam wtedy towarzyszą.

                Najbardziej charakterystycznym i niebezpiecznym wychowawczo przykładem odrywania ludzkiego myślenia od obiektywnej rzeczywistości, jest nawoływanie do wyrobienia sobie "pozytywnego" obrazu samego siebie. Posiadanie pozytywnych przekonań na temat samego siebie jest tu uznawane za sprawdzian zdrowia psychicznego oraz kryterium właściwej postawy wobec siebie. Tymczasem jest rzeczą oczywistą, że obraz samego siebie nie powinien być ani pozytywny ani negatywny, lecz po prostu prawdziwy. Pozytywna powinna być natomiast postawa wobec samego siebie. Człowiek dojrzały psychicznie to nie ten, który widzi siebie w sposób pozytywny lecz ten, który patrzy na siebie w sposób prawdziwy, czyli realistyczny, a przez to także zróżnicowany. Taki człowiek wymaga od siebie znacznie więcej niż tylko "pozytywnego" myślenia. Wymaga od siebie pozytywnego postępowania. Człowiek, który wkłada szczery wysiłek w budowanie pozytywnego życia i postępowania, nie ma potrzeby, by uczyć się budowania pozytywnego obrazu samego siebie. Dojrzały umysł nie tworzy ani negatywnych ani pozytywnych wizji świata, nie wymyśla rzeczywistości, lecz odczytuje ją w sposób wierny, precyzyjny, logiczny, uczciwy i odważny.


Postawa wobec emocji

                Emocje można zdefiniować jako sposoby przeżywania wszystkiego, co dzieje się w nas i wokół nas. Emocje to reakcje człowieka na własne zachowania, a także na sytuacje zewnętrzne, które mają na niego wpływ. W zależności od okoliczności reakcje te wyrażają się poprzez radość, satysfakcję, poczucie bezpieczeństwa, zaufania, pewności siebie, albo poprzez niepokój, wstyd, poczucie winy, depresję, gniew, nienawiść. Skoro emocje są ważną informacją o naszej sytuacji życiowej, to nie powinno się ich dzielić na pozytywne i negatywne, lecz raczej na radosne i bolesne. Wszystkie bowiem są pozytywne jako nośniki informacji o naszym życiu. Co więcej, im bardziej bolesne są przeżywane emocje, tym cenniejszą stanowią one informację. Sygnalizują bowiem jakiś stan zagrożenia, który koniecznie powinno się zmienić, np. przez nawrócenie, przez zerwanie złych więzi czy przez obronę w obliczu doznawanej krzywdy. Emocje można więc porównać do rozgłośni radiowej, która nadaje informacje o nas samych, ale jest od nas niezależna. Mamy wtedy tylko dwie możliwości: korzystać z tych informacji, albo wyłączyć radio. Jeśli chcemy postępować w sposób odpowiedzialny, to powinniśmy korzystać z informacji, które docierają do nas drogą emocjonalną. Im większy bowiem mamy dostęp do informacji o nas samych i o naszym położeniu, tym większą mamy szansę na właściwe postępowanie i na szczęśliwe życie. Emocje są zatem darem od Boga. Darem, który umożliwia nam dostęp do prawdy o naszym życiu.

                Emocje są czymś więcej niż tylko źródłem informacji. Niosą ze sobą także energię, motywację do działania w kierunku pozytywnym i do powstrzymywania się od działań szkodliwych. Gdy zrobimy coś dobrego, to towarzysząca temu satysfakcja mobilizuje, by dalej tak postępować. Z kolei naszym niewłaściwym zachowaniom towarzyszy niepokój, ból, gniew, a czasem nawet rozpacz. Takie bolesne przeżycia nie są jednak nieszczęściem, lecz ważną informacją, która stwarza człowiekowi szansę na zmianę błędnego postępowania lub na przezwyciężenie niekorzystnej sytuacji. Właściwie wykorzystywane emocje stają się zatem cennym przyjacielem, który nas informuje o naszej sytuacji życiowej i który jednocześnie mobilizuje nas do wykorzystania tych informacji. Gdy człowiek unika kontaktu z emocjami, wtedy nie tylko traci szansę na zrozumienie własnej sytuacji życiowej, ale też ryzykuje, że emocje, których sobie nie uświadamia, zaczną kierować jego myśleniem, postępowaniem i w końcu całym życiem. Dla przykładu, jeśli ktoś przeżywa zazdrość i nie ma odwagi, by sobie to uświadomić, to taka nieuświadomiona zazdrość będzie nadal kierowała jego postępowaniem, a on sam nie będzie mógł tego zmienić. Człowiek nie może zapanować nad czymś, z czego nie zdaje sobie sprawy. Jeśli natomiast zdemaskuje swoją zazdrość, to ma szansę czuwać, by nie skrzywdzić osoby, której zazdrości, a jednocześnie ma szansę odkryć i wyeliminować źródło zazdrości, np. skłonność do porównywania się z innymi ludźmi. Niestety łatwo jest o popadnięcie w postawy skrajne wobec emocji. Jedną skrajnością jest próba ucieczki od emocji, np. za pomocą substancji uzależniających i psychotropowych. Drugą skrajnością jest bierne uleganie emocjom. Dojrzałość natomiast to sytuacja, w której emocje mnie informują o mojej aktualnej sytuacji życiowej, lecz mną nie rządzą. Dojrzały człowiek kieruje się bowiem miłością, prawdą i odpowiedzialnością, a nie emocjami.

Dojrzała religijność

                Istotą dojrzałej religijności nie jest ucieczka od życia, ani zastępowanie życia praktykami religijnymi, lecz osobista więź z Bogiem, dzięki której człowiek uczy się sztuki życia w oparciu o Bożą miłość i prawdę. Podstawowym zagrożeniem w tej dziedzinie jest uleganie wypaczonym wyobrażeniom na temat Boga i Jego miłości. Zniekształcone spojrzenie na Bożą rzeczywistość oznacza ostatecznie, że człowiek próbuje wyobrazić sobie Boga na własne podobieństwo. Próbuje dostosować Go do własnych potrzeb czy oczekiwań, zamiast wsłuchiwać się w to, co Bóg sam nam objawia o swojej tajemnicy.

                Nie sposób omówić wszelkich możliwych błędów w patrzeniu na Boga. Popatrzmy zatem na te, które są najbardziej typowe. Niektórzy ludzie wyobrażają sobie Boga na podobieństwo policjanta, który widzi głównie zło w człowieku, aby za nie karać. Najlepiej od razu i srogo. Ludzie, którzy mają tego typu wyobrażenia o Bogu, przeżywają strach, bunt, niepokój. Ukrywają się przed Bogiem i nie potrafią nawiązać z Nim osobistej przyjaźni. Tacy ludzie nie potrafią spotkać się z Bogiem, który jest miłością. Inni popełniają błąd przeciwny. Widzą w Bogu dobrotliwego przyjaciela, który zawsze jest wyrozumiały i wszystko przebacza. Tacy ludzie przeżywają kontakt z Bogiem w kategoriach pobłażania sobie i naiwnego usprawiedliwiania siebie. Tacy ludzie nie potrafią lub nie chcą spotkać się z Bogiem, który jest prawdą i sprawiedliwością.

                Ważnym zadaniem dojrzałego religijnie człowieka jest, by potrafił spotkać się z Bogiem, który kocha nas miłością wierną i nieodwołalną, a jednocześnie miłością wychowującą, czyli dostosowaną do naszego sposobu postępowania oraz do naszej sytuacji życiowej. Świetną ilustracją takiej właśnie miłości jest przypowieść o mądrze kochającym ojcu i marnotrawnym synu. Gdy syn odchodzi i błądzi, wtedy ojciec nadal go kocha, ale nie przeszkadza mu cierpieć, czyli ponosić naturalnych konsekwencji popełnianych błędów. Tylko taka bowiem kompetentna i wychowująca miłość stwarza szansę, by syn się zastanowił i wrócił, ocalając swe życie. Podstawowym sprawdzianem dojrzałej religijności jest przyjmowanie samego siebie i innych ludzi z miłością, jaką pokochał nas Chrystus, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Opracował: Przemysław Trawczyński na podstawie artykułu: Ks. dr Marek Dziewiecki „Antropologiczne podstawy poradnictwa psychologiczno-religijnego” –

niedziela, 2 listopada 2014

Jezus – Doskonały obraz Boga



                Kiedy już odrzucimy wszystkie błędne obrazy Boga, które sobie stworzyliśmy przenosząc na Niego nasze ludzkie doświadczenia, zranienia, potrzeby, czas poszukać prawdziwego obrazu Boga. Obrazu prawdziwego. Ale każda kolejna próba stworzenia definicji grozi powrotem do nakreślania obrazu Boga na obraz nasz i nasze podobieństwo. Mamy jednak źródło informacji, które jest „nieskażone” naszymi wyobrażeniami. Tym źródłem jest Ewangelia i osoba Jezusa Chrystusa.

                 Każda strona Ewangelii mówi o tym kim jest Bóg i kim człowiek jest dla Boga. Każdy gest, każde słowo Jezusa są ważne, ponieważ jak „puzzle” , złożone w całość, tworzą doskonały obraz Boga.
                Przypowieść o Synu marnotrawnym opowiedziana przez Jezusa, jest sztandarowym obrazem Boga jako kochającego Ojca, który oddaje dziecku całkowitą wolność przeżywania swojego życia, Boga, który godzi się na pomyłkę i upadek dziecka ale z tego upadku nie robi tragedii i okazji do pokazania swojej władzy i wyższości swoich racji ale z utęsknieniem czeka na powrót syna do domu…

  „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.” (Łk 15, 20) – Nie ukarał go, nie prawił morałów, nie wpędził go w poczucie winy… Ale wybiegł mu naprzeciw, rzucił mu się na szyję, zapłakał z radości…

                Powszechnie znany jest obraz Rembrantda ,,Powrót syna marnotrawnego" ukazujący tę historię. Widziałem jednak kiedyś inny obraz (nie pamiętam już, kto go namalował), który wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie. Przedstawiał on starca, stojącego na drodze, wspartego na kiju i patrzącego na horyzont… Na horyzoncie nie było widać jeszcze nikogo, jego dziecko jeszcze nie wracało ale on już z utęsknieniem czekał, nie zgasła w nim jeszcze nadzieja, do końca wierzył w swoje dziecko… - Myślę, że taki jest Bóg, pozwala każdemu iść swoją drogą, pozwala przeżyć swoje życie, przejść etap po etapie drogę rozwoju osobistego, (tak ja to uczynił młodszy z synów) a sam czeka, nie narzuca się, nie patrzy na człowieka z pozycji sędziego… - Wręcz przeciwnie, sprzeciwia się starszemu z synów, który oburzył się na ojca za brak wyciągniętych konsekwencji wobec młodszego brata… (Wielu pobożnych katolików powinno sobie dobrze przemyśleć tę przypowieść)

                Taki jest Bóg. Nic w całym Piśmie Św. nie oddaje lepiej natury Boga, niż ta przypowieść. Nasze ludzkie doświadczenie zguby i odnalezienia opowiedziane tak, jakby widziane od strony Boga. Ujawnia się On w nim jako niekarzący, niepamiętający urazy, niepotępiający. Jedynie radujący się. Tymczasem pomimo 2000 lat przekazu tej przypowieści, w ten czy inny sposób ciągle tkwi w nas obraz Boga policjanta, sędziego, egzekutora, kogoś kto nie akceptuje naszego zachowania, co ukarze nas za wszystko to, co źle zrobiliśmy. Można by tu przytaczać wiele powodów dlaczego tak jest – częściowo winne jest wychowanie religijne, częściowo to, jak oceniamy samych siebie. To my jesteśmy tymi co osądzają i obwiniają. To my jesteśmy tymi, którzy odbierają sobie prawo do popełnienia błędu i przebaczenia, gdy już ten błąd popełnimy. Nie Bóg. Bóg nas nie karze. Kara jest już zawarta w grzechu. Trzeba nam wracać do tego opowiadania by zaakceptować Boga takim, jakim chce byśmy Go widzieli. Jako czystą, szaloną i niekontrolowaną Miłość. Dopiero to rozumienie pozwala nam na prawdziwe otwarcie się na Niego.
                Podobny doskonały obraz Boga Jezus ukazał w przypowieściach o „zaginionej owcy”:

„Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła". Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. (Łk 15, 1-7)

                I inna jeszcze przypowieść: „o zagubionej drachmie”:

                „Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam". Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”. (Łk 15, 8-10)

                Jezus na każdym kroku ukazywał obraz Boga, jako tego, z kim zwykli ludzie mogą się identyfikować. Współcześni Jezusowi ludzie, podobnie jak i my niejednokrotnie dzisiaj, rozumowali, że skoro ma On moc zbawiania świata (uzdrawiania, wskrzeszania, podporzadkowania sobie złych mocy…), nie może nie dostrzegać całego zepsucia jakie jest w człowieku, musi posiadać więc plan unieszkodliwienia tego zła. (Wielu współczesnych chrześcijan ma podobna wizję: grzeszysz – musisz ponieść karę). Dla Jezusa sprawa była jasna: to prawo zostało ustanowione dla człowieka a nie człowiek dla prawa. Przykazania są drogowskazem na drodze a nie kodeksem karnym.

                Jezus faktycznie czasami krytykował zachowanie niektórych ludzi, jednak obiektem Jego krytyki byli najczęściej ludzie religijni, którym wyrzucał fałsz, zakłamanie i obłudę. Rzadko osądzał zwykłych ludzi, a jeśli spotykał na swojej drodze kogoś, kto źle postępował najpierw go przyjmował, rozmawiał z nim a dopiero później mówił: „idź i więcej nie grzesz”, ale były to słowa wypowiadane z pozycji zatroskanego i kochającego Boga, a nie tego kto ma władzę i jedyną absolutną rację. Nie czynił z ludzkich słabości powodu do krytyki i moralnych pouczeń. Wskazywał natomiast na potrzebę więzi z Bogiem na drodze rozwoju duchowego i osobistego.

                Błędną interpretacją jest postrzeganie życia Jezusa jako moralnej krucjaty przeciw słabemu człowiekowi, którego zbawić mogą jedynie zasady religijne i religijna filozofia. Sens życia Jezusa nie polegał na tym, aby uczynić ludzi bardziej moralnymi ale aby stworzyć więź między Bogiem a człowiekiem i odwrotnie, więź opartą na miłości a nie na strachu.


                Jezus jest doskonałym obrazem Boga – jest drogą, prawdą i życiem…

sobota, 1 listopada 2014

Ars Morendi - czyli sztuka umierania


                „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.”  (J 12:24-26)

                Pierwsze dni listopada skłaniają do refleksji nad życiem, przemijalnością, odchodzeniem… Cmentarze staja się miejscem, gdzie łączymy się na poziomie duchowym z tymi, którzy zakończyli już swoją drogę, swoją podróż. – Dla mnie jest to błogosławiony czas i miejsce, gdyż w biegu codziennego życia zmuszony jestem zatrzymać się i poddać refleksji moje wczoraj, dzisiaj i jutro. I postawić sobie pytanie czy moje „dziś” jest właściwym przygotowaniem na „jutro”… - Tylko świadomość, że „jutra” może już nie być, jest w stanie zmotywować mnie do tego, aby „dziś” przeżyć jak najlepiej, w harmonii ze światem, człowiekiem i sobą samym.

                Śmierć! Nie lubimy tej rzeczywistości, spychamy ją do najgłębszych pokładów naszej jaźni, staramy się o niej nie myśleć… - odkładamy ją na „jutro”. Jednak świadomość o tym nieuchronnym etapie naszego życia, mojego życia, każdego życia, może stać się początkiem nowego życia, wyruszenia w drogę, świadomie przeżytej podróży życia w poszukiwaniu tej najlepszej cząstki mojego „ja”.

                W katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłem właściwą definicję „śmierci”:  „Czas jest miarą naszego życia; w jego biegu zmieniamy się i starzejemy. Jak w przypadku wszystkich istot żyjących na ziemi, śmierć jawi się jako normalny koniec życia. Ten aspekt śmierci jest pewnym przynagleniem dla naszego życia; pamięć o naszej śmiertelności służy także jako przypomnienie, że mamy tylko ograniczony czas, by zrealizować nasze życie”. (nr 1007)

                Chrześcijańskie spojrzenie na śmierć zakłada akceptację jej wymiaru biologicznego. Śmierć zawsze jest kresem życia biologicznego, jest fizycznym procesem rozkładu, destrukcją, wobec której człowiek pozostanie zawsze bezsilny. Jest również kresem niespełnionych pragnień, marzeń, życia, egzystencji. – Dlatego czas będzie sędzią mojego życia, on wystawi mi rachunek za każdą niewykorzystaną godzinę, minutę, sekundę mojego życia.

                Śmierć nie jest rzeczywistością łatwą do zaakceptowania. Na co dzień trudno jest mówić o śmierci, trudno o niej myśleć. Oddalamy myśli o śmierci, aczkolwiek wiemy, że ona jest jakimś spotkaniem z niewiadomą. Z doczesnego punktu widzenia odbieramy śmierć jako gwałt zadany życiu. Odbieramy ją jako kres naszych możliwości, kres tworzenia, jako pewien koniec naszego rozwoju. Ale rzeczywistość śmierci stanowi również wyzwanie. To znaczy, że jeśli podejmuję jakieś obowiązki, zadania, jeśli próbuję robić coś ze swoim życiem, to zawsze w perspektywie umierania lub śmierci, która będzie stanowiła formę rozliczenia się z tego, co zrobiłem. Tak już jest, że czasu ubywa, a nie przybywa. I dlatego chodzi o to, by ten czas dobrze wykorzystać, ponieważ po raz drugi nie będzie nam dany. Bo śmierć jest także końcem czasu. Śmierć powinna stać się punktem odniesienia, perspektywą, w której podejmuję różne zadania i próbuję to życie przeżyć dobrze - na ile to jest możliwe, na ile jestem mocny w tworzeniu, czynieniu tego dobra.

                Patrząc z innej perspektywy w obliczu śmierci człowiek doświadcza wolności. – Tu opadają już wszystkie maski, które zakładamy i role, które gramy przed innymi, przed światem, by być kimś innym niż w rzeczywistości jesteśmy. Przestajemy się wówczas przejmować tym, co sądzą o nas inni. Odpada lęk przed kompromitacją bądź odrzuceniem. Przestaje się liczyć sukces, bogactwo, ambicje, plany. - Śmierć niweczy miary stosowane w ciągu życia. W śmierci człowiek uwalnia się od myślenia czysto ludzkiego, światowego i wyzwolony wkracza w nowy świat przeniknięty całkowicie Bogiem.

                Być może zabrzmi to dziwnie ale śmierć w kontekście czasu i ziemskiej egzystencji jest czymś cudownym...

                Dlaczego?

                Ponieważ pomaga nam to życie szanować, wartościować je. Gdyby nie było perspektywy śmierci, to nie szanowalibyśmy życia. Bo tak jest, że tego, czego nie cenimy, tego też nie szanujemy. Nie szanujemy również tego, co mamy w nadmiarze. Gdyby nie było perspektywy śmierci w naszym życiu, to ono nie stanowiłoby żadnej wartości.

                Pytanie o sens śmierci znajduje jednak najpełniejszą odpowiedź dopiero w perspektywie śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Śmierć, której doświadcza człowiek wierzący, otwiera drogę do Boga Ojca i dlatego ma zawsze wymiar nadziei i miłości. Św. Paweł pisze: Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk (Flp 1, 21); i dalej: Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół i z Nim żyć będziemy (2Tm 2, 11).

                W swojej mowie pożegnalnej Jezus mówi o odejściu i przygotowaniu miejsca dla nas w niebie: „A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 3).

                To, co Jezus mówi o sobie i swojej śmierci możemy także odnieść do śmierci naszych bliskich. Odchodzą z tego świata, aby przygotować nam mieszkanie u Boga. Ponadto zabierają jakąś część nas samych do wieczność. Poprzez śmierć bliskiej osoby, wzajemne uczucia, doświadczenia, rozmowy, bóle i radości sięgają Boga. Dlatego nasza śmierć nie będzie tylko bramą do obcego świata, ale do mieszkania, gdzie są już ci, których kochaliśmy. I im więcej znanych nam ludzi umiera, tym większa część nas samych przebywa już teraz w wiecznym mieszkaniu – gdzie i dla nas przygotowane jest miejsce.

                A kiedy przyjdzie nasz czas, zdamy sobie sprawę, że życie to nic innego jak sztuka umierania.


                 Mądre rady na mądre życie i mądrą śmierć

                James K. Flanagan zmarł nagle na atak serca 3 września 2012 roku. Pozostawił po sobie bardzo ważne przesłanie dla pięciorga wnucząt. Tak naprawdę jest to ważna wskazówka dla nas wszystkich:

                Drodzy Ryan, Conor, Brendan, Charlie i Mary Catherine,

                Moja mądra i przezorna córka Rachel poprosiła mnie bym jak najszybciej spisał dla was rady, ważne rzeczy które nauczyłem się na temat życia. Piszę to 8 kwietnia 2012, w przeddzień moich 72 urodzin.

                1. Każde z was jest cudownym darem od Boga, dla waszej rodziny i dla całego świata. Pamiętajcie o tym zawsze, zwłaszcza gdy zimne wiatry zwątpienia i zniechęcenia spadną na wasze życie

                2. Nie bójcie się... kogokolwiek lub czegokolwiek, żyjcie w pełni swoim życiem. Spełniajcie swoje nadzieje i marzenia, nie ważne jak trudne lub "inne" mogą się wydawać dla innych. Zbyt dużo ludzi nie robi tego co chce lub co powinno robić, tylko dlatego że myślą o tym co inni pomyślą lub powiedzą. Pamiętajcie, że jeśli nie możecie liczyć że ktoś przyniesie wam rosół gdy będziecie chorzy i nie będzie przy was w trudnych chwilach, to taka osoba nie powinna mieć dla was znaczenia. Omijajcie pesymistów o cierpkich duszach którzy po wysłuchaniu waszych marzeń mówią "Tak, ale co jeśli...". Do diabła z "co jeśli...". Zróbcie to! Najgorsze co może być w życiu, to patrzenie wstecz i mówienie "Mogłem to zrobić, trzeba było to zrobić, powinienem był to zrobić". Podejmujcie ryzyko, popełniajcie błędy.

                3. Każdy na tym świecie jest zwyczajnym człowiekiem. Niektórzy mogą nosić drogie ubrania lub mieć długie tytuły, lub (czasowo) mieć dużo władzy, oraz mogą chcieć sprawić byś myślał że są ponad wszystkimi innymi. Ale nie wierz im. Mają te same wątpliwości, lęki i nadzieje; jedzą, piją, śpią i pierdzą jak każdy inny. Zawsze kwestionujcie władze, ale róbcie to w mądry i ostrożny sposób.

                4. Zróbcie listę rzeczy w życiu, wszystko to co chcecie zrobić: podróżować do różnych miejsc, nauczyć się czegoś, poznać jakiś język, spotkać kogoś wyjątkowego. Lista powinna być długa, a każdego roku róbcie coś z tej listy. Nie mówcie "Zrobię to jutro" (lub za miesiąc lub za rok). To najłatwiejszy sposób żeby czegoś nie zrobić. Nie ma jutra i nie ma "odpowiedniego" momentu by zacząć coś robić, poza teraz.

                5. Praktykujcie stare irlandzkie przysłowie: "Chwal dziecko a rozkwitnie"

                6. Bądźcie mili i pomagajcie ludziom, zwłaszcza słabym, zlęknionym i dzieciom.
                Każdy niesie swój krzyż i potrzebuje współczucia.

                7. Nigdy nie wstępujcie do wojska lub innej organizacji która chce was nauczyć zabijać. Wojna jest zła. Wszystkie wojny zaczynają się od starych ludzi którzy zmuszają młodych ludzi żeby nienawidzili i zabijali. Starzy ludzie przetrwają i tak jak zaczęli wojnę przy pomocy pióra i papieru, tak samo ją zakończą. Tyle młodych, dobrych i niewinnych ludzi ginie. Skoro wojny są takie dobre i szlachetne to czemu ci przywódcy którzy je wszczynają nie biorą w nich udziału bezpośrednio?

                8. Czytajcie książki, ile możecie. To jest wspaniałe źródło przyjemności, mądrości i inspiracji. Nie potrzebują baterii czy zasięgu, a można je zabrać wszędzie.

                9. Bądźcie prawdomówni.

                10. Podróżujcie: zawsze, zwłaszcza gdy jesteście młodzi. Nie czekajcie na to aż będziecie mieli "wystarczająco" pieniędzy lub gdy wszystko będzie "tak jak powinno". To nigdy się nie wydarzy. Wyróbcie paszport dziś.

                11. Wybierzcie zawód lub zajęcie które kochacie robić. Pewnie że będą ciężkie chwile, ale praca powinna sprawiać przyjemność. Uważajcie na prace tylko dla pieniędzy, zawsze niszczy duszę.

                12. Nie krzyczcie. To nigdy nie działa, a boli i was i innych. Zawsze gdy krzyczałem odnosiłem porażkę.

                13. Zawsze dotrzymujcie słowa danego dzieciom. Nigdy nie mówcie "zobaczymy" gdy myślenie "nie". Dzieci oczekują prawdy, dajcie im ją razem z miłością i dobrocią.

                14. Nigdy nie mówcie komuś że go kochacie jeśli to nie jest prawda.

                15. Żyjcie w zgodzie z naturą. Często bądźcie na zewnątrz w lasach, górach, nad morzem, na pustyni. To ważne dla waszej duszy.

                16. Odwiedźcie Irlandię. To tu dusza waszej rodziny się urodziła, zwłaszcza : Roscommon, Clare i Kerry.

                17. Przytulajcie ludzi których kochacie. Powiedzcie im teraz jak dużo dla was znaczą. Nie czekajcie aż będzie za późno.


                18. Bądźcie wdzięczni. Jest takie irlandzkie powiedzenie: "To jest dzień w naszym życiu, który już nie powróci". Żyjcie każdym dniem z tą myślą.