czwartek, 11 grudnia 2014

Jak osiągnąć sukces?!



              W „spotkaniach” z ludźmi, którym udało się osiągnąć sukces, szczególną moją uwagę przykuła jedna osoba. Człowiek ten rozpoczął swoją drogę do sukcesu od… długów.  W szczytowym momencie swojej kariery był największym dystrybutorem nart zjazdowych oraz asortymentu narciarstwa alpejskiego.

W jednym z czasopism przeczytałem jego receptę na sukces w biznesie. Recepta ta, sprowadza się do trzech pytań, które stawia on sobie każdego poranka:

wtorek, 9 grudnia 2014

21 dni do sukcesu - Formuła Henryka Durville


                Formuła Henryka Durville – Potężna dawka motywacji

                Formuła Henryka Durville, francuskiego naukowca i badacza ludzkiego umysłu jest metodą sprawdzoną przez samego autora oraz wielu ludzi, którzy dzięki niestrudzonemu budowaniu poczucia własnej wartości oraz wytrwałej i systematycznej motywacji słowami tej formuły osiągnęli ogromne sukcesy w życiu zawodowym i osobistym.

                21 dni do sukcesu jest osobistym procesem motywacji i wiary w swoje możliwości. Patrząc na wielkich i sławnych ludzi, których  osiągnięciami dzisiaj się zachwycamy, możemy wyobrażać sobie, że byli „dziećmi szczęścia”, urodzili się we właściwym miejscu i czasie, mieli odpowiednie możliwości i narzędzia ku temu, aby stać się tymi, kim są… - Nic bardziej błędnego!

piątek, 5 grudnia 2014

Poczucie własnej wartości

                   




            W naszym życiu są rzeczy, których nigdy nie będziemy mogli kupić ani czego nie może nam ofiarować żaden inny człowiek. A jest to coś najbardziej wartościowego, co tylko możemy posiadać w życiu: szacunek do samego siebie i poczucie własnej wartości. Szanować samego siebie to znaczy patrzeć na siebie jak na kogoś wartościowego i godnego miłości, pomimo różnych, większych lub mniejszych błędów jakie w życiu popełniamy oraz wad jakie posiadamy. Poczucie własnej wartości to akceptacja siebie, niezależnie od wyglądu zewnętrznego, sukcesów czy też uznania innych.
Brak poczucia własnej wartości jest najbardziej destrukcyjnym elementem naszego życia, nie pozwala nam się rozwijać, blokuje budowanie relacji z innymi, odbiera nam perspektywę udanego i spełnionego życia. 

            Uważam, że wielu z nas mogłoby odnaleźć szczęśliwe i spełnione życie, gdybyśmy tylko posiadali wystarczająco dużo zdrowego poczucia własnej wartości, zbudowanego na akceptacji siebie i szacunku do tego kim jestem i jaki jestem. Moglibyśmy zrealizować w życiu wiele wspaniałych celów, zbudować fantastyczne związki, osiągnąć pożądany standard życia.

             Dlatego postanowiłem napisać E-Booka: "Poczuj swoją wartość i żyj." Mam w związku z tym do Was pytanie: jak myślicie, czy jest w ogóle sens zajmować się tym tematem? Czy stanie się on przedmiotem zainteresowania? Czy istnieje potrzeba zagłębiania się w ten problem. - Pytanie brzmi: Czy konkretnie Ty potrzebowałbyś takiego e-booka?

            Wszelkie uwagi, opinie, sugestie będą mile widziane. Również zapraszam do dyskusji i refleksji na temat poczucia własnej wartości.

Kto zasłonił mi Boga




Dlaczego czasami tak trudno nam jest nawiązać bliską relację z Bogiem, uznać Go za Ojca, bliskiego przyjaciela, przewodnika przez życie, punkt odniesienia we wszystkim kim jestem, co robię, czym żyję.  Skąd bierze się strach przed Bogiem, nieufność lub obojętność. Co sprawia, że uważam Go za odległego, surowego niedostępnego.

                Chciałbym się podzielić przemyśleniami Simone Pacot, autorki kilku znakomitych książek z dziedziny duchowości, która od wielu lat współpracuje z ekumeniczną wspólnotą Bethasda w Szwajcarii, prowadzącą seminaria na temat dróg wewnętrznego uzdrowienia.

czwartek, 4 grudnia 2014

Tajemnica "serca"



       Tajemnica ludzkiego „serca” fascynuje mnie od dawna. Jest ono centralnym punktem osobowości człowieka a także źródłem życia duchowego. Serce jest symbolem ludzkiego życia. Jest źródłem pragnień, woli i decyzji. Mówi się, że cokolwiek odczuwamy w duszy, wywodzi się z serca. Jest ono magazynem doświadczeń i rzeczy zasłyszanych, źródłem z którego wypływają myśli i nasze dążenia, czy to dobre, czy złe. Serce jest również centralnym punktem życia emocjonalnego i moralnego. W sercu skupia się zarówno miłość do Boga (Ps.73:26) jak i bluźniercza pycha (Ezech.28:2.5) w sercu powstają także myśli, które rodzą dobre lub złe uczucia, słowa i uczynki.

               Jezus powiedział: "Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". (Ewangelia wg Św. Marka: 7, 14-23)

          To w sercu człowieka istnieje ogromna i niezbadana „przepaść”. Prorok Jeremiasz mówi: "Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne – któż je zgłębi?" (Jr 17,9) – Czy pojęcie ludzkiego serca możemy utożsamiać z  „podświadomością”, czyli zbiorem nagromadzonych w całej historii mojego życia doświadczeń, zranień, przeżyć, przekonań…, z których już nawet nie zdaję sobie sprawy, a które tak mocno wpływają dziś na moje życie pod postacią nawyków, schematów myślowych, mechanizmów obronnych?

            "Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli (dosł. w j. greckim - dialogismoi)". Od greckiego słowa "dialogismoi" pochodzi "dialog", "rozumowanie". Można przetłumaczyć jako "zamysł". W sercu (miejsce podejmowania decyzji, centrum woli) toczy się nasz dialog ze sobą samym, powstaje jakiś zamysł, który prowadzi lub nie do określonych zachowań.
W sercu mieszka sumienie (Hebr.10:22), które reaguje na grzech (1 Jana 3:19-21), wiara zbawiająca (Rzym.10:10) lub niewiara również są związane z sercem. W sercu zamieszkuje Chrystus (Efez.3:17) Duch Święty (2 Korynt.1:22) i pokój Boży (Kol.3:15).

               „Serce” człowieka jest ogromną tajemnicą, myśląc o tym, że znam siebie ulegam złudzeniu. Często pojawiają się sytuacje w których wychodzą moje reakcje, zachowania, uczucia, o które nigdy bym się nie posądzał.

             W „sercu” człowieka są również ukryte pragnienia, choć nie raz im zaprzeczamy i nie chcemy przyznać się do nich. Pragnienie miłości, tęsknota za dobrem i Bogiem.
Pracując w środowiskach nazwijmy to trudnej młodzieży, widziałem jak bardzo potrafi zmienić się człowiek jeśli okaże mu się odrobinę zainteresowania, szacunku i miłości. Z agresywnych i zbuntowanych serc  rodziło się dobro, miłość, pokój, pragnienie bezinteresownego służenia innym, poczucie obowiązku, uczciwość…

             Jeden z moich duchowych nauczycieli, Anselm Grün, w swojej książce o sztuce życia bardzo głęboko analizuje pojęcie ludzkiego serca. Przytacza on słowa Antoine’a de Saint-Exupery z przedmowy do Małego Księcia: „Adieu, powiedział lis. Moja tajemnica jest bardzo prosta: Tylko serce widzi dobrze. To, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

            Anselm Grün mówi o rdzeniu trzech niemieckich słów: „wierzyć”, „kochać” i „chwalić”. Tym rdzeniem jest słowo „liob”, to znaczy „dobry”. Miłość polega właśnie na tym, aby umieć dostrzec i szanować dobro jakie istnieje w każdym człowieku, choć nie raz przytłoczone jest ono trudnymi doświadczeniami, zranieniami, lękiem…

              Chwalić oznacza dotykać dobra, dobrze mówić o człowieku oraz dać mu możliwość zmiany, rozwoju, wzrostu. To samo dotyczy i siebie samego.

                Dobrze uformowane „serce”, „serce”, które wpierw samo doznało uzdrowienia i przemiany potrafi dostrzec dobro w każdym człowieku. „Serce”, które patrzy przez ciemne okulary, będzie dostrzegać w drugim człowieku tylko ciemne strony i nigdy nie dostrzeże światła, dobra, prawdy… Jeśli moje „serce” pełne jest destruktywnych myśli, będę widział w drugim człowieku tylko potencjalnego wroga, zagrożenie, rywala.

            Najważniejsze sprawy są niewidzialne dla oczu. Oczy widza to co zewnętrzne: dostrzegają jedynie rysy twarzy człowieka, dostrzegają złość, niezadowolenie, zamknięcie, surowość, zgorzkniałość, cierpienie, smutek… Nie potrafią dostrzec źródła tego stanu.

         Jezus znał „serce” człowieka, Ewangelia mówi o tym niejednokrotnie. Patrzył w „serce” człowieka, rozpoznawał w nim tęsknotę za dobrem, za tym, aby żyć w zgodzie ze światem i sobą samym, tęsknotę za Bogiem, któremu chciał ofiarować swoje złamane życie i w Nim znaleźć uzdrowienie.

             Dziś wielu ludzi ma „serca” zranione, jest to skutek naszej cywilizacji konsumpcji i egoizmu. „Serca” nakładają maski samowystarczalności, relatywizmu, obojętności… Ale te maski wcześniej czy później spadają, odkrywając samotność, smutek, zagubienie…

           Bez względu na to, na jakim etapie życia jesteśmy, powinniśmy zawalczyć o nasze „serce” napełniając go wartościami trwałymi i nieprzemijającymi.

                Anselm Grün napisał takie mądre słowa:


                „Sztuka życia polega na patrzeniu sercem. Tylko wtedy mogę dostrzec w kwiatku piękno jego Stwórcy, a w drzewie swoją własną tęsknotę za tym, aby zakorzenić się w jakimś trwałym podłożu. Tylko wtedy na widok drzewa odczuwam tęsknotę za tym, aby zrosnąć się ze swoją postacią i tak zakwitnąć, aby inni odnaleźli w moim cieniu bezpieczeństwo, a w mojej bliskości pociechę.”  
                  





                 „Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki".

                                             Ewangelia wg Św. Mateusza 7, 21; 24-27


Dziś komentarz zapożyczony:

                  „Jezus w swoim nauczaniu mocno podkreśla, na czym polega prawdziwa mądrość człowieka. Nie jest ona tylko znajomością Prawa bądź powierzchowną relacją do Jezusa, lecz wiernym i pełnym zaangażowania wprowadzania słowa w czyn. Harmonia pomiędzy słuchaniem – mówieniem i czynieniem jawi się jako podstawa egzystencji mądrej i niezniszczalnej. Aktywizm, zaangażowanie w praktyki religijne i zewnętrzna pobożność choć na zewnątrz wydają się bardzo efektowne i krzykliwe, to jednak bez ich praktycznego zastosowania w życiu nie stanowią kryterium autentycznej i głębokiej wspólnoty z Jezusem. 

                   Można być codziennie w kościele, a jednocześnie być daleko od Mistrza z Nazaretu. Jezus ostrzega przed powierzchownością i ślepym aktywizmem. Nie wystarczą piękne słowa i nie wystarczy samo słuchanie, a nawet powoływanie się na związek z Jezusem jeśli nie jest to związane z autentycznym słuchaniem i mówieniem w celu realizowania Bożych zamysłów w konkretnych sytuacjach życiowych. Połączenie nauki o mądrości z dniem sądu wskazuje na wagę i znaczenie celu ludzkiej egzystencji. Życie, które gubi ze swej perspektywy cel jest budowaniem zabezpieczeń na doraźnych układach i doczesnych uwarunkowaniach. Takie budowanie można porównać do budowania na piasku, które w obliczu zmieniających się okoliczności zostaje zasypane pod popiołem konformizmu i egoizmu. 

                    Jezus ostrzega przed budowaniem domu życia na piasku pragnąc, aby budowla była wsparta na mocnym fundamencie Jego nauki. Tylko taka budowla w obliczu sądu uzyska wieczną trwałość i głębię we wspólnocie z Bogiem. Budować dom na skale oznacza w tym kontekście bezgraniczne zaufanie nauce Jezusa i na wprowadzaniu jej w życie niezależnie od aktualnie panujących mód i koniunktury. Uczeń Jezusa budujący swój dom na skale w sposób poważny traktuje swego Mistrza i odważnie – bez zważania na prześladowania i pogardę realizuje wolę Boga w swoim życiu. Uczeń budujący na skale chce w swoim życiu tego, czego chce Bóg i nie chce w swoim życiu tego, czego Bóg nie chce. Dzięki takiej postawie jego życie staje się piękną harmonią, w której uszy, usta i serce zjednoczone są w autentycznej Miłości Boga i drugiego człowieka.”

Ks. Mirosław S. Wróbel
Instytut Nauk Biblijnych
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II


http://sfd.kuria.lublin.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=890&Itemid=38

środa, 3 grudnia 2014

Adwentowe zajawki - Empatia

               „Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela.

                Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo?» Jezus zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.”
                                                               Ewangelia wg Św. Mateusza 15, 29-37

                Ewangelia w czasie Adwentu zwraca uwagę na ludzki wymiar osoby Jezusa. Zawsze uważny na ludzkie potrzeby, pełen empatii, wrażliwości, ciepła, życzliwości. Nigdy nie przeszedł obojętnie wobec cierpienia, problemów i trosk spotkanego na swojej drodze człowieka. W takich liczebnie wielkich zgromadzeniach, jak to opisane w dzisiejszej Ewangelii każdy z przybyłych był traktowany jako osoba, indywidualnie a nie jako część tłumu. Przed Jezusem stawał konkretny człowiek, utrudzony życiem, poszukujący, zmęczony chorobą czy to duszy czy ciała, człowiek pełen dylematów, zmartwień, trosk o jutro… Jezus nie traktował tych ludzi jako potencjalnych klientów, słuchaczy, pacjentów. Był obecny dla wszystkich i dla każdego z osobna.

                Nie obce były mu również te przyziemne, naturalne, materialne potrzeby ludzi, którzy przychodzili do niego. Podchodził do człowieka całościowo, nie tylko od strony duchowej, ale również troszczył się o kondycję psychiczną i fizyczną swoich uczniów.

                Prowokuje Apostołów, każe im nakarmić kilkutysięczny tłum. Nie jest zaskoczeniem zdziwienie Apostołów. W jaki sposób maja zapewnić posiłek tak ogromnej liczbie ludzi? Apostołowie podeszli do tej sytuacji z czysto ludzką, matematyczną logiką. Jak podzielić kilka chlebów i ryb na kilka tysięcy części, tak aby wszyscy się najedli. – Jezus musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Uczniom Jezusa zabrakło po raz kolejny wiary, wiary w Mistrza, który już niejednokrotnie wcześniej pokazał im swoją moc, wiary w siebie, odwagi podjęcia wysiłku, ryzyka, wyjścia poza spokojne obszary swojego komfortu.  – Jezus im udowodnił, że wystarczy niewiele aby uszczęśliwić wielu. Potrzeba tylko otwartego serca, dobrej woli i pozbycia się własnego egocentryzmu.


                Niejednokrotnie skupiony jestem na sobie, na swoich sprawach, na swojej wygodzie… Nie zauważam potrzeb konkretnych ludzi żyjących obok mnie. Czasami mówię to nie moja sprawa, czasami jestem tak pochłonięty sobą, iż nie dostrzegam wołania o pomoc wokół mnie, nie wierzę we własne siły, możliwości, zasoby… Niekiedy wystarczy zupełnie niewiele, aby mój bliźni poczuł się dowartościowany, kochany, dostrzeżony… Wystarczy jedno słowo, jeden gest, jeden uśmiech.  Potrzeba odrobiny współczucia, empatii, poświęconego czasu… Tak niewiele, aby nakarmić spragnionego miłości, uwagi, szacunku człowieka.